Tak influencerzy zakłamują rzeczywistość. "W Dubaju nie ma bomb"
Znany z kontrowersji gwiazdor mediów społecznościowych HSTikkyTokky twierdził, że nad Dubajem "nie latają żadne bomby". Mówił o tym w nagraniu zrobionym kilka godzin po kolejnym ataku drona, który wstrzymał loty na lotnisku w Dubaju.
Najważniejsze informacje
- HSTikkyTokky opublikował nagranie z Dubaju, twierdząc, że w mieście panuje spokój.
- Wcześniej po ataku drona czasowo wstrzymano loty na Dubai International Airport.
- Według Daily Mail to już trzeci atak wymierzony w lotnisko; lokalne rynki mocno spadły.
24-letni Harrison Sullivan, znany jako HSTikkyTokky, opublikował w mediach społecznościowych wideo, w którym zachęcał swoich obserwatorów do przyjazdu do Dubaju, nazywając go "najlepszym miastem na świecie". Nagranie powstało w niemal pustym klubie plażowym, zaledwie kilka godzin po tym, jak po kolejnym ataku drona wstrzymano loty na lotnisku w Dubaju. Jak przypomina "Daily Mail" w związku z tym odwołano 95 rejsów, a 75 odnotowało opóźnienia. Był to trzeci atak na lotnisko w Dubaju – najbardziej ruchliwe na świecie pod względem liczby pasażerów międzynarodowych.
Mimo to w swoim materiale Sullivan zachęcał obserwujących do przyjazdu nad Zatokę Arabską, podkreślając, że życie w tam rzekomo toczy się normalnie i "nie ma żadnych bomb". Influencer stanowczo odrzucił doniesienia o rzekomym paraliżu. – To, co teraz słyszycie o Dubaju w internecie, jest idealnym przykładem, dlaczego nie warto mu ufać. To całkowita dezinformacja – starał się przekonać odbiorców.
Eksplozje w Dubaju. Iran uderzył w okolice lotniska
Sullivan utrzymywał, że życie toczy się normalnie, a nieruchomości nie tracą na wartości. – Jestem tu teraz, wszystko działa normalnie – mówił, pokazując puste leżaki i bar. – Ceny nieruchomości nie spadają. Pytałem i nie ma spadków – zarzekał się. Jednak "Daily Mail" konfrontuje te słowa z danymi rynkowymi. Wynika z nich, że korporacyjne obligacje sektora nieruchomości straciły 2,84 proc. od początku uderzeń, a akcje w Dubaju i Abu Zabi mocno spadły. Według gazety akcje Emaar Properties osłabiły się od początku wojny o 41 proc.
Wątpliwości wokół przekazu
Prawda jest taka, że Dubaj stał się celem systematycznych ataków rakietowych i dronowych ze strony Iranu. Wcześniej ucierpiały także znane miejsca w mieście, a pracownicy zachodnich banków mieli ewakuować biura w obawie przed kolejnymi uderzeniami. "Daily Mail" wskazuje, że niektórzy influencerzy w ZEA są opłacani za rozpowszechnianie propagandy. Twórcy treści publikują m.in. filmy z szejkiem Mohammedem bin Raszid Al Maktum z podpisem: "Wiem, kto nas chroni".
Jak podkreśla dziennik, osoby przebywające w ZEA mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności za publikowanie nagrań rakiet lub zniszczeń spowodowanych atakami. Trzech ocalałych z ataku drona trafiło do aresztu po tym, jak przesłali zdjęcia zniszczeń swoim bliskim, chcąc ich w ten sposób uspokoić.