16-latek zaginął po pożarze. Szukała syna ponad 40 godz. Jest przełom
Przez kilkadziesiąt godzin matka 16-letniego Arthura rozpaczliwie szukała syna, który zaginął po tragicznym pożarze w barze w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana. Jej dramatyczne apele zakończyły się najgorszym możliwym finałem. Chłopak zginął w pożarze.
Tragiczny pożar w noc sylwestrową w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana pochłonął dziesiątki ofiar i wstrząsnął opinią publiczną w całej Europie. Ogień, który wybuchł w barze Le Constellation, zamienił noworoczną zabawę w dramat o niewyobrażalnej skali.
Jak informuje Le Parisien (Francja) i La Libre (Belgia), jedną z osób, które przez kilkadziesiąt godzin rozpaczliwie czekały na informacje o bliskich, była Laetitia Brodard-Sitre. Jej 16-letni syn Arthur zaginął po pożarze, a kobieta stała się w mediach symbolem rodzin oczekujących na identyfikację ofiar.
"Apokalipsa". Koszmar w Szwajcarii. Opowiedział, co widział
Jeśli jest w szpitalu, nie wiem, w którym. Jeśli jest w kostnicy, nie wiem, w której. [...] Może być w Bernie, Zurychu, Mediolanie, Stuttgarcie, Lozannie. Może być wszędzie. Jestem w Crans-Montana od 30 godzin bez wieści o moim dziecku – mówiła zapłakana dziennikarzom.
W sobotni wieczór, 3 stycznia, matka potwierdziła najgorsze. Na swoim profilu w mediach społecznościowych ogłosiła śmierć syna.
Nasz Arthur poszedł na imprezę do raju. Teraz możemy zacząć naszą żałobę, wiedząc, że jest w pokoju, w świetle – napisała, dziękując jednocześnie wszystkim za okazane wsparcie.
Ostatnie wiadomości i dramatyczna niepewność
Laetitia Brodard-Sitre przekazała, że ostatnią wiadomość od syna otrzymała 1 stycznia o godz. 00:03 – były to noworoczne życzenia. Kilka minut później sama odpisała, nie wiedząc, że to ich ostatnia rozmowa. O 1:28 Arthur wysłał krótkie nagranie wideo do przyjaciół, na którym widać było grupę świętującą przy stoliku. Dwie minuty później służby odebrały pierwsze zgłoszenie o pożarze.
Przez ponad 40 godzin matka nie miała żadnej informacji o losie dziecka. – Szukam mojego syna już ponad 30 godzin. Nie poddam się, dopóki nie dowiem się, czy żyje – mówiła dziennikarzom.
Zarzuty o imprezę sylwestrową. Matka odpowiada
Jak podaje Le Parisien i La Libre, po tragedii w sieci pojawiły się głosy krytykujące rodziców za to, że pozwolili nastolatkom spędzać sylwestra w barze. Laetitia Brodard-Sitre stanowczo odpierała te zarzuty.
Nie jesteśmy nieodpowiedzialnymi rodzicami. Jesteśmy w kurorcie, wszyscy świętują Nowy Rok, dzieci były w swojej grupie wiekowej, a wszyscy rodzice wiedzieli, gdzie są – podkreślała.
Arthur przebywał w lokalu z jedenastoma przyjaciółmi. Jeden z nich zdołał uciec, lecz doznał rozległych poparzeń i przebywa na oddziale intensywnej terapii w Zurychu. Los pozostałych przez długi czas pozostawał nieznany.
Trudna identyfikacja ofiar
Szwajcarskie władze od początku informowały, że proces identyfikacji będzie długotrwały. Rodziny zostały poproszone o przekazanie próbek DNA.
Na spalonych ciałach nie ma ubrań, więc jedyną pewną metodą jest DNA – mówiła matka Arthura, apelując o jak najszybsze ustalenie tożsamości ofiar.
Prezydent kantonu Valais Mathias Reynard potwierdził, że skala obrażeń i poparzeń znacząco utrudnia prace służb.
Śledztwo i bilans tragedii
Jak informuje Le Parisien, szwajcarska prokuratura wszczęła postępowanie karne przeciwko dwóm menedżerom baru. Usłyszeli oni zarzuty nieumyślnego zabójstwa, nieumyślnego spowodowania obrażeń ciała oraz nieumyślnego podpalenia. Najnowszy oficjalny bilans mówi o co najmniej 40 ofiarach śmiertelnych i 119 rannych.