Zginęły dziesiątki osób. Ujawnili nowe nagranie. To początek koszmaru
Do niewyobrażalnej tragedii doszło w sylwestrową noc w barze w ośrodku narciarskim Crans-Montana w Szwajcarii. Podczas zabawy wybuchł pożar, w wyniku którego zginęło co najmniej 47 osób. Teraz do sieci trafiły nagrania, na których widać początek koszmaru.
Zginęło co najmniej 47 osób, a przeszło 115 zostało rannych - to najnowsze dane o skutkach koszmarnego zdarzenia w sylwestrową noc. Pożar w barze w szwajcarskim ośrodku wstrząsnął całym światem. Wciąż napływają kolejne informacje o tym zdarzeniu.
Oto seriale, które będziemy oglądać w 2026 roku
Dziennikarze bfmtv.com ujawnili zdjęcie, które ukazuje moment wybuchu pożaru w barze.
Na samej górze zdjęcia widać pierwsze płomienie na izolacji piankowej nałożonej na sufit lokalu - spostrzega prasa.
Fotografia przedstawia ludzi mających w rękach butelki. Znajdowały się w nich zimne ognie. W tle widać kobietę siedzącą na ramionach mężczyzny - spostrzega bfmtv.com.
Dziennikarze "The Sun" dotarli też do nagrań, na których widać pracowników niosących butelki szampana przed śmiertelnym pożarem.
Mrożące krew w żyłach nagranie pokazuje młodą obsługę i gości bawiących się w piwnicy baru przy migających światłach, zimnych ogniach i suchym lodzie - zrelacjonowano.
Na materiałach widać, że nie wszyscy ruszyli do wyjścia, gdy pojawił się ogień. Część osób wyciągała telefony i zaczęła nagrywać, a pewien mężczyzna próbował gasić pożar przy użyciu jakiegoś materiału. Ogień jednak szybko zaczął się rozprzestrzeniać.
Podkreślono również, że moment wybuchu pożaru był "przerażający", zaś ogień błyskawicznie zaczął ogarniać lokal. "Władze potwierdziły, że wśród ofiar śmiertelnych są nastolatkowie" - zauważono.
Rodziny muszą teraz stawić czoła oczekiwaniu na identyfikację ofiar, ponieważ urzędnicy stwierdzili, że proces ten zajmie trochę czasu i może potrwać nawet kilka dni. Eksperci próbują identyfikować zmarłych na podstawie danych stomatologicznych i DNA, ale poważne oparzenia mocno to utrudniają - czytamy na łamach "The Sun".
"Kelnerki niosły butelki szampana z zimnymi ogniami"
O tym, że do wybuchu pożaru przyczyniły się zimne ognie, donoszono już wcześniej. - Kelnerki niosły butelki szampana z zimnymi ogniami i trzymały je blisko sufitu, co spowodowało pożar - powiedział jeden ze świadków w telewizji BFM.
Jedna kelnerka stała na ramionach drugiego kelnera, a butelka i iskry znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od sufitu - wyjaśnił drugi.
Jedna z osób obecnych na miejscu relacjonowała, że gdy zapalił się sufit, w ciągu około dziesięciu sekund cały klub nocny stanął w płomieniach. - Wszyscy wybiegliśmy z krzykiem, a kiedy się odwróciliśmy, zobaczyliśmy płomienie - dodała.
W lokalu przebywało przynajmniej 200 osób. Służby przybyły na miejsce zdarzenia w ciągu kilku minut.