Zrobili zdjęcia dronów w Dubaju. Koszmarne warunki w więzieniach
Prawnicy praw człowieka twierdzą, że nawet 70 Brytyjczyków trafiło do aresztów i więzień w Zjednoczonych Emiratach Arabskich za fotografowanie i filmowanie ataków dronów i rakiet. Część miała doświadczać przemocy, odmowy jedzenia, snu i leków.
Najważniejsze informacje
- Aktywiści mówią o nawet 70 zatrzymanych Brytyjczykach w ZEA za nagrywanie ataków.
- Padają zarzuty o przemoc, brak snu, jedzenia i wymuszanie podpisów po arabsku.
- Ministerstwo potwierdza konsularne wsparcie dla niewielkiej grupy i rozmowy z władzami ZEA.
Aktywiści i prawnicy zajmujący się prawami człowieka ostrzegają, że w Zjednoczonych Emiratach Arabskich dochodzi do zatrzymań osób, które robiły zdjęcia lub nagrywały filmy z przechwytywania rakiet oraz ataków dronów.
Według doniesień serwisu "Daily Mail", w miastach takich jak Dubaj i Abu Zabi zatrzymano nawet kilkadziesiąt osób z Wielkiej Brytanii. Wśród nich są turyści, pracownicy zagraniczni oraz członkowie personelu pokładowego.
Sprawa budzi niepokój, ponieważ wiele z tych osób mogło nie wiedzieć, że nagrywanie takich sytuacji jest zabronione. Organizacje praw człowieka apelują o ostrożność i przypominają, aby przestrzegać lokalnych przepisów podczas pobytu w ZEA.
Chcą podróżować, ale... " Pozostaje trzymać kciuki"
Według relacji Radhy Stirling, założycielki organizacji Detained in Dubai, do aresztów trafiają osoby, u których w telefonach znaleziono zdjęcia lub filmy z ataków rakietowych i dronów, nawet jeśli nie udostępniły tych zdjęć w mediach społecznościowych.
Stirling mówi o przepełnionych celach i ograniczonym dostępie do snu, jedzenia oraz leków. Wskazuje też na presję wobec Brytyjczyków.
Rząd nie podejmuje działań, by bronić obywateli. Tymczasem sytuacja w więzieniu pogarsza się z powodu wojny. Słyszę bezpośrednio o przeludnieniu, strasznych warunkach, braku miejsca do spania… Ludzie są bici - przekazała aktywistka w rozmowie z "The Mail on Sunday".
David Haigh z organizacji Dubai Watch, wcześniej więziony w Dubaju, nazwał warunki w tamtejszych więzieniach "przerażającymi". Zwrócił uwagę, że turyści i ekspaci, którzy nagrywają przechwycenia rakiet, mogą być traktowani jak "wrogowie państwa".
Dubaj to korporacja, lśniąca globalna marka rozpaczliwie pragnąca utrzymać nienaruszoną fasadę - powiedział. - Gdy więc turyści i ekspaci robią zdjęcia przechwycenia pocisku lub ataku drona, stają się wrogami. Są aresztowani, znikają, są zastraszani, oskarżani, zmuszani do donoszenia na przyjaciół i grożą im lata więzienia - dodał.
Organizacja Dubai Watch reprezentuje obecnie osiem osób, ale według lokalnych prawników liczba zatrzymanych Brytyjczyków w Dubaju i Abu Zabi może sięgać kilkudziesięciu.
Ostre prawo w Dubaju
Dubaj od lat buduje wizerunek jednego z najbezpieczniejszych i najbardziej stabilnych miast świata. Jednocześnie Zjednoczone Emiraty Arabskie są kluczowym partnerem Stanów Zjednoczonych w regionie Zatoki Perskiej.
Na terytorium ZEA znajdują się instalacje wojskowe, systemy obrony powietrznej oraz infrastruktura energetyczna o strategicznym znaczeniu. W momencie, gdy napięcia na linii USA–Iran rosną, każde państwo regionu automatycznie podnosi poziom bezpieczeństwa. Ograniczenia w fotografowaniu dronów i obiektów wrażliwych są elementem tej strategii.
W "Daily Mail" przytoczono przykład 60-letniego turysty, u którego w telefonie znaleziono nagrania irańskich pocisków nad Dubajem. Mimo że mężczyzna usunął pliki, postawiono mu zarzuty związane z przepisami o cyberprzestępczości. Grozi mu do dwóch lat więzienia i wysoka grzywna.
Amerykański ekonomista Jeffrey Sachs ostrzegł, że Dubaj i Abu Zabi "mogą zostać zniszczone", jeśli konflikt w regionie się nasili. W rozmowie z Asian News International Sachs dodał, że ZEA nadal "popełniają błędy", wspierając USA i Izrael.
Zasadniczo Dubaj i Abu Zabi mogą zostać wysadzone, jeśli ZEA włączą się do wojny. To są kurorty. To turystyczne destynacje. To nie są ufortyfikowane strefy obrony przeciwrakietowej. To miejsca, gdzie bogaci ludzie jadą się bawić i lokować pieniądze. Wejście w strefę wojny niweczy cały sens istnienia takiego miejsca jak Dubaj - tłumaczy.
Policja w ZEA sprawdza telefony osób przebywających w rejonach ataków. Mieszkańcy otrzymują też SMS-y ostrzegające, że robienie zdjęć "krytycznych miejsc" lub rozpowszechnianie niezweryfikowanych informacji może prowadzić do postępowania karnego.
Osoby zatrzymane w ZEA na podstawie przepisów o "bezpieczeństwie wewnętrznym" mogą nie mieć prawa do kontaktu z konsulem ani do telefonu. Nie ma też obowiązku informowania ambasady o ich zatrzymaniu.
Brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych (FCDO) potwierdziło, że "zapewnia pomoc konsularną niewielkiej liczbie obywateli Wielkiej Brytanii zatrzymanych w ZEA w tej sprawie". Ambasador prowadzi także rozmowy z władzami Emiratów.