Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski| 
aktualizacja 

Wszystko widać na mapie. Tak działa Rosja. "To tylko i aż alternatywa"

Afryka od dawna była na orbicie rosyjskich wpływów. Niezwykle zasobny w surowce naturalne kontynent jest bardzo atrakcyjny dla Chińczyków i Rosjan, którzy rozwijają swoją obecność w kolejnych państwach. Dobitnie pokazuje to raport amerykańskiego think tanku RAND Corporation. Dla afrykańskich krajów "Moskwa to tylko i aż alternatywa" - ocenia w rozmowie z o2.pl dr Aleksander Olech.

Wszystko widać na mapie. Tak działa Rosja. "To tylko i aż alternatywa"
Na mapie widać wpływy Rosji i Chin w Afryce. Na zdjęciu Jewgienij Prigożyn, założyciel Grupy Wagnera (Getty Images, RAND Corporation)

Afryka jest kontynentem niezwykle zasobnym. Rozsiane po całym olbrzymim terenie są tam złoża metali szlachetnych, surowców mineralnych czy choćby komponentów do produkcji nawozów sztucznych. Do tego ropa naftowa, gaz ziemny i rudy uranu.

Nic więc dziwnego, że Rosjanie eksplorują Afrykę. Ich obecność, po okresie zimnej wojny zmniejszona ze względu na brak środków, w XXI w. powoli, ale systematycznie zaczyna rosnąć. Raport RAND Corporation pokazuje, że zaledwie kilka krajów afrykańskich obroniło się przed rosyjskimi wpływami.

Think tank podzielił te wpływy na dwie główne kategorie. Z jednej strony jest to wsparcie bezpośrednie, czyli wysyłanie do państw afrykańskich najemników, zbiorowo określanych jako Grupa Wagnera, z drugiej - to eksport i sprzedaż kolejnym rządom rosyjskiej broni. Albo jedno i drugie naraz.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Rosja użyje żywności jako broni? Ekspert komentuje możliwy kryzys

Załączona do raportu mapka daje bardzo ponury obraz rzeczywistości. Rosjanie obecni są w większości afrykańskich krajów, zaledwie kilku udało się ochronić przed wpływami Kremla w formie zakupów czy obecności najemników.

A przecież nie tylko bronią i wojskiem "stoi" rosyjska obecność na kontynencie. Jest także kwestia dostaw żywności, choćby zbóż. Był to palący problem w minionym roku, kiedy zaczęła się wojna w Ukrainie i przerwaniu uległy łańcuchy dostaw pożywienia. A kraje Afryki są jednym z największych odbiorców rosyjskiego i ukraińskiego zboża.

Trwa ładowanie wpisu:twitter

A przecież są i inne, nie tylko wojskowe powiązania. Oprócz dostaw broni Rosja wchodzi także w afrykańską energetykę. Nie dalej jak w ubiegłym roku podpisana została dwustronna umowa przedwstępna z rządem Ugandy o budowie elektrowni atomowej w tym kraju.

Jak jednak wskazuje w rozmowie z o2.pl analityk portalu Defence24 dr Aleksander Olech, raport ten jest co najmniej niekompletny. Olech mówi, że potencjał jest wartościowy tylko w ujęciu porozumień strategicznych oraz eksportu broni. Ale z roku na rok spada.

Również wojna w Ukrainie uniemożliwia Kremlowi realizowanie swojej polityki w Afryce. To wiąże się ze spadkiem wspólnych inicjatyw oraz zaufaniem, że Rosja militarnie może znowu dominować w Afryce. Inwestycje energetyczne i porozumienia wojskowe to jedno, ale dla Moskwy liczy się korzyść finansowa, a ta oznacza wspólne inwestycje i możliwość dalszej sprzedaży uzbrojenia. Na to Rosja nie może sobie pozwolić. Pozostaje zatem mocarstwo historyczne Rosji, ale bez realnego potencjału teraz. Moskwa to tylko i aż alternatywa - mówi dr Olech.

