Koniec procesu Sebastiana M. Grozi mu 8 lat. Wyjaśniamy, dlaczego

W środę (21 października) o godzinie 12:00 wyrok usłyszy Sebastian M., 35-latek oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Wyjaśniamy, dlaczego kierowcy BMW grozi zaledwie 8 lat więzienia za śmierć trzech osób na autostradzie A1 i jazdę ponad 300 km/h, a także przypominamy najważniejsze momenty procesu.

Koniec procesu Sebastiana M. Grozi mu 8 latKoniec procesu Sebastiana M. Grozi mu 8 lat
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza.pl, Policja
Marcin Lewicki

Sebastian M. oskarżony jest przez Prokuraturę Okręgową w Katowicach o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, do którego doszło 16 września 2023 roku na autostradzie A1 niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego.

Z ustaleń śledczych wynika, że jadący BMW M850i z prędkością 315-329 km/h M. uderzył w tył prawidłowo jadącej Kii Proceed. Siła uderzenia była tak ogromna, że koreańskie auto stanęło w płomieniach. W zdarzeniu zginęły trzy osoby.


WIDEO
Mówiła przez łzy. Sebastian M. nawet nie drgnął. "Żadnego żalu"

Kim są ofiary wypadku Sebastiana M.?

Na miejscu wypadku żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina z Myszkowa: Patryk i Martyna Biali oraz ich 5-letni syn Oliwier. Wracali z krótkich wakacji w Jastrzębiej Górze.

Byli w stałym kontakcie ze swoimi bliskimi, którzy pełnią podczas procesu rolę oskarżycieli posiłkowych. Pierwszy raz o swoim dramacie, przeżywaniu procesu i karze dla Sebastiana M. opowiedzieli w rozmowie z o2.pl.

Dlaczego sprawa Sebastiana M. jest tak głośna?

Proces Sebastiana M. śledziła cała Polska. Prawnicy nazywali go "najbardziej amerykańskim z polskich procesów". Cały proces był jednym z najbardziej śledzonych przez opinię publiczną w ciągu ostatnich lat. Sprawa stała się jednak głośna już przed rozpoczęciem postępowania sądowego.

Po zdarzeniu M. nie został zatrzymany przez służby. Nie czekał na postępowanie prokuratorskie czy proces. Wyjechał z Polski do Niemiec, skąd (drogą lądową) udał się do Turcji. Stamtąd wyleciał do Dubaju. Został sprowadzony do Polski dopiero 26 maja 2025 roku po skomplikowanej procedurze ekstradycyjnej. Przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim M. pierwszy raz stanął we wrześniu 2025 roku. Proces mężczyzny zaczął się natomiast w październiku 2025 roku.

Dlaczego Sebastianowi M. grozi tylko 8 lat więzienia?

Sebastianowi M. grozi zaledwie 8 lat więzienia. Dlaczego? Mężczyzna ma postawiony zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, zgodnie z art. 177 Kodeksu karnego. W świetle prawa nie uciekł z miejsca zdarzenia (początkowo był do dyspozycji policjantów). Nie był też pod wpływem środków odurzających i alkoholu.

M. nie może być też sądzony za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym (kara do 15 lat pozbawienia wolności). Według polskiego orzecznictwa, próg liczby poszkodowanych osób w takim zdarzeniu to ok. 10 osób. Rzadziej przyjmuje się 6 osób. W wypadku Sebastiana M. poszkodowanych było 5 osób (trzy zmarłe osoby w Kii oraz dwóch pasażerów BMW oskarżonego).

Czy Sebastian M. mógł usłyszeć wyższy wyrok?

W rozmowie z o2.pl karnista prof. Mikołaj Małecki wskazywał, że M. (porównując go m.in. do Łukasza Żaka ) mógłby być sądzony za zabójstwo z zamiarem ewentualnym, za co grozi nawet dożywocie. Czyn ten zachodzi wtedy, gdy domniemany sprawca nie chce bezpośrednio zabić, ale przewiduje taką możliwość i godzi się na nią. Prof. Małecki wskazuje, że jazda ponad 300 km/h wyczerpuje te znamiona.

Mec. Łukasz Kowalski (pełnomocnik rodziny ofiar wypadku Sebastiana M.) wnosił o zmianę klasyfikacji czynu przed procesem. Składał pismo w Prokuraturze Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim (to ta jednostka początkowo prowadziła sprawę Sebastiana M.) i w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim o rozważenie zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Prokurator prowadzący sprawę, a później sąd uznali jednak, że nie ma do tego znamion. To najczęściej orzekana w polskim orzecznictwie postawa. Aktualnie zmiana klasyfikacji czynu Sebastiana M. jest prawie niemożliwa. Oznaczałaby ponowne rozpoczęcie procesu.

