Dziennikarz o2.pl postrzelony. Sprawa umorzona
Policja umorzyła śledztwo ws. postrzelenia Marcina Lewickiego, dziennikarza o2.pl, portalu należącego do Wirtualnej Polski. O tej decyzji dowiedział się z mediów. - Jestem zażenowany - komentuje. - Powaga tej sprawy jest bardzo duża - ocenia z kolei kryminolog dr Paweł Moczydłowski i mówi, że potrzebne są zmiany w polskim prawie.
- Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl, został 15 sierpnia 2025 r. postrzelony z wiatrówki w oko na ulicy w Toruniu.
- Policyjne śledztwo zostało umorzone, ponieważ służby nie były w stanie namierzyć osoby, która pociągnęła za spust.
- - Fakt, że sprawa została umorzona z powodu niewykrycia sprawcy, świadczy o potrzebie reglamentowania takiej broni - mówi dr Moczydłowski.
Sprawa dziennikarza o2.pl odbiła się głośnym echem w całej Polsce. Był 15 sierpnia 2025 r., Marcin Lewicki jechał na motocyklu przez Toruń. Zatrzymał się na czerwonym świetle na skrzyżowaniu ul. Traugutta z Bulwarem Filadelfijskim. Było gorąco, więc na moment uchylił szybkę w kasku. Wówczas padł strzał.
Sceny na S19. Za kierownicą 20-letni Ukrainiec. Nagle wysiadł z auta
Lewicki trafił do szpitala, gdzie przeszedł 10-godzinną operację, w trakcie której lekarze wyciągnęli z jego oka śrut. Po nagłośnieniu incydentu okazało się, że do innych zdarzeń z użyciem wiatrówki dochodziło w tym miejscu Torunia w lipcu oraz 14 i 18 sierpnia.
Marcin Lewicki postrzelony. Snajper z Torunia bezkarny
W czwartek 8 stycznia toruński portal nowosci.com.pl przekazał, że śledztwo w tej sprawie umorzono.
Jestem zażenowany tym, że o umorzeniu śledztwa dowiedziałem się z "Nowości". To sprawa, która przecież dotyczy mnie bezpośrednio. Straciłem wzrok w lewym oku. Zdarzenie bardzo na mnie wpłynęło, mogłem zginąć - mówi Lewicki.
Marcin Lewicki zaznacza, że nie chce oceniać sposobu prowadzenia policyjnego śledztwa. Nie kryje jednak rozczarowania brakiem jego efektów. - Czekamy na kolejne ofiary? Czekamy, aż ktoś teraz zginie? - zastanawia się.
Aspirant Dominika Bocian, rzeczniczka toruńskiej policji, przekazała "Nowościom", że decyzja zapadła pod koniec poprzedniego roku. - W dniu 29 grudnia 2025 roku policjanci umorzyli dochodzenie w sprawie narażenia osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, poprzez oddawanie strzałów w lipcu i sierpniu ubiegłego roku w kierunku osób, znajdujących się przy zbiegu ulic Warszawskiej, Lubickiej, Bulwar Filadelfijski i Plac 18 Stycznia - zaznaczyła.
Śledztwo umorzone. Ekspert komentuje
Dr Paweł Moczydłowski, ceniony kryminolog i socjolog, nie jest zaskoczony decyzją o umorzeniu śledztwa. - Spodziewałem się, że tak to może się skończyć. Trudno jest w takich blokach znaleźć kogoś, kto taką broń posiada, a sprawca mógł łatwo zmanipulować dowody, przez co sprawa stała się trudno wykrywalna - komentuje w rozmowie z o2.pl.
Fakt, że sprawa została umorzona z powodu niewykrycia sprawcy, świadczy o potrzebie reglamentowania takiej broni. Powaga tej sprawy jest bardzo duża, chodzi o zagrożenie dla ruchu drogowego i innych osób na ulicy. Nie widzę powodu, dla którego taka broń nie miałaby podlegać kontroli i nadzorowi - powiedział dr Moczydłowski.
Jestem za absolutną reglamentacją i kontrolą posiadania broni, zwłaszcza gdy dochodzi do takich incydentów. Należałoby np. rejestrować miejsce zamieszkania posiadacza. Ta sytuacja to kolejny przykład na to, że prawo powinno pozwalać na lepszy nadzór, by uniknąć poczucia niepewności i zagrożenia - zaznaczył ekspert.
Następnie wrócił jeszcze do decyzji o umorzeniu postępowania ws. Lewickiego. - Przy takich sytuacjach należałoby poddać kontroli społecznej to, co zrobiono w sprawie wykrywania. Mam wrażenie, że czasem odpowiedzialni za ściganie lekceważą sprawę, a kontrola nie idzie za daleko - oznajmił.
- Oczekiwałby, żeby śledczy powiedzieli, co w ogóle w tej sprawie zrobili. Jeśli zaś zrobili za mało, to niech ich rozliczą przełożeni. W każdym razie opinia publiczna powinna dużo więcej wiedzieć niż "bo nie wykryto sprawcy" czy "bo to jest tajemnica śledztwa" i inne takie sformułowania, za którymi mogła się kryć niekompetencja - dodał.
"Policjanci wykonali wszelkie możliwe czynności"
Redakcja o2.pl skontaktowała się w tej sprawie z toruńską policją. Odpowiedzi otrzymaliśmy drogą e-mailową.
- Policjanci wykonali w tej sprawie wszelkie możliwe czynności śledcze: szereg przeszukań, przesłuchiwali świadków, sprawdzali zapisy monitoringu. Niestety czynności te nie umożliwiły ustalenie sprawcy. Funkcjonariusze uzyskali także opinię biegłego z zakresu broni i balistyki, który nie był w stanie określić dokładnej trajektorii lotu pocisków, a zatem również wskazać miejsca, skąd padały strzały - przekazała asp. Dominika Bocian, oficer prasowa Komendanta Miejskiego Policji w Toruniu.
- Wobec braku dalszych możliwości dowodowych w tej sprawie dochodzenie zostało zakończone. Oczywiście, sprawa ta nadal pozostaje w zainteresowaniu policji. Jeśli pojawią się w tej sprawie informacje wymagające wykonania czynności procesowych, postępowanie może zostać wznowione - przekazała.
Mateusz Domański, dziennikarz o2.pl