Kamil Janicki| 
aktualizacja 

Ulubiony towar przedwojennych przemytników. Ten proszek pozwalał zbijać ogromne fortuny

40

Sacharyna. Najpopularniejszy środek chemiczny służący do produkcji słodziku. A zarazem – źródło nielegalnych fortun w przedwojennej Polsce. Od słodziku można było zostać milionerem, trafić do paki lub nawet zginąć. Tysiące ludzi były gotowych zaryzykować.

Ulubiony towar przedwojennych przemytników. Ten proszek pozwalał zbijać ogromne fortuny
Przemytnik schwytany przez patrol Korpusu Ochrony Pogranicza. Fotografia Ilustrowanego Kuryera Codziennego (Domena publiczna)

Przepisy nie pozostawiały wątpliwości. W myśl Ustawy Karnej Skarbowej z 2 sierpnia 1926 roku słodzik został wyjęty spod prawa. Nielegalne było wszystko, co z nim związane: "wyrób, sprzedaż i używanie sztucznych substancji słodkich". Powód był prosty. Skarb państwa zarabiał krocie na cukrze.

Nie bez przyczyny społeczeństwu wmawiano, że "cukier krzepi". Wielka akcja propagandowa wykreowana między innymi przez Melchiora Wańkowicza wcale nie miała zdrowotnego podłoża.

Cukier był obłożony gigantyczną akcyzą. W przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze kilogram kosztował nawet 10 złotych. W ostatnim roku fiskalnym przed wybuchem II wojny światowej państwo wzbogaciło się z tego tytułu o 118 milionów przedwojennych złotych (ponad miliard dzisiejszych!).

"Większy przemyt sacharyny"

Zaradni Polacy próbowali radzić sobie używając substytutów. Szmuglowanie cukru z zagranicy było niewygodne i niepraktyczne. Ale słodziku – wprost przeciwnie. Ekwiwalent kilograma prawdziwego cukru mieścił się przecież w dłoni.

Sacharyna szybko stała się jednym z najpopularniejszych towarów wśród przemytników i jednym z największych zmartwień straży granicznej. Przykładowa notka prasowa, opublikowana w grudniu 1928 roku przez "Gazetę Szamotulską" brzmiała:

Patrol Korpusu Ochrony Pogranicza natrafił na kilku przemytników, usiłujących przyszmuglować do Polski większy przemyt tytoniu i sacharyny. Na widok patrolu przemytnicy salwowali się ucieczką porzucając 117 kg tytoniu i 5 kg sacharyny.

Z kolei łódzkie "Echo" wyliczało w styczniu 1933 roku:

Funkcjonariusze Straży Granicznej przytrzymali przemyt wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych złożony z 34 kg spirytusu, 26 kg sacharyny, 15 kg wanilii przedstawiającej wartość półtora tysiąca złotych, 20 kg pomarańczy, śledzi pieczonych, tytoniu, cygar i innych artykułów.

Słodzikowe gangi

Podobne zatrzymania zdarzały się niemal codziennie, ale setki przemytników bezpiecznie docierały do celu. 

Powstawały całe gangi specjalizujące się tylko i wyłącznie w transporcie słodziku. Szczególnie obrotna szajka, kierowana przez przedsiębiorczych Żydów z przygranicznego Będzina, w ciągu pół roku przeszmuglowała przynajmniej półtorej tony sacharyny.

"Szajka miała do swej dyspozycji 5 samochodów, kilkunastu zuchwałych przemytników oraz kilkadziesiąt kobiet, które codziennie przenosiły drobne ilości sacharyny przez granicę" – pisano na łamach "Polski Zachodniej" w styczniu 1934 roku. Największe transporty szły do Będzina… w samochodach wyposażonych w specjalną skrytkę na słodzik pod silnikiem!

"Międzynarodowy kartel sacharynowy"

Każda zlikwidowana banda robiła miejsce dla kolejnej, często jeszcze bardziej zuchwałej. Gazeta "ABC. Pismo Codzienne" informowała późną wiosną tego samego roku o organizacji działającej z niemieckiego Bytomia i rzekomo "stojącej na usługach międzynarodowego kartelu sacharynowego w Niemczech".

Wysokość przemytu? 772 kilogramy sacharyny będące odpowiednikiem czterystu tysięcy kilogramów cukru. Dziennikarze wyjaśniali, że: "Akcję tę podjął syndykat sacharynowy po zlikwidowaniu przez władze polskie organizacji króla przemytników sacharyny, Żmigroda i Sapera".

Grzywna, areszt, więzienie

Afery tego rodzaju wywoływały zadrażnienia w stosunkach narodowościowych i zagranicznych. Endecja oskarżała Żydów o tuczenie się na słodziku. A jeśli nie Żydów – to rzecz jasna Niemców.

Rząd domagał się przeciwdziałania ze strony władz III Rzeszy i Litwy. Na szmuglerów sypały się kary: wysokie grzywny, więzienie. Do aresztu na kilka miesięcy można było trafić zresztą nawet za samo kupienie słodziku. Ten czyn władze również poczytywały za przemyt.

Strzały w obie strony

Szmuglerzy ryzykowali też życiem, bo gazety wielokrotnie donosiły o patrolach strzelających do przemytników słodziku. Sacharyniarze nie pozostawali im zresztą dłużni. "Gazeta Szamotulska" podawała zimą 1928 roku:

W rejonie Olkienik patrol KOP-u natknął się również na przemytników. Na okrzyk żołnierzy „stój” przemytnicy odpowiedzieli ogniem z rewolweru. Po krótkiej wymianie strzałów zbiegli porzucając 100 kg cukru.

Praca była śmiertelnie niebezpieczna, ale Polacy chcieli słodzić swoją herbatę. I aż do wybuchu wojny nie brakowało osób chętnych na tym zarobić.

Kamil Janicki – historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Zobacz także: Grobowiec z I wojny światowej. Odkryto kilkadziesiąt ciał

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić