aktualizacja 

Rosja wezwała na pomoc największe szumowiny. Jest ich nawet 120 tysięcy

Rosyjska armia to niezwykła zbieranina żołnierzy, ochotników oraz kryminalistów, którzy w zamian za służbę dla kraju mogli wyjść z więzień i ruszyć na front. Jak szacują niezależne media w Moskwie, władze uwolniły od 100 do nawet 120 tysięcy osadzonych, a większość z nich ginie każdego dnia. Dla armii są tylko liczbami i mięsem armatnim.

Rosja wezwała na pomoc największe szumowiny. Jest ich nawet 120 tysięcy
Nawet 120 tysięcy więźniów z Rosji trafiło na ukraiński front (GETTY, SOPA Images)

Szokujący raport na temat więźniów walczących w szeregach rosyjskiej armii opublikował niezależny portal Gulagu.net, który należy do dziennikarza niezależnego od Kremla, Władimira Oseczkina. Jego zdaniem, od początku wojny ponad 100 tysięcy osób uwolniono z więzień w całej Rosji i wysłano na front. Tam mogą odkupić swoje winy.

Albo zginąć, bo trzeciej drogi dla skazańców nie przewidziano. Są wśród nich mordercy, gwałciciele, złodzieje, oszuści, a nawet kanibale. Innymi słowy kwiat rosyjskiego społeczeństwa i element, którego Władimir Putin oraz jego ludzie na Kremlu chcą się zwyczajnie pozbyć. Jak czytamy w raporcie, codziennie giną setki żołnierzy-więźnów.

W armii są najniżej w hierarchii, traktowani tylko jako mięso armatnie.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Rosjanie zmierzali na front. Nagle z ich T-72 nic nie zostało

Jeszcze ciekawsze dane podaje Olga Romanowa, dyrektorka wykonawcza ruchu Siedząca Rosja, która powołując się na własne dane podała, że ​​na front w Ukrainie wysłano nawet 120 000 więźniów. Pierwsze rekrutacje w zakładach i koloniach karnych zaczęły się w połowie 2022 roku, a na "nowatorski" pomysł wpadł Jewgienij Prigożyn.

On zabrał do Grupy Wagnera najbardziej sprawnych więźniów, nierzadko z doświadczeniem wojskowym i weteranów konfliktów w Czeczenii czy Afganistanie. Jego śladem poszedł rosyjski MON, który zaczął tworzyć jednostki złożone ze skazańców. Najsłynnieszą jest chyba oddział "Sztorm-Z", który walczy w Ukrainie od ponad roku.

Władimir Oseczkin uważa, że na pierwszej linii frontu ginie ponad tysiąc skazańców tygodniowo.

Trwa ładowanie wpisu:twitter

Wojsko traktuje ich jak narzędzia, nie troszcząc się zbytnio o losy posłanych na pewną śmierć żołnierzy. Są źle wyposażeni, słabo przeszkoleni i mają jedno zadanie. Atakować i próbować zabić jak najwięcej ukraińskich żołnierzy. W ten sposób Rosjanie chcą wykrwawiać siły przeciwnika i niszczyć jak najwięcej sprzętu należącego do Kijowa.

Dopiero w drugiej kolejności atakują jednostki zawodowe, dobrze wyposażone i przygotowane do walki. Robią to dosłownie po trupach setek "mobików".

Władimir Osieczkin, założyciel niezależnego Gulagu.net, który opisuje nieprawidłowości w armii od początku wojny, otrzymał informacje na temat więźniów ze źródła w Federalnej Służbie Więziennictwa w Rosji. Tylko niewielka część wraca do kraju, gdzie znów są wolni i gdzie popełniają kolejne przestępstwa.

Według szacunków wywiadu brytyjskiego spośród dotychczasowych 350 000 zabitych żołnierzy po stronie rosyjskiej, skazańców może być nawet 20 000. Do tego dochodzą jeszcze ranni (ok. 40 000) i tacy, którzy trafili do ukraińskiej niewoli.

Autor: KGŁ
Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić