Masakra w Starej Wsi. Rodzina Tadeusza Dudy zabiera głos

Rok po zbrodni w Starej Wsi dorosłe dzieci Tadeusza Dudy po raz pierwszy zabrały głos. Opowiadają o przemocy w domu, wspominają o założonych kamerach i o tym, że mają dziś jedynie ograniczony, sądowo ustalony kontakt z dwuletnią Polą, córką zabitej Justyny.

Tadeusz Duda znaleziony w lesie.Tadeusz Duda znaleziony w lesie.
Źródło zdjęć: © PAP
Mateusz Kaluga

27 czerwca ub. r. Tadeusz Duda postrzelił teściową, a później zabił córkę Justynę (26 l.) i jej męża Zbigniewa (31 l.). Po pięciu dniach policyjnej obławy znaleziono jego ciało z raną postrzałową. Jego pozostałe dzieci: Aneta, Kasia, Paweł i Andrzej mówią dziś o skutkach tamtych wydarzeń.

- Nie mamy się z czego tłumaczyć. My też jesteśmy ofiarami - mówią zgodnie w rozmowie z "Faktem". Dodają też: - Nie jesteśmy winni, a jednak płacimy najwyższą cenę. Opisują, że w domu panowała przemoc, choć na zewnątrz ich ojciec miał opinię pomocnego i uśmiechniętego.

Dzieci relacjonują, że awantury wybuchały nagle, czasem po alkoholu, a czasem bez jasnego powodu. - Na zewnątrz był dobry. W domu… baliśmy się go. Nigdy nie wiedzieliśmy, od czego to zależy. Wracał i wybuchał. Potrafił wejść rano do pokoju i zacząć nas wyzywać - mówią w rozmowie z dziennikiem.

Według ich relacji w domu działały kamery i podsłuchy. - On wszystko wiedział. W domu wszędzie były kamery i podsłuchy - opowiadają Kasia i Aneta. Twierdzą, że po powrocie z pracy oglądał nagrania i kontrolował domowników.

W rodzinie założono Niebieską Kartę, a ojciec miał zakazy zbliżania się i na pewien czas się wyprowadzał, ale wracał. Katarzyna mówi, że krótko przed tragedią miał zapoznać się w sądzie z aktami sprawy o przemoc i wtedy zrozumieć, że grozi mu więzienie. Dzieci podkreślają, że nikt nie przewidział finału.

Poruszono również wątek Poli, córki Justyny, która po zbrodni została osierocona i ma dziś dwa latka. Kobieta miała trzymać dziecko na rękach, gdy Duda strzelał do córki. Siostra Aneta zgłosiła się na rodzinę zastępczą, ale dziewczynka trafiła pod opiekę brata zmarłego Zbigniewa, Krzysztofa i jego żony. Sąd ustalił kontakty Anety dwa razy w miesiącu, łącznie osiem godzin.

Dzieci Dudy mówią, że widują Polę sporadycznie i w ograniczonym trybie, a rozstania są dla dziecka trudne. Wspominają też o zbiórkach pieniędzy prowadzonych po tragedii. Fakt próbował porozmawiać z rodziną zastępczą: - Nie chcemy rozmawiać, to jest dla nas bardzo ciężka trauma. Człowiek nocami i dniami nadal płacze - powiedziała "Faktowi" żona brata opiekuna.

W sądzie padły nawet słowa, że jesteśmy rodziną patologiczną. To bardzo boli. Nigdy nie miałyśmy konfliktu z prawem, a przypisano nam grzechy ojca - mówią dziennikowi dzieci Tadeusza Dudy.
Wybrane dla Ciebie