Kobieta straciła płodność. Ruszył proces lekarza. "Ratowałem życie"

Rozpoczął się proces ginekologa Dariusza S., któremu prokuratura zarzuca, że podczas operacji 24-latki usunął narządy rozrodcze, pozbawiając ją możliwości zajścia w ciążę. - Jest mi bardzo przykro z powodu cierpień pacjentki, a nie są one efektem mojego zawinienia, ale choroby nowotworowej - mówił cytowany przez PAP.

Ginekolog Dariusz S. na ławie oskarżonych.Ginekolog Dariusz S. na ławie oskarżonych.
Źródło zdjęć: © PAP | Jakub Kaczmarczyk
Mateusz Kaluga

W czwartek, 25 czerwca, na pierwszej rozprawie oskarżony złożył wyjaśnienia i zakwestionował zarzuty. - Jestem zdruzgotany niezasadnością postawionych mi zarzutów, które zrozumiałem i nie przyznaję się - cytuje Polska Agencja Prasowa słowa Dariusza S.

Sprawa dotyczy zabiegu wykonanego w poznańskim szpitalu w kwietniu 2024 r., gdy pacjentka trafiła na oddział z podejrzeniem zmiany na jajniku. Z aktu oskarżenia wynika, że ginekolog najpierw wyciął prawy jajnik z guzem, a następnie miał rozszerzyć zakres operacji bez oczekiwania na ostateczne wyniki badania histopatologicznego, zarówno śródoperacyjnego, jak i końcowego. Według prokuratury w czasie zabiegu usunięto także drugi jajnik, macicę oraz jajowody.

Konsekwencją tych działań jest to, że pacjentka nie może zajść w ciążę, donosić płodu ani urodzić dziecka ze względu na brak wewnętrznych narządów rozrodczych.

Prokuratura zarzuca też, że lekarz przeprowadził zabieg bez uzyskania świadomej zgody pacjentki na taki zakres operacji oraz na jej skutki. W akcie oskarżenia pojawia się również wątek poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej. Za zarzucane czyny Dariuszowi S. grozi kara do 20 lat pozbawienia wolności.

Dariusz S. w wyjaśnieniach podkreślał też, że dotychczasowa kariera zawodowa przebiegała bez zarzutów. Wskazywał na doświadczenie w zabiegach z zakresu ginekologii onkologicznej, a decyzję o rozszerzeniu operacji tłumaczył obawą o życie pacjentki przy podejrzeniu choroby nowotworowej.

Jest mi bardzo przykro z powodu cierpień pacjentki, a nie są one efektem mojego zawinienia, ale choroby nowotworowej. Ratowałem przede wszystkim życie pacjentki, jej bezpieczeństwo. Podejmując tak trudną decyzję o poszerzeniu zakresu operacji kierowałem się przede wszystkim wynikami tomografii komputerowej, która wykazała obecność bardzo dużego guza - cytuje PAP słowa lekarza.

Prokurator Anna Chrobak oceniła, że w sprawie zgromadzono materiał, który uzasadniał skierowanie aktu oskarżenia do sądu. Wyjaśniała, że gdyby dowody nie były wystarczające, prokuratura nie podjęłaby takiej decyzji. Jednocześnie zaznaczyła, że ostateczna ocena materiału dowodowego należy do sądu po przeprowadzeniu postępowania, w tym po przesłuchaniu świadków i ewentualnym ujawnieniu nowych okoliczności przez stronę przeciwną.

Na czwartkowej rozprawie pojawiła się również pokrzywdzona, występująca w sprawie jako oskarżycielka posiłkowa. Jej przesłuchanie zaplanowano na kolejny termin rozprawy, wyznaczony na wrzesień. Pełnomocnik kobiety, adw. Krzysztof Urbańczak, mówił mediom, że jego klientka nadal mocno przeżywa to, co ją spotkało, i pozostaje w trudnym stanie psychicznym.

Wybrane dla Ciebie