Wojsko i polityka

Przekonuje, że raport RAND jedynie sygnalizuje problem Rosji w Afryce. Jest w nim, jak mówi, sporo niedociągnięć, ale jest to wynikiem braku dostępu do wielu informacji. Dotyczy to przede wszystkim rosyjskich prywatnych grup wojskowych (m.in. Grupa Wagnera), które operują wielu krajach niejawnie, w porozumieniu z poszczególnymi politykami lub rebeliami.

Jako przykład wskazuje, że pod uwagę w raporcie nie został wzięty np. Kamerun. 12 kwietnia 2022 r. Kamerun i Rosja podpisały umowę o współpracy wojskowej, która zakłada m.in. wymianę opinii i informacji z zakresu międzynarodowej polityki obronnej i bezpieczeństwa, szkolenia wojsk, edukacji wojskowej, medycyny i topografii. Co ważne, to kolejna umowa po tej podpisanej w 2015 r. o współpracy wojskowo-technicznej.

Sprzedaż broni, a obecność wojskowa to zupełnie różne sprawy. Chiny, które ochraniają infrastrukturę budowaną w Afryce, mają tam ponad 20 000 wojskowych (ochroniarzy). Nie można mierzyć obecności wojskowej jako faktycznego czynnika władzy - mówi dalej dr Olech.

Przypomina, że mocne więzy łączą Rosję i np. Ugandę. Zarówno politycznie, jak i militarnie. Dowodem na to są choćby słowa generała Muhoozi Kainerugaba, syna prezydenta tego kraju i byłego dowódcy ugandyjskich wojsk specjalnych, który we wrześniu oznajmił, że "atak na Rosję jest atakiem na Afrykę".

Trwa ładowanie wpisu:twitter
Federacja Rosyjska stara się podtrzymać kontakty z wieloma państwami, wierząc, że uda się wysłać rosyjskie wojska na terytorium Egiptu, Erytrei, Mozambiku, Somalii oraz Sudanu, ale mają one charakter porozumień. Natomiast mocno jest obecna z najemnikami z Grupy Wagnera m.in. w Mali, Burkina Faso, Republice Środkowoafrykańskiej - mówi dalej ekspert.

Broń to nie wszystko

Eksport uzbrojenia i obecność najemników podtrzymujących rządy to nie wszystko. Dr Olech ocenia, że największy potencjał na obecność w Afryce nadal będą miały kraje szeroko rozumianego Zachodu oraz kraje arabskie. Ich rządy mają świadomość, że sprzedaż broni to za mało, gdyż rebelianci i junty będą ze sobą walczyć. Inwestycje to klucz do obecności w Afryce.

Jest też druga strona medalu. Pomoc finansowa od państw Europy Zachodniej i USA wiąże się z wręcz wdrażaniem systemów przejrzystości przepływu pieniędzy, naciskami na demokratyzację rządów i przestrzegania praw człowieka. Tego samego nie ma np. w pomocy rosyjskiej czy chińskiej. Tym samym bardzo często stanowi to przeważający argument za wyborem partnera-inwestora na korzyść Pekinu lub Moskwy.

Jednak, jak konkluduje dr Olech, coraz więcej państw nie chce już współpracy z Chinami. Powód? Wpadanie w pułapkę kredytów. I tu, po zachodnim kolonializmie i chińskich pożyczkach, robi się miejsce dla Rosji i krajów arabskich. Ale także dla mniejszych graczy. Takich jak Polska czy Ukraina, która planuje otwarcie aż 10 ambasad w Afryce.

Swoje ambicje ma także nasz kraj. Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, Jakub Kumoch podkreślił, że kierunkiem polityki zagranicznej prezydenta będą: Indo–Pacyfik, Ameryka Południowa, Afryka i Półwysep Arabski. W ubiegłym roku prezydent Duda odwiedzał kontynent afrykański dwukrotnie. Gościł m.in. w Egipcie i Nigerii.

Trwa ładowanie wpisu:twitter

Łukasz Maziewski, dziennikarz o2.pl

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić