Najważniejsze informacje
- Pacjenci płacą za wizytę prywatną u lekarza pracującego w szpitalu, a potem szybciej trafiają na diagnostykę lub zabieg na NFZ.
- W tle sprawy ze Szpitala Południowego pojawił się wątek pomieszczenia wykorzystywanego jako gabinet poza standardową ścieżką rejestracji.
- Z danych NFZ wynika, że setki tysięcy osób czekają na świadczenia w kategorii "przypadek stabilny", m.in. na fizjoterapię i badania obrazowe.
Pierwsze doniesienia dotyczyły Szpitala Południowego w Warszawie i 29-letniego lekarza Dawida Kacprzyka, który – jak wynikało z medialnych publikacji – miał w ciągu roku zarobić 1,6 mln zł, choć nie posiada jeszcze specjalizacji. Jak podaje "Fakt" pojawiły się również informacje, że część pacjentów miała być przyjmowana poza kolejnością, a zlecane im badania wykonywano "od ręki".
Do sprawy odniosły się władze miasta. Jak przekazał Urząd m.st. Warszawy, Szpitalny Oddział Ratunkowy Szpitala Południowego nie posiada pokoju VIP. Z dotychczasowych ustaleń ma wynikać, że Dawid Kacprzyk korzystał z pomieszczenia należącego do Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa.
Ratusz podkreślił, że okoliczności jego użytkowania są obecnie analizowane w ramach audytu, natomiast ustalenie, kto i kiedy przebywał w tym miejscu, ma należeć do prokuratury.
WIDEOWideo z Międzyzdrojów
W tle sprawy pojawiają się także zmiany personalne w szpitalu. Stanowiska stracił dotychczasowy zarząd placówki, a wymieniona ma zostać również rada nadzorcza. Doniesienia z Warszawy wywołały szerszą dyskusję o sposobach, w jakie pacjenci próbują skrócić czas oczekiwania na świadczenia finansowane przez NFZ oraz o granicach dopuszczalnych działań w publicznym systemie ochrony zdrowia.
Kolejki do lekarzy w danych NFZ
Skalę problemu pokazują dane NFZ. Ze sprawozdania funduszu za IV kwartał 2025 r. wynika, że najwięcej pacjentów zakwalifikowanych do kategorii "przypadek stabilny" czeka na fizjoterapię ambulatoryjną – blisko 929 tys. osób.
Długie kolejki dotyczą także rezonansu magnetycznego (224,8 tys. oczekujących), kolonoskopii (204,6 tys.), tomografii komputerowej (159,1 tys.), leczenia protetycznego (131,6 tys.) oraz gastroskopii (119,1 tys.).
Jedną z historii opisanych przez "Fakt" jest przypadek Anny, która szukała pomocy u kardiologa dziecięcego dla syna z niezdiagnozowanym nadciśnieniem. W poradni finansowanej przez NFZ usłyszała, że na pierwszą wizytę trzeba czekać cztery miesiące, a później dochodzą kolejne badania.
Kobieta zdecydowała się na prywatną konsultację za 300 zł u lekarza pracującego również w szpitalu dziecięcym. Miesiąc później otrzymała telefon z oddziału z informacją o wolnym miejscu na dzienny pobyt i diagnostykę.
Według opisywanego schematu pacjent, który w przyszpitalnej poradni otrzymuje odległy termin, korzysta z komercyjnej wizyty u lekarza zatrudnionego także w publicznej placówce. W efekcie może usłyszeć o możliwości szybszego przyjęcia na oddział albo otrzymać skierowania i kwalifikację do zabiegu finansowanego przez NFZ poza standardową kolejnością.
Przypomnijmy, że w czwartek 18 czerwca prezydent Warszawy odwołał cały zarząd Warszawskiego Szpitala Południowego. Naczelna Izba Lekarska złożyła do rzecznika odpowiedzialności zawodowej zawiadomienie o podejrzeniu opuszczenia dyżuru.
Częściowe wyniki audytu potwierdziły nieprawidłowości przy obsadzie lekarza w grafiku SOR. Dlatego szpital przygotowuje zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia oszustwa przez lekarza Dawida Kacprzyka" - przekazał w czwartek ratusz.