Zaskakujące spekulacje o Łukaszence. Twierdzą, że koniec się zbliża
Rządy Aleksandra Łukaszenki zbliżają się do końca? Tak uważają eksperci, z którymi rozmawiał Biełsat. Jak czytamy, prezydent Białorusi ma powoli przekazywać władzę innym przedstawicielom reżimu. To jednak nie oznacza, że do Mińska zawita demokracja.
Biełsat, powołując się na opinie ekspertów wskazuje, że Aleksandr Łukaszenka może w najbliższym czasie przekazać władzę innym przedstawicielom reżimu. Jednym z rozmówców stacji jest analityk polityczny Ihar Tyszkiewicz. Jego zdaniem jest całkiem prawdopodobne, że Łukaszenka w ogóle nie dokończy obecnej kadencji.
Analityk wskazuje m.in. na degradację systemu władzy. Jego zdaniem nie nadaje się on na tak trudne czasy, jak obecne. Kolejne kwestie to spadek wpływów sektora państwowego w gospodarce oraz kurczący się elektorat Łukaszenki, wynikający ze zmiany struktury ludności. Rozmówca Biełsatu uważa, że to pełnowymiarowy atak Rosji na Ukrainę przedłużył władzę mińskiego dyktatora. Teraz jednak wszystko ma zmierzać ku końcowi.
Dobrym przykładem jest Maduro, który został zdradzony przez swoje otoczenie, kiedy dostrzegli utracone korzyści. Wszystkie opisane procesy w Białorusi zbiegają się w jednym punkcie. Dlatego w trakcie tej kadencji wyborczej jest całkiem prawdopodobne, że nastąpi albo tranzyt, albo inne warianty, jeśli sojusznicy Łukaszenki podejmą jakieś działania - mówi Tyszkiewicz.
Jego zdaniem Łukaszenka spróbuje odejść do Ogólnobiałoruskiego Zgromadzenia Ludowego i mianować kogoś ze swojego otoczenia na stanowisko prezydenta. Nie pozostawia również złudzeń - wprost przyznaje, że demokracji na Białorusi nie będzie. Według Tyszkiewicza możliwe są zmiany w gospodarce, ale nie w samym systemie władzy. Analityczka Nastassija Kosciuhowa uważa, że tranzyt władzy, czyli stopniowe przekazywanie obowiązków przez Łukaszenkę, powoli się rozpoczął.
Nie jest to jednorazowe wydarzenie, ale długotrwały proces redystrybucji władzy, interesów i gwarancji bezpieczeństwa. Po pierwsze, pion władzy przestaje być monolityczny. Powoli i ostrożnie uprawnienia rozprzestrzeniają się na ministerstwa, organy władzy i zespoły zarządzające. Po drugie, chodzi o manewry instytucjonalne: zmiany w konstytucji, wzmocnienie roli Ogólnobiałoruskiego Zgromadzenia Ludowego, próby stworzenia zbiorowych mechanizmów zabezpieczenia przyszłości. Chodzi także o retorykę Łukaszenki towarzyszącą tym procesom - uważa analityczka.
Ekspertka dostrzega też zmianę w polityce zagranicznej, między innymi ocieplenie relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Jest to jednak podyktowane chęcią zapewnienia stabilności gospodarki i państwa, a nie zmianą politycznego kursu.
Istotną rolę odgrywa również wiek Łukaszenki. Białorusi dyktator ma już 71 lat. Dlatego też w łonie jego reżimu pojawia się pytanie, kto będzie następny. Zdaniem Walerego Kawaleuskiego, szefa Agencji Współpracy Euroatlantyckiej, pojawia się tu pewien problem.
Obecnie nie ma silnych, wyraźnych, interesujących postaci, które mogłyby kontrolować tranzyt. Gdyby istniały jakieś plany dotyczące tranzytu, to taką postać przygotowywano by w taki czy inny sposób - uważa Kawaleuski.
Jego zdaniem zmiana władzy podczas trwającej wojny w Ukrainie wiązałaby się ze sporym ryzykiem, szczególnie dla Rosji, która oczekuje stabilnej sytuacji w Mińsku. Kawaleuski twierdzi, że Łukaszenka sam nie odda władzy. Może go do tego zmusić stan zdrowia, presja ze strony Kremla, ewentualnie zakończenie wojny w Ukrainie. - Przekazanie władzy nastąpi właśnie wtedy, gdy któryś z tych czynników zadziała i nie będzie można go ominąć - uważa ekspert.
Analitycy zgodnie uważają, że demokratyczna opozycja nie odegra roli w tranzycie władzy. Jej członkowie nie mają realnego wpływu na władze w Mińsku, pozostając poza obszarem Białorusi. - Rezolucje, spotkania, mianowanie się nawzajem koordynatorami, specjalnymi przedstawicielami i kierownikami niczego nie zmieniają w Mińsku ani jednego rozkazu, ani jednego budżetu - uważa Nastassija Kasciuhowa.