Najważniejsze informacje
- "Iskandery" z obwodu kaliningradzkiego mogą technicznie razić cele w Polsce oraz w krajach bałtyckich.
- Paweł Narozhny ocenia, że Rosji brakuje ludzi i środków, by otworzyć szeroką wojnę z państwami Europy.
- Ekspert dopuszcza prowokacje (np. drony, przerzuty migrantów), ale uznaje scenariusz dużych uderzeń na Europę za mało prawdopodobny.
Rosja ma pociski balistyczne, które technicznie mogą dosięgnąć celów w Polsce i krajach bałtyckich. Zdaniem ukraińskiego eksperta wojskowego Pawła Narozhnego nie oznacza to jednak, że Kreml przygotowuje się do wojny z Europą. Jego zdaniem taki scenariusz byłby dla Moskwy bardzo kosztowny i mało prawdopodobny.
Narozhny w rozmowie z ukraińskim portalem UNIAN zwrócił uwagę, że Rosja dysponuje systemami rakietowymi Iskander rozmieszczonymi w obwodzie kaliningradzkim. Jak podkreślił, z wojskowego punktu widzenia mogą one stanowić zagrożenie dla Polski oraz państw bałtyckich - Litwy, Łotwy i Estonii.
Według niego Moskwa wciąż koncentruje jednak znaczną część swoich sił na wojnie w Ukrainie i nie dysponuje nadwyżką żołnierzy potrzebną do prowadzenia dużego konfliktu z państwami europejskimi.
Bóbr z Kampinosu stał się hitem internetu. Wszystko przez kolor zębów
Jeśli Rosja miałaby dodatkowe setki tysięcy żołnierzy, to pojawia się pytanie, dlaczego nie wykorzystuje ich już teraz na froncie w Ukrainie – stwierdził Narozhny. Zwrócił uwagę, że rosyjska armia nadal nie zdołała przełamać sytuacji na najważniejszych odcinkach walk w obwodach donieckim i ługańskim oraz na południu Ukrainy.
Rosja nie ma szans z Europą?
Ekspert przypomniał również, że europejskie armie dysponują nowoczesnym uzbrojeniem i lotnictwem, w tym samolotami piątej generacji F-35. Jego zdaniem ewentualna wojna z państwami NATO wymagałaby od Rosji zaangażowania znacznie większych sił, w tym nowoczesnych myśliwców i bombowców strategicznych.
Zdaniem Narozhnego bardziej realne od otwartego konfliktu są działania o mniejszej skali. Wymienił między innymi prowokacje przy granicach, incydenty z udziałem dronów czy wykorzystywanie presji migracyjnej. Takie działania, jak ocenił, są znacznie bardziej prawdopodobne niż pełnoskalowa wojna z Europą.
W praktyce ewentualny atak na Polskę oznaczałby także konfrontację z całym Sojuszem Północnoatlantyckim. Polska jest członkiem NATO, w którym obowiązuje artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Zgodnie z jego zapisami zbrojna napaść na jedno z państw członkowskich jest uznawana za atak na wszystkich sojuszników.