Jak informuje "Gazeta Wyborcza", Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga zarzuca Łukaszowi Ż. ("GW" informuje, że posługuje się wyłącznie inicjałem nazwiska, gdyż sąd zezwolił na publikację pełnych danych osobowych i wizerunku jedynie w związku ze sprawą wypadku na Trasie Łazienkowskiej) "uczestnictwo w obrocie znacznej ilości środków odurzających w postaci ziela konopi innych niż włókniste oraz kokainy, a także substancji psychotropowych".
Dziennik informuje też, że sprawa mężczyzny i czterech innych osób została wydzielona ze śledztwa przeciwko znacznie większej grupie, która kontroluje handel narkotykami w Warszawie.
- To nie był zwykły dilerzyna, ale nie był też szefem. Dlatego nie ma zarzutu o kierowanie grupą przestępczą, ani nawet udziału w niej - mówi informator "Gazety Wyborczej". Rola Ż. miała polegać na odbieraniu większych ilości narkotyków od hurtowników i rozwożeniu ich po pomniejszych dilerach.
Akt oskarżenia w ramach tej sprawy dotyczy okresu od 01 stycznia 2023 r. do 30 maja 2023. Łukasz Ż. był już wówczas karany za rozbój, jazdę pod wpływem alkoholu oraz handel narkotykami.
Wkrótce wyrok dla Łukasza Ż.
Przypomnijmy, że mężczyzna przebywa obecnie w areszcie. Łukasz Ż. jest oskarżony o spowodowanie wypadku na Trasie Łazienkowskiej, w którym zginął 37-letni mężczyzna, a kilka osób zostało rannych, w tym dzieci zmarłego i jego żona. Łukasz Ż. kierował autem, będąc pod wpływem alkoholu. Mężczyzna uciekł po zdarzeniu do Niemiec, ale tam trafił w ręce policji.
Jego proces dobiega końca. W poniedziałek przed sądem prokurator i obrońca Ż. przedstawili mowy końcowe. W czwartek (16 czerwca) ma zapaść wyrok w tej sprawie. Prokuratura zażądała dla Ż. 20 lat pozbawienia wolności, dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów oraz zadośćuczynienia po 300 tys. zł dla pokrzywdzonej i jej syna. Wniosła też o kary więzienia i zadośćuczynienia dla pozostałych oskarżonych.
Póki co nie wiadomo, jaki wpływ na długość wyroku będzie miało nowe oskarżenie wobec Ż. Za działalność narkotykową grozi mu od dwóch do 12 lat więzienia. Nie oznacza to jednak, że jego kary będą się sumować w jedną.