Była w białym miasteczku, gdy Stanisław M. się zastrzelił. Poruszające słowa

Polską wstrząsnęło to, co w sobotę stało się w białym miasteczku. Starszy pan niespodziewanie targnął się na swoje życie. Teraz głos zabierają świadkowie tragedii. Okazuje się, że mężczyzna często ich odwiedzał i wspierał.

Patrol policji w białym miasteczku Patrol policji w białym miasteczku
Źródło zdjęć: © PAP | Pawe� Supernak

Śmierć Stanisława M. wstrząsnęła wszystkimi obecnymi w białym miasteczku. Po tym tragicznym zdarzeniu zmieniono formułę protestu na Cichy Dyżur. Medycy pozostają przed Kancelarią Premiera, ale nie prowadzą już akcji edukacyjnych.

Jesteśmy zdruzgotani tym, co się wydarzyło. Co innego, kiedy przywiozą kogoś po wypadku, a co innego, jak na naszych oczach ginie człowiek - tłumaczy "Faktowi" Beata Kalicka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników MSWiAP.

Zdradza, że Stanisław M. często odwiedzał medyków. - Rozmawiał z nami, komuś nawet przyniósł czekoladki. Narzekał na system i mówił, że ciężko mu się dostać do lekarza - przyznaje.

Sprzeczne informacje ws. listu

Pojawiały się wieści, że mężczyzna zostawił list pożegnalny. Co na to Beata Kalicka?

Nasi ratownicy zaczęli go natychmiast ratować. Rozcięliśmy mu ubrania i jestem przekonana, że nie było przy nim żadnego listu - zdradza.

Co innego mówi prokuratura. Potwierdzono, że starszy mężczyzna miał przy sobie kartkę. Nie ujawniono jednak, co było na niej napisane.

Źródło artykułu: o2pl
Wybrane dla Ciebie