Żył w centrum talibskiego fanatyzmu. Ocalał dzięki lekcji biologii

Maiwand Banayee, dziś 46-letni fizjoterapeuta, opisał w rozmowie z "The Mirror", jak jako nastolatek w pakistańskim obozie dla uchodźców był przygotowywany do roli zamachowca-samobójcy. Twierdzi, że z tej drogi wyprowadziła go świecka szkoła i jedna lekcja biologii, która uruchomiła w nim krytyczne myślenie. Jego książka "Delusions of Paradise" ma ukazać się w miękkiej oprawie 18 czerwca, w czasie Tygodnia Uchodźców.

sŻył w centrum talibskiego fanatyzmu. Ocalał dzięki lekcji biologii
Źródło zdjęć: © Facebook | The Mirror
Agnieszka Potoczny-Łagowska

Maiwand Banayee wspomina dla "The Mirror", że do pakistańskiego obozu dla uchodźców trafił jako 14-latek uciekający z rodziną przed wojną w Afganistanie. Zamiast obiecywanego bezpieczeństwa zastał miejsce całkowicie odcięte od świata, w którym skrajna religijna doktryna regulowała codzienność. Jak relacjonuje, nie było tam muzyki, filmów ani przestrzeni na inne wpływy, a edukacja chłopców sprowadzała się do religijnych szkół koranicznych.

Z czasem, gdy miał 16 lat, jego nastawienie stało się na tyle radykalne, że poczuł się gotów oddać życie w zamachu. Dziś przekonuje, że to nie był efekt jednorazowej decyzji, ale wieloletniego procesu: pracy na traumie dzieci, przemocy i stałego podsycania nienawiści do Zachodu.

Obozowe madrasy i wychowanie do "świętej wojny". 46-latek mówi o życiu w centrum talibskiego fanatyzmu

Banayee opisuje w rozmowie z dziennikiem, że w obozie nie funkcjonowały szkoły w świeckim rozumieniu. Chłopców kierowano do madras, gdzie religijni fanatycy wykorzystywali ich wcześniejsze doświadczenia wojenne. Według jego relacji podsycano w nich obraz Zachodu jako świata brutalnego i nieludzkiego, a jednocześnie budowano narrację, że dżihad jest najwyższym zaszczytem.

W rozmowie z "The Mirror" mówi też o mieszance strachu i mitów, która miała cementować posłuszeństwo: chłopcy słyszeli opowieści o szczególnej świętości bojowników i o karze dla "niewiernych". Równolegle karmiono ich wizją nagrody po śmierci, przedstawianej jako przeciwieństwo obozowej biedy, głodu i represji obyczajowych. Banayee relacjonuje, że w takim otoczeniu wyobraźnia stawała się jedyną ucieczką, a obietnica "raju" nabierała realnej siły.

Afganistan 1996: zderzenie z talibską rzeczywistością. Maiwand Banayee o brutalności reżimu

Gdy w 1996 r. talibowie przejęli władzę w Afganistanie, Banayee ruszył na północ, by dołączyć do walk. Jak opisuje, nauczył się strzelać, ale jego plany na pewien czas przerwał ojciec, który odnalazł go po rodzinnym konflikcie. Nastolatek próbował jednak wrócić na tę ścieżkę i chciał zapisać się do kolejnej madrasy w Akora Khattak, określanej w tekście jako ważne zaplecze dla talibów.

Przełomem okazała się dla niego podróż autobusem do Kabulu. Banayee twierdzi, że talibscy bojownicy zatrzymali pojazd i agresywnie wymusili modlitwę, mimo że pasażerowie mieli modlić się wcześniej. - To nie jest sposób, w jaki głosi się islam - wspomina, że odpowiedział, a w reakcji usłyszał groźbę użycia broni.

W Kabulu zobaczył też brutalność reżimu w praktyce. Opisał, że został zabrany przez krewnych na publiczną egzekucję poprzedzającą mecz piłkarski, a na jego oczach dochodziło do przemocy, której nie potrafił pogodzić z wcześniejszą, "heroiczną" wizją religijnego obowiązku. Dodaje, że codzienność była drobiazgowo kontrolowana, a ludzi publicznie upokarzano za rzekome naruszenia zasad.

Lekcja biologii w Peszawarze, która uruchomiła krytyczne myślenie

Gdy narastające wątpliwości skłoniły go do powrotu do rodziny w obozie, trafił do świeckiej szkoły w Peszawarze, ok. 20 minut drogi od obozu. Według Banayee to właśnie ta zmiana uratowała mu życie, bo po raz pierwszy zetknął się z inną perspektywą: zaczął czytać literaturę niezwiązaną z dżihadem i oglądać indyjskie filmy.

Najmocniej zapamiętał lekcję biologii, która podważyła jeden z "pewników" wyniesionych z religijnej edukacji. Jak opowiada dla "The Mirror", wcześniej uczono go, że nasienie powstaje "między kręgosłupem a żebrami", tymczasem w szkole usłyszał, że wytwarzają je jądra. W podobny sposób zaskoczyła go informacja, że Ziemia jest okrągła, a nie płaska. Banayee opisuje, że te niespójności sprawiły, iż zaczął planować ucieczkę, bo czuł się zawieszony między dwoma światami i nie uważał, by pozostanie na miejscu było bezpieczne.

Ucieczka do Anglii i Irlandii, a potem studia i praca. Tak dziś żyje 46-latek

Po dotarciu do Anglii Banayee porównał własne doświadczenie do stanu "noworodka" w nowym języku i wśród nowych ludzi. Jak opisuje, jego pierwsza próba uzyskania azylu zakończyła się odmową, a on sam spędził niemal dwa lata w Wielkiej Brytanii nielegalnie. Twierdzi, że nie mógł wtedy pracować, założyć konta bankowego ani legalnie wynająć pokoju i zdarzało mu się spać w parku.

Później przeniósł się do Irlandii, gdzie również początkowo odmówiono mu legalnego statusu. W tekście czytamy, że utrzymywał się tam z 16 euro tygodniowo. Ostatecznie, gdy jego dokumenty zaakceptowano, skupił się na nauce: zdobył dyplom z terapii sportowej i rehabilitacji, kwalifikacje podyplomowe z terapii nerwowo-mięśniowej oraz tytuł magistra z fizjoterapii. Dziś pracuje jako fizjoterapeuta i coach żywieniowy, a także jest ojcem 18-letniej córki.

"Nie byli źli". Co stało się z chłopcami z obozu?

Banayee podkreśla w rozmowie z "The Mirror", że wielu jego rówieśników z obozu nie zdołało się wyrwać i później przeprowadzało ataki samobójcze. W jego ocenie nie byli to ludzie "z natury źli", lecz młodzi, których ukształtowało otoczenie i kłamstwa.

Przywołał historię nastolatka prześladowanego za "kobiece rysy". Według jego relacji przed atakami z 11 września chłopak trafił na szkolenie do Kaszmiru, a w 2008 r. zdetonował w Kabulu ładunek ciśnieniowy, zabijając siebie oraz cywilów, zanim dotarł do celu, którym miał być jeep NATO.

Wybrane dla Ciebie