Nagranie z Wodzisławia. To nie fake. Służby ruszą nad staw
Samochód zatonął podczas jazdy po zamarzniętym stawie w Wodzisławiu Śląskim. Policja potwierdziła w rozmowie z "Faktem", że nagranie jest prawdziwe. Teraz płetwonurkowie mają sprawdzić, czy auto znajduje się na dnie zbiornika.
Najważniejsze informacje
- Policja potwierdziła autentyczność nagrania przedstawiającego zatonięcie auta na stawie w Wodzisławiu Śląskim.
- Ustalono kierowcę i autora wideo; obaj zostali przesłuchani i współpracują ze śledczymi.
- We wtorek akwen mają przeszukać płetwonurkowie, a pojazd zostanie wyciągnięty, gdy pozwolą na to warunki.
Śledczy zajęli się głośnym nagraniem, na którym widać, jak osobówka załamuje lód i znika pod wodą. Jak podaje "Fakt", policja bada sprawę pod kątem narażenia życia i zniszczenia środowiska. Funkcjonariusze najpierw zweryfikowali, czy film nie został wygenerowany przez AI. Potwierdzili autentyczność materiału, a następnie krok po kroku odtworzyli miejsce zdarzenia.
Nie zapakujesz kanapek już w nic innego. To prawdziwy game-changer
Już w poniedziałek 12 stycznia mundurowi ustalili, że wideo nakręcono na stawie przy ul. Młodzieżowej w Wodzisławiu Śląskim. To nie było oczywiste, bo lokalizację trzeba było zrekonstruować na podstawie kadrów. Po sprawdzeniu wyszło na jaw, że auto faktycznie poszło na dno. Tablice rejestracyjne doprowadziły policję do dwóch mężczyzn zaangażowanych w zdarzenie.
Za kierownicą siedział 45-latek z powiatu wodzisławskiego, a nagranie miał przygotować 29-latek z Rybnika. Obaj wystąpili w charakterze świadków i – jak wynika z relacji policji – współpracują ze śledczymi. Twierdzą, że w samochodzie nie było nikogo więcej. Służby zapowiadają weryfikację tej informacji podczas prac pod wodą.
Służby sprawdzą auto na dnie
We wtorek (13 stycznia) dno zbiornika mają sprawdzić płetwonurkowie straży pożarnej. Gdy tylko pozwolą na to warunki, zatopione auto trafi na powierzchnię. Dochodzenie jest na wstępnym etapie. Policjanci analizują wątek narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, możliwe naruszenia przepisów ochrony środowiska oraz ewentualne wykroczenia.
Z ustaleń wynika, że mężczyźni kupili samochód specjalnie po to, by jeździć po zamarzniętym stawie. Warunki mieli ocenić jako "idealne". Zostawili otwarte drzwi od strony kierowcy na wypadek pęknięcia lodu. Lód załamał się pod prawym przednim kołem, wobec czego 45-latek wydostał się przez drzwi pasażera. Na nagraniu słychać doping nagrywającego: "tylko się nie bój".
Jak przekazała oficer prasowa KPP w Wodzisławiu Śląskim asp. szt. Małgorzata Koniarska w rozmowie z "Faktem", lokalizacja zdarzenia została potwierdzona, a uczestnicy przesłuchani. Rozmówczyni podkreśliła, że taki "rajd po lodzie" był skrajnie nieodpowiedzialny.
Policja w tym samym toku sprawdza, czy nie doszło do szkód w środowisku naturalnym akwenu. Weryfikowane są także okoliczności zakupu auta i przygotowań do przejazdu po lodzie. Wyniki prac płetwonurków mają potwierdzić, że w pojeździe rzeczywiście nie było innych osób oraz uzupełnić materiał dowodowy w sprawie.