Co o wypadku, procesie i Sebastianie M. mówią rodziny ofiar?

Rodzice zmarłych małżonków – Małgorzata i Janusz Dudowie oraz Waldemar i Elżbieta Biali nie mają wątpliwości, że Sebastian M. zasługuje na dożywocie. Twierdzą, że przez cały proces "Sebastian M. manipuluje", a postawa jego i jego rodziny to ciągłe "uśmieszki, zdjęcia i nagrywanie". W rozmowie z o2.pl ujawnili, że uczestniczą w procesie dla swoich bliskich – Musimy to wytrzymać, dla naszych dzieci. To wewnętrzne postanowienie. Chciałam spojrzeć M. w oczy, ale on tego unika. Spuszcza głowę, patrzy w drugą stronę – mówiła o2.pl Małgorzata Duda.

W trakcie rozmowy z o2.pl bliscy ofiar ujawnili też, że o wypadku dowiedzieli się dopiero następnego dnia. Dziś najważniejszym miejscem w ich życiu jest cmentarz, gdzie pochowali swoich najbliższych. - Zniszczył nam życie, którego nic już nie odbuduje. Naszym domem jest teraz cmentarz. Jesteśmy tam cały czas, rano, w południe, wieczorem - mówiła o2.pl Elżbieta Biała.

Jak próbuje się bronić Sebastian M.?

M i jego obrońca mec. Katarzyna Hebda przez cały proces podważali ekspertyzę biegłych sądowych. Swoją prędkość oskarżony określił na ok. 170–200 km/h (chociaż sterownik z jego auta pokazał 253 km/h przed samym uderzeniem), podpierał się wątpliwą, zdaniem prokuratury, opinią prywatną przygotowaną na zlecenie obrony przez zewnętrznego eksperta Łukasza Gila. Sąd ją odrzucił w całości.

Wraz z mec. Hebdą M. twierdził, że to Kia zjechała mu na pas przed uderzeniem. Kwestionował też sposób jazdy kierowcy Kii. Twierdził, że auto ofiar jechało na autostradzie na kole dojazdowym. W trakcie ostatnich rozpraw w lipcu i we wrześniu wszystko to obalili biegli, którzy zdecydowanie wskazali na fakt, że to M. odpowiada za wypadek, w którym zginęła trzyosobowa rodzina.

Jaką postawę w trakcie procesu przyjął Sebastian M.?

Początkowo M. chciał mediacji z rodzinami ofiar wypadku, ale te (ze względu na jego lekceważącą postawę) nie zakończyły się sukcesem. Jednocześnie M. na starcie postępowania odmówił składania wyjaśnień. Pierwszy raz oskarżony zabrał głos w styczniu 2026 roku, gdy użył wstrząsających słów, że rodzina Białych "nie zginęła w wypadku, a w wyniku pożaru.

Obszerne wyjaśnienia złożył natomiast w marcu 2026 r. Wtedy też zarzucił prokuraturze fałszowanie dowodów, stwierdził, że jest "ofiarą nagonki medialnej". W trakcie swoich rozmów w areszcie (ujawnionych przez o2.pl) próbował wraz z bliskimi wymyślić sposób na opuszczenie zakładu w Piotrkowie Trybunalskim, a także skarżył się, że sędzia Renata Folkman "nie jest mu przychylna". Na sam koniec procesu M. przeprosił rodziny ofiar, które uznały jego przeprosiny za nieszczere.

Jakie były przełomowe momenty procesu?

Cały proces pełen był skandali, wstrząsających słów, zwrotów akcji, a także emocji. Miał kilka istotnych zwrotów akcji. Podczas rozprawy 22 października 2025 roku oskarżony zadeklarował (za pośrednictwem pełnomocniczki), że chce dobrowolnie poddać się karze. Sąd odrzucił jego wniosek. Następnym ważnym momentem było odrzucenie w całości wspomnianej już opinii Łukasza Gila przez sąd (na którą powołała się obrona oskarżonego).

Zdaniem karnistów, jeden z ważniejszych punktów procesu miał miejsce na ostatniej rozprawie. W wyniku ujawnionej przez o2.pl informacji, że jeden z dwóch nowych obrońców oskarżonego – radca prawny Marcin Jakubowski – ma stosunek pracy ze spółką z Grupy Azoty, prawnik musiał opuścić salę rozpraw. Na nasz tekst wprost powołała się prok. Izabela Knapik, wskazując, że mec. Jakubowski jest nieuprawniony do obrony M.

Zdaniem karnisty prof. Piotr Kruszyńskiego udział nieuprawnionego obrońcy mógłby skończyć się kasacją.

Wybrane dla Ciebie