Złe wieści dla Putina. 100 lat do pełnej kontroli Ukrainy
Ukraina zadała jak dotąd najpoważniejszy cios energetycznej machinie wojennej Putina. To jednak nie koniec złych wieści dla Kremla. Nawet prorządowi blogerzy wojskowi nie widzą szans na postęp. Jak twierdzą, rosyjskiej armii potrzeba aż 100 lat, by zająć Ukrainę.
Najważniejsze informacje
- Ukraińskie drony uderzyły w rafinerię i terminal gazowy w Petersburgu; wcześniej w Ust-Łudze i Wyborgu.
- Insiderzy wojskowi w Rosji oceniają, że przejęcie całej Ukrainy potrwa ok. 100 lat; podobną analizę przedstawia ISW.
- ISW wskazuje na braki w doktrynie, korupcję i presję na dowódców, co zaniża realne raporty z frontu.
Rosja mierzy się z największymi zakłóceniami w sektorze naftowym od początku wojny. Ukraińskie grupy specjalne miały przeprowadzić atak dronami na kompleks energetyczny w Petersburgu. To uderza bezpośrednio w możliwości eksportowe i finansowanie działań zbrojnych. Jak podaje serwis "Mirror", to kolejny cios w infrastrukturę paliwową po wcześniejszych uderzeniach w terminal w Ust-Łudze i lodołamacz w porcie w Wyborgu.
Statki te przemycały paliwo z naruszeniem sankcji przez cztery lata wojny w Ukrainie, nielegalnie pomagając finansować coraz bardziej nadwyrężoną machinę wojenną Putina. Nastąpiło to po wcześniejszych uderzeniach, które poważnie uszkodziły terminal energetyczny w bałtyckim porcie Ust-Ługa oraz rosyjski lodołamacz w porcie Wyborg.
Poranne pasmo Wirtualnej Polski, wydanie 26.03
"100 lat” na zajęcie Ukrainy. ISW o tempie wojny
W rosyjskim segmencie mediów społecznościowych coraz częściej pojawia się krytyka dowodzenia i doktryny. ISW zwraca uwagę na wpis wpływowego blogera wojskowego, który ocenił tempo natarcia jako skrajnie wolne. W raporcie czytamy: "Milbloger stwierdził, że rosyjskim siłom zajęłoby około 100 lat, aby zająć pozostałą część Ukrainy, co jest zbliżone do oceny ISW, według której rosyjskim wojskom zajęłoby to 83 lata". Think tank łączy te głosy z nieudolnością systemu, korupcją i presją na meldowanie sukcesów, co zniekształca obraz sytuacji na froncie.
ISW podkreśla, że utrzymywanie stałej presji na liczącym ok. 700 mil odcinku wymagałoby gruntownej przebudowy struktur i sprzętu. W praktyce oznaczałoby to wycofanie części wojsk z linii oraz dłuższe szkolenia rekrutów, co koliduje z zapowiadaną przez Kreml ofensywą letnią. Analitycy dodają, że ewentualne szybkie mobilizacje nie dostarczą oddziałów gotowych do walki na czas, aby zmienić sytuację operacyjną w najbliższych miesiącach.
Presja, fikcyjne meldunki i wysokie straty
Z relacji cytowanych przez ISW wynika, że napięte terminy i oczekiwania prowadzą do przekazywania w górę nieprecyzyjnych raportów. Ma to budować wrażenie postępów, podczas gdy koszty osobowe są bardzo wysokie. W materiale źródłowym wskazano, że łączna liczba zabitych i rannych żołnierzy po stronie rosyjskiej przekroczyła milion od początku wojny. Eksperci określają ten poziom wyczerpywania sił jako „nie do utrzymania”.
Cytowane przez "Mirror" ISW zauważa też próby ograniczenia krytyki w rosyjskich mediach społecznościowych, w tym na Telegramie. Według raportu może to być ostatni moment dla tzw. milblogerów na otwarte wyrażanie sprzeciwu wobec polityki dowodzenia. Tłumienie niezależnych głosów miałoby zepchnąć komentatorów na platformy kontrolowane przez państwo, co dodatkowo ograniczy przepływ realistycznych ocen z frontu.