Tabloid spotkał Damiana przed blokiem, w którym doszło do tej ogromnej tragedii. Mężczyzna przyniósł znicze i zapalił je, by upamiętnić zmarłych. Jego żona doskonale znała Gabrielę G. Przyjaźniły się od lat.
W piątek moja żona zadzwoniła do mnie z płaczem. Do dziś wiele osób nie może uwierzyć, że to wszystko prawda - wyznał Damian w rozmowie z "Faktem".
Ponadto podkreślił, że Gabriela była "skromna, cicha i bardzo wierząca". - Mateusza też znałem, byliśmy kilkukrotnie u nich w domu, jako goście. To był normalny facet, bardzo opiekuńczy. Było widać, że bardzo dba o Gabrysię, jedzenie przygotowywał, troszczył się o nią, cieszył się na to dziecko - spostrzegł.
"Żadnych sygnałów"
Damian widział młodych małżonków kilkanaście tygodni przed tragedią. Nic go nie zaniepokoiło.
Ostatni raz spotkaliśmy się jakieś półtora czy dwa miesiące wcześniej, Gabrysia była wtedy w ciąży, rozmawialiśmy normalnie. Nie było żadnych sygnałów, że dzieje się coś złego, że ma jakieś problemy psychiczne, czy Mateusz przeżywa kryzys - kontynuował.
Ujawnił też, że Mateusz G. "nie brał narkotyków ani używek". Co prawda szlifował formę, jednak rzekomo stronił od sterydów.
Śledczy twierdzą, że to właśnie 35-latek zabił swoją żonę Gabrielę, a także ich 8-dniową córeczkę Luizę i 59-letnią teściową Zofię.