Z dalej część jej wypowiedzi dowiadujemy się, jak wyglądała podróż Uberem. - Bardzo podejrzane wydało mi się to, że kierowca siedział w masce, a kiedy zapytałam go trzy razy dlaczego ma maskę, powiedział mi, że nie rozumie polskiego, zapytałam go po angielsku to odpowiedział, że jest ponoć chory. Łącząc wszystkie fakty w całość, podejrzewam, że w tym odświeżaczu mógł znajdować się gaz usypiający. W momencie, kiedy zapytałam się, czy mogę otworzyć okno, znowu kilka razy, otrzymałam brak odpowiedzi, więc otworzyłam je na oścież do samego dołu, sama. Kierowca całą drogę oglądał się na mnie i patrzył się w lusterko, co bardzo mnie niepokoiło. Dodatkowo pan z Ubera na pewien czas wyłączył w ogóle nawigację, a że jechałam do swojego domu drogą, którą doskonale znam, wiedziałam, że skręcił w złą ulicę, która prowadzi w stronę lasu i nie znajdują się tam dookoła żadne domy, tylko magazyny. Kilkukrotnie udałam też, że dzwoni do mnie mama, włączając dźwięk dzwonka i mówiąc przez telefon, że zaraz będę w domu i już jej wysyłam moją lokalizację. Finalnie podejrzewam, że po tym jak się zachowałam i że miałam całą drogę głowę wystawioną przez okno, żeby nie oddychać tym powietrzem, kierowca jednak stwierdził, że mu się to nie uda - rozważa tiktokerka.