Wilk konał na poboczu. Pomoc nie nadchodziła. Konieczna była eutanazja
Akcja ratunkowa w okolicach Czaplinka (Zachodniopomorskie) rozpoczęła się późnym wieczorem i przeciągnęła do nocy. Na poboczu drogi leżał poważnie ranny, młody wilk – zwierzę objęte w Polsce ścisłą ochroną. Temperatura spadała do ok. - 12 stopni Celsjusza. Służby przez wiele godzin nie były w stanie podjąć skutecznej interwencji. Finalnie, zwierzę poddano eutanazji.
Najważniejsze informacje
- Młody wilk został ciężko ranny po wypadku na drodze w okolicach Czaplinka.
- Służby przez wiele godzin nie były w stanie podjąć skutecznej interwencji.
- Sprawa ukazała chaos kompetencyjny i problem braku całodobowej opieki weterynaryjnej.
Wypadek i pierwsze godziny interwencji służb
Na miejscu przez wiele godzin obecna była policja, która pilnowała, by wycieńczone zwierzę nie dostało się na jezdnię. Mundurowi nie mogli jednak podjąć decyzji o losie rannego wilka, ponieważ – jak podkreślali w rozmowie z dziennikarką z PAP – nie są weterynarzami i nie mają kompetencji oceny stanu dzikiego zwierzęcia.
Co za radość! W końcu zobaczyły śnieg
Konsultacje z odległymi lekarzami weterynarii nie dały szybkiego rozwiązania. Ekspertka od ochrony wilków, prof. Sabina Nowak, informowała za pośrednictwem maila: "Wilk ma złamany kręgosłup i całkowity paraliż tylnych kończyn". Ustalenie, kto faktycznie odpowiada za udzielenie pomocy, trwało godzinami.
Brak jasnych procedur i współodpowiedzialność
Według relacji prof. Nowak, filmy z miejsca zdarzenia przesłano do lekarza weterynarii, który stwierdził, że zwierzę nie ma szans na przeżycie. Jednak brak dostępności lokalnych weterynarzy i niejasność, z kim gmina ma podpisaną umowę, uniemożliwiały podjęcie decyzji o eutanazji.
Straż pożarna próbowała pomóc, przekazując numery kontaktowe do weterynarzy z okolicznych miast, lecz próby kontaktu były bezskuteczne. Sam Powiatowy Lekarz Weterynarii w Drawsku Pomorskim, cytowany przez PAP, kwestionował jednoznaczność stawianej zdalnie diagnozy: "Być może ten wilk jest do wyleczenia" – mówił, jednak nie podjął kolejnych kroków.
Funkcjonariusze policji podkreślali swoje ograniczone możliwości: "My nie jesteśmy weterynarzami. Nie możemy na podstawie filmiku decydować, czy zwierzę ma szanse przeżyć".
Los wilka i komentarze ekspertów od ochrony zwierząt
Historia zakończyła się dopiero po kilku godzinach, kiedy na miejsce dotarł weterynarz i podjął decyzję o eutanazji. Zdaniem ekspertów i działaczy działających na rzecz zwierząt, takich sytuacji jest w Polsce więcej.
Problemy wynikają z braku całodobowych dyżurów weterynaryjnych, niejasnych umów gmin i braku precyzyjnie określonych procedur postępowania.
Ten przypadek pokazuje, jak łatwo mogą pojawić się dramatyczne sytuacje, w których zwierzęta czekają godzinami na podstawową pomoc. Eksperci apelują o pilne rozwiązanie systemowych problemów, aby chronione gatunki nie cierpiały w wyniku bezradności instytucji.
Źródło: tvn24.pl