Zbyt otyła na odszkodowanie? Dramat pani Anety po wypadku na poligonie
"Interwencja" Polsatu opisała historię pani Anety z Kielc. Kobieta wstąpiła do WOT 6 lat temu. Na pierwszym szkoleniu na poligonie doszło do wypadku. Pani Aneta straciła zdrowie oraz źródło utrzymania. Wojsko odmawia jej wypłaty odszkodowania, bo według komisji poszkodowana ma... zbyt wysokie BMI.
Pani Aneta mieszka w Kielcach. Pracowała w Świętokrzyskim Urzędzie Marszałkowskim, prowadziła działalność gospodarczą, działała społecznie. Ze względu na oficerskie tradycje w rodzinie taty postanowiła wstąpić do Wojsk Obrony Terytorialnej. Tam jednak doszło do dramatu, którego szczegóły opisuje "Interwencja" Polsatu. Kiedy pani Aneta wychodziła z ciężarówki podczas pierwszego szkolenia na poligonie w Nowej Dębie w 2019 roku, doznała poważnego urazu kolana.
W pełnym ekwipunku na poligonie w Nowej Dębie, w trakcie schodzenia z wozu bojowego, złożyła się rączka, która podtrzymywała możliwość zejścia. Wówczas noga prawa wpadła mi między szczebelki. Upadłam. Noga zaczęła puchnąć, zaczęła mi bardzo dokuczać. Na SOR-ze w Sandomierzu przeprowadzono jedynie wizualne badanie, żadnego rezonansu. Zalecono okłady, oszczędny tryb chodzenia i z powrotem na jednostkę - opisała pani Aneta w rozmowie z "Interwencją".
Sceny na S19. Za kierownicą 20-letni Ukrainiec. Nagle wysiadł z auta
Po trzech miesiącach od zdarzenia udało się przeprowadzić badanie rezonansem. Wynik był druzgocący. - Zerwanie wiązadeł, łękotek - powiedziała kobieta. - Problem był również ze szpikiem kostnym, ponieważ ten stan zapalny, który już tak długo się utrzymywał, spowodował, że jest tak głęboko uszkodzone kolano wewnętrznie, że próbujemy robić wszystko, żeby je uratować. Trzy operacje z rzędu, artroskopie, były jakby takie zapobiegawcze, żeby uratować staw kolanowy. Przy czwartej uznano, że jedynym wyjściem z sytuacji jest endoproteza - dodała kielczanka.
Wojsko nie dało odszkodowania. "Zbyt wysokie BMI"
Fizjoterapeutka Anna Bajor poznała panią Anetę rok po wypadku. Jak mówi "Interwencji", sam fakt, że "noga wyglądała fatalnie", świadczy o tym, że "proces rekonwalescencji był mocno zaniedbany". Pani Aneta z kolei przyznaje, że gdyby nie jej determinacja i rehabilitacja na jej własny wniosek, być może straciłaby całą nogę.
Komisja do spraw orzekania o stopniu niepełnosprawności uznała, że poszkodowana jest osobą całkowicie niezdolną do pracy. Pani Aneta straciła źródła utrzymania. - Urząd wypowiedział mi stosunek pracy ze względu na długotrwały pobyt na zwolnieniu lekarskim - przyznaje kobieta. - W tej chwili żyję dzięki pomocy rodziców, dodatkowo sprzedaję rzeczy, które mogę upłynnić - dodaje.
Pani Aneta wystąpiła o odszkodowanie do Wojskowej Komisji Lekarskiej. Ta stwierdziła, że kobieta ma 4 proc. uszczerbku na zdrowiu. Dodatkowo poinformowano, że "pogorszenie stanu zdrowia skutkujące protezoplastyką stawu kolanowego prawego nie jest następstwem wypadku z dnia 09.09.2019 r.".
Poszkodowanej wypłacono jednorazowo 4,5 tys. złotych. Gdy Pani Aneta złożyła odwołanie, ponownie jej odmówiono. Jak podaje "Interwencja", "według komisji do wszczepienia protezy kolana doszło, ponieważ pani Aneta była otyła".
Komisja lekarska stwierdziła, że wszelkie problemy zdrowotne, jakie posiada pani Iwańska wynikają z wysokiego, zbyt wysokiego BMI, z czym nie można się absolutnie zgodzić. W 2019 roku pani Iwańska została przecież zakwalifikowana do aktywnej, czynnej służby wojskowej - mówi adwokat Marlena Sternak-Kamińska, pełnomocnik pani Anety.
Poszkodowana mówi, że to nieprawdopodobne, iż "można coś takiego zrobić, można coś takiego napisać". - W momencie, kiedy coś się dzieje w wojsku, człowiek zostaje porzucony, jest sam - zauważa z żalem. Kobieta mówi, że sprawy nie odpuści. - Walczę. Nie mam nic do stracenia - dodaje 52-latka. Poszła w tej sprawie do sądu. Biegły orzekł, że wojskowa komisja się myli.