Spadła z worka na gruz. 12-latka nieprzytomna. Wstrząsające wieści
Pojawiły się nowe informacje odnośnie do dramatycznego finału kuligu zorganizowanego w miejscowości Wola Miłkowska w powiecie sieradzkim. Już wiadomo, że dziewczynka, która "zabawę" skończyła w szpitalu, nie korzystała z sanek.
Wstrząsające zdarzenie miało miejsce 6 stycznia (wtorek) około godz. 21:00 w miejscowości Wola Miłkowska w powiecie sieradzkim.
Podczas kuligu pięcioro dzieci było ciągniętych przez traktor. Zamiast sanek użyto tego, co było pod ręką - opon oraz… big baga, czyli elastycznego worka przeznaczonego do przewożenia gruzu - zrelacjonował serwis tulodz.pl.
Sceny na S19. Za kierownicą 20-letni Ukrainiec. Nagle wysiadł z auta
Podkreślono, że właśnie na takim worku siedziała 12-letnia dziewczynka. Była ostatnia w "łańcuszku" przymocowanym do traktora. W pewnym momencie 12-latka spadła z worka i uderzyła o twarde podłoże lub o element znajdujący się na trasie przejazdu.
Już wcześniej podawano, że bezpośrednio po zdarzeniu dziewczynka była nieprzytomna. Takimi ustaleniami dzielił się m.in. serwis sieradztomy.pl.
Tymczasem portal tulodz.pl przekazał, że obrażenia dziewczynki były na tyle poważne, że wymagała pilnej hospitalizacji. Trafiła do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.
To on kierował traktorem
Traktorem kierował 39-letni ojciec dziewczynki. Był trzeźwy. Teraz wyjaśnianiem okoliczności tego zdarzenia zajmują się służby.
Incydent zakwalifikowano już jako wypadek. Organizator kuligu może ponieść poważne konsekwencje.
Jeśli okaże się, że obrażenia są ciężkie, a dziecko pozostanie w szpitalu dłużej niż siedem dni, mężczyźnie może grozić nawet do 8 lat pozbawienia wolności za nieumyślne spowodowanie wypadku - zaznacza łódzki portal.