Erling Haaland górą w sądzie. Spór z Polakiem zakończony
Erling Haaland od trzech lat bezskutecznie walczył o zarejestrowanie swojego nazwiska jako znaku handlowego w Unii Europejskiej. Problem? Uprzedził go ktoś inny. Jak się okazało, prawa do marki "Haaland" wcześniej zastrzegł mieszkający w Oslo… Polak.
Najważniejsze informacje
- EUIPO ostatecznie przyznał Erlingowi Haalandowi pełne prawa do znaku towarowego w UE.
- Wcześniej marka "Haaland" została zarejestrowana w 2022 r. przez Polaka z Oslo na 16 klas towarów.
- Apelacja właściciela wcześniejszej rejestracji została oddalona jako "kreatywna, lecz mało wiarygodna".
Pierwsze doniesienia o nietypowym sporze pojawiły się po tym, jak norweski urząd patentowy odrzucił wniosek piłkarza o rejestrację pełnego oznaczenia "Erling Haaland". Według PAP, urząd uznał, że istniejąca już w Norwegii i w UE ochrona na "Haaland" koliduje z późniejszym zgłoszeniem gwiazdy Manchesteru City. Sprawa szybko przeniosła się na poziom unijny i trafiła do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO), który rozstrzyga o znakach towarowych w całej Wspólnocie.
Kluczowy był fakt, że w 2022 r., tuż po głośnym transferze Norwega do Manchesteru City, 30‑letni mieszkaniec Oslo zarejestrował znak "Haaland" w całej Unii Europejskiej. Ochrona objęła 16 kategorii produktów: od napojów energetycznych i batonów, przez odzież, po buty sportowe. Jak relacjonuje PAP, to właśnie ta wcześniejsza rejestracja stała się podstawą do wstępnej odmowy dla pełnego imienia i nazwiska piłkarza w Norwegii.
#dziejesiewsporcie: tylko spójrz, z czym pozował Haaland w szatni. "Wiking"
Przez dwa lata prawnicy zawodnika pracowali nad unieważnieniem wcześniejszego wpisu jako dokonanego "w złej wierze", z zamiarem czerpania korzyści z rozgłosu wokół piłkarza. We wrześniu 2025 r. wygrali pierwszy etap przed EUIPO, co otworzyło drogę do odzyskania komercyjnej kontroli nad nazwiskiem. Właściciel znaku "Haaland" nie odpuścił i złożył apelację, której wynik ogłoszono teraz.
Apelacja oddalona. "Kreatywne, lecz mało wiarygodne"
W odwołaniu mężczyzna, opisywany przez norweskie media jako polski biznesmen, tłumaczył, że "Haaland" to skrót od rzekomego projektu "High Advanced Activity Land" i nawiązanie do polskiego słowa "hala". EUIPO nie podzielił tej argumentacji. Jak podkreślono w decyzji, były to "bardzo kreatywne, ale mało wiarygodne tłumaczenia", dodatkowo niespójne językowo, bo w polskim "hala" nie ma podwójnego "a", charakterystycznego dla nazwiska piłkarza.
Według informacji przytaczanych przez PAP, próby kontaktu z właścicielem wcześniejszej rejestracji zakończyły się odmową komentarza. Kanał TV2 ustalił jedynie, że chodzi o obywatela Polski mieszkającego w Oslo. Dla unijnego urzędu kluczowe okazało się jednak powiązanie czasu zgłoszenia znaku z głośnym transferem Haalanda i jego rosnącą rozpoznawalnością w Europie.
Decyzja EUIPO kończy trwający trzy lata spór i daje Haalandowi pełnię praw komercyjnych do jego nazwiska na terenie Unii Europejskiej. Oznacza to możliwość samodzielnego rozwijania marki w szerokim spektrum towarów i usług oraz skuteczniejszą ochronę przed pasożytniczym wykorzystaniem renomy gracza.