San Marino to jedno z najmniejszych państw na świecie. Okazuje się, że może zaskoczyć turystów nie tylko malowniczymi widokami, ale także cenami w kawiarniach czy restauracjach. Są one zbliżone do tych we Włoszech, a w niektórych przypadkach nawet nieco niższe.
Jestem pod wrażeniem normalności cen, jakie napotkałem w San Marino podczas tegorocznych wakacji. To miejsce w ogóle bardzo zaskoczyło mnie oraz moją rodzinę. Spodziewaliśmy się drożyzny, a było całkiem normalnie - napisał nam pan Adam - internauta, który odwiedził San Marino w sierpniu.
- Uroku dodaje fakt, że sama zabudowa okolic zabytkowego centrum, ze swoim labiryntem uliczek, schodów i przejść jest niemal równie atrakcyjna, co płatna część muzealna - podkreśla pan Adam. Jak czytamy, dorośli zapłacili za wstęp 11 euro od osoby, jednak 14-letnia córka pary mogła zwiedzać bezpłatnie.
"Taniej niż w Polsce"
Rodzina zatrzymała się w restauracji z pięknym widokiem. - Pomimo tłoku nie jest trudno znaleźć miejsca na obiad czy kawę - relacjonuje turysta z Pomorza.
Szybko okazało się, że panorama nie jest jedynym atutem tego miejsca. Jedzenie było smaczne, a ceny - bardzo przystępne.
Espresso tylko 1,5 euro. To taniej niż w Polsce. Za dwie pizze wyszło łącznie 13 euro, a za serwis kelnerki doliczono 1,5 euro od osoby - wylicza pan Adam.
Z paragonu wynika, że również za butelkę wody (0,5 l) trzeba zapłacić 1,5 euro. Butelka o pojemności 1,5 l jest dwukrotnie droższa. Świeżo wyciskany sok pomarańczowy kosztuje 3,5 euro.
Ostatecznie trzyosobowa rodzina zapłaciła za obiad 38 euro, czyli niespełna 164 zł.
Zresztą kto przejmuje się cenami, gdy takie widoki można podziwiać z poziomu stolika - kwituje turysta.
San Marino bywa niedoceniane przez turystów, którzy tłumnie odwiedzają Włochy (stanowi enklawę - jest całkowicie otoczone przez terytorium Włoch). Maleńkie państwo, położone na wzgórzu Monte Titano, w pobliżu Rimini, jest idealnym miejscem na jedno- lub dwudniową wycieczkę.