Niemiecka prasa o Radewie. "Nie będzie nowym Orbanem"
Rumen Radew wygrał wybory w Bułgarii i zapowiada reformy sądownictwa. Niemieckie gazety podkreślają, że jest bardziej pragmatykiem niż ideologiem. "Mankamentem jest jego sympatia do Rosji" – pisze we wtorek "Sueddeutsche Zeitung".
Najważniejsze informacje
- Niemieckie dzienniki widzą w Rumenie Radewie pragmatyka, a nie ideologa.
- Wskazują szansę na reformę wymiaru sprawiedliwości przy wsparciu PP-DB.
- Podkreślają ryzyko jego stanowiska wobec Rosji, ale bez scenariusza „nowego Orbana”.
Pierwsze komentarze po zwycięstwie Rumena Radewa w bułgarskich wyborach podkreślają zmianę nastrojów w kraju zmęczonym korupcją i kryzysami politycznymi. Jak relacjonuje Polska Agencja Prasowa, czołowe tytuły w Niemczech łączą nadzieje na reformy z ostrożnością wobec jego podejścia do Rosji. To zestawienie oczekiwań i obaw ma wyznaczyć pole manewru nowego lidera w relacjach z Unią Europejską.
Postępowa Partia byłego prezydenta Rumena Radewa odniosła zaskakująco wyraźny sukces. Pozwala to mieć nadzieję na konieczną reformę wymiaru sprawiedliwości. Mankamentem jest jego sympatia do Rosji – czytamy w "Sueddeutsche Zeitung".
Poranne pasmo Wirtualnej Polski, wydanie 20.04
Gazeta podkreśla, że kampania Radewa trafiła w sedno w kraju "zmęczonym korupcją i układami". Wskazuje też możliwą większość dwóch trzecich z proeuropejskim sojuszem PP-DB do zmian w Najwyższej Radzie Sądowniczej.
Nie wiadomo, czy były głównodowodzący siłami powietrznymi spełni nadzieje, ale jego szanse nie są złe – ocenia "SZ".
Niepokój o kurs wobec Rosji, ale bez scenariusza „Orbana”
"SZ" zaznacza mankament: sympatia Radewa do Rosji i jego opinie o Krymie oraz wsparciu dla Ukrainy. Jednocześnie przypomina jego deklarację, że nie będzie wetował unijnej pomocy dla Kijowa. W tym tonie utrzymana jest też konkluzja, że Bruksela liczy na "trudnego, ale konstruktywnego" partnera, bez obaw o "nowego Viktora Orbana". To element ważny dla stabilności unijnej polityki wobec wojny.
"Frankfurter Allgemeine Zeitung" idzie dalej i pisze wprost: "Radew nie jest nowym Orbanem". Dziennik przytacza obawy wywołane niechęcią do jednoznacznego potępienia agresji Rosji, ale ocenia, że "te obawy okazały się przesadzone". Zwraca uwagę, że zwycięzcy daleko do większości konstytucyjnej, która pozwoliłaby na głęboką przebudowę państwa na wzór Budapesztu. Brak takiego mandatu ogranicza pole do polityki blokującej w UE.
"Tageszeitung" przypomina, że Bułgarzy "od dawien dawna poszukują zbawcy", a po ośmiu głosowaniach w pięć lat chcieli zamknąć etap permanentnego kryzysu. Dla wielu wyborców kluczowa była walka z korupcją w najbiedniejszym kraju UE. Dziennik podkreśla, że pod tym względem Radew pozostaje „poza wszelkim podejrzeniem”, co wyraźnie odróżnia go od wieloletniego premiera Bojko Borisowa.
Wątek rosyjski w kampanii Radewa
"Tageszeitung" zauważa także, że słabość do Rosji, widoczna w kampanii, pomogła Radewowi. Jednoznaczne odrzucenie pomocy wojskowej dla Ukrainy oraz powtarzane ostrzeżenia przed wciągnięciem Bułgarii do wojny trafiły na podatny grunt. Na tym tle jeszcze mocniej wybrzmiewa akcent z "SZ" o pragmatyzmie Radewa w sprawach europejskich, który ma ograniczać ryzyko konfrontacyjnego kursu w Brukseli.
Wspólny mianownik komentarzy jest jasny: Berlin widzi w Radewie polityka, który może uruchomić reformy kluczowe dla państwa prawa, jednocześnie balansując w delikatnych kwestiach bezpieczeństwa i relacji z Rosją. To zapowiedź trudnych, ale możliwych do osiągnięcia kompromisów na forum UE.