Balkon runął, zginęła kobieta. Rodzina wciąż czeka na sprawiedliwość
Tragiczne zdarzenie budowlane w Sosnowcu wciąż nie doczekało się jednoznacznego wskazania winnych. Zawalenie się balkonu doprowadziło do śmierci mieszkanki lokalu. Choć akt oskarżenia objął trzy osoby, sąd zdecydował o umorzeniu postępowania. O sprawie informuje program "Interwencja" Polsat News.
4 września 2023 roku doszło do tragedii, która na zawsze zmieniła życie rodziny. Balkon w jednym z budynków w Sosnowcu, na którym przebywali pan Robert i jego żona, nagle runął. W wyniku katastrofy kobieta zginęła na miejscu, a mężczyzna doznał poważnych, trwałych obrażeń. Mimo upływu czasu bliscy ofiary wciąż nie doczekali się prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy.
Jak informuje program "Interwencja" Polsat News, śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Rejonową Sosnowiec-Południe wykazało, że konstrukcja balkonu była nadmiernie obciążona. Na jego płycie wykonano dodatkowe betonowe nadlewki, które zwiększyły ciężar konstrukcji aż o około 450 kilogramów. To właśnie to przeciążenie miało mieć kluczowe znaczenie dla stabilności balkonu.
Mimo że w sprawie postawiono zarzuty trzem osobom, sąd zdecydował się umorzyć postępowanie. W nieprawomocnym orzeczeniu uznał, że oskarżeni nie popełnili przestępstwa. Decyzja ta jest dla rodziny szczególnie bolesna, ponieważ - jak podkreślają - nikt nie poniósł dotąd odpowiedzialności za śmierć kobiety.
W toku postępowania analizowano również działania osób odpowiedzialnych za kontrolę stanu technicznego budynku. Inżynierowie nadzorujący obiekt nie wyłączyli balkonów z użytkowania, choć ich stan techniczny miał budzić zastrzeżenia. "Na płycie balkonowej powstały betonowe nadlewki" - informuje Damian Kabała z prokuratury w rozmowie z redakcją "Interwencji" Polsat News.
Pan Robert Stawiszyński zwraca z kolei uwagę na brak pełnej dokumentacji dotyczącej przeprowadzanych wcześniej remontów. Jego zdaniem nie ma jednoznacznych dowodów potwierdzających zakres i sposób wykonanych prac.
Sprawę dodatkowo komplikuje nieuregulowany przez lata status prawny nieruchomości. Urzędnicy wskazują, że to właśnie ta sytuacja miała wpływ na brak kompleksowych remontów. "To odpowiedzialność gminy" - odpowiada Ryszard Bafia, pełnomocnik pokrzywdzonych. W efekcie przez długi czas nie realizowano koniecznych prac naprawczych, które mogły zapobiec tragedii.
Dziś pan Robert próbuje odbudować swoje życie w innym miejscu, z dala od budynku, w którym doszło do katastrofy. Oprócz fizycznych obrażeń zmaga się z traumą i poczuciem niesprawiedliwości. "Do kogo mam największy żal? Do urzędników" – podsumowuje mężczyzna w rozmowie z "Interwencją".