Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski| 

Pacyfikowali protesty kobiet. Będą 11 listopada w Warszawie

342

Do zabezpieczenia Marszu Niepodległości skierowano elitę policyjnych kontrterrorystów. Jak opisał minister Mariusz Kamiński, 100 z nich, z Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji BOA ma zapewnić bezpieczeństwo marszu, a potem jadą na granicę. Ale CPKP trapi wiele problemów.

Pacyfikowali protesty kobiet. Będą 11 listopada w Warszawie
Ćwiczenia ratownicze CPKP BOA w GOPR (Grzegorz Momot)

O udziale CPKP w działaniach podczas Marszu poinformował Mariusz Kamiński na Twitterze. Napisał, że 100 funkcjonariuszy jednostki najpierw weźmie udział w zabezpieczeniu Marszu, a potem wyruszy na wschodnią granicę Polski.

Co ciekawe, według informacji o2.pl, policjantom z BOA decyzję tę przekazano oficjalnie, przez szefostwo, dopiero później. W środę po południu w BOA odbyła się odprawa z przydziałem zadań i obowiązków podczas Marszu.

Nie oni jedyni jednak obstawią marsz. Mają go chronić także NOPP-y czyli Nieetatowe Oddziały Prewencji Policji. Wielu policjantów z etatowych oddziałów wcześniej wysłano bowiem na granicę. Ale sytuacja jest na tyle dynamiczna i trudna, że ci policjanci prewencji, którzy od kilku dni działają na pograniczu, dziś wracają do Warszawy. Tak los spotkał np. oddział prewencji z Bydgoszczy, który prosto po przyjeździe z Podlasia wysłany został dziś na rondo Waszyngtona.

Trwa ładowanie wpisu:twitter
Zobacz także: Czego obawia się policja? Dziennikarz WP podaje statystyki

Kłopoty elity

W samym BOA, jak słyszymy, nie dzieje się jednak dobrze. Z owych wskazanych przez ministra 100 policjantów jedynie około 60, jak słyszymy, to faktycznie operatorzy sekcji bojowych. Reszta to np. logistycy lub kierowcy. Nie mają za sobą kursów bojowych.

Przyczyną takiego stanu rzeczy są kłopoty kadrowe. W wydziałach bojowych (tych jest w BOA pięć, szósty to wydział szkolno-bojowy, zajmujący się m.in. obiektami, do działań operacyjnych wysyłany w ostateczności) powinno być około 21 funkcjonariuszy.

W niektórych wydziałach stany kadrowe są zdaniem naszego rozmówcy na tyle złe, że operatorów w sekcji jest... dziewięciu, maksymalnie dwunastu! Na tle braków kadrowych w całej policji, BOA wyróżnia się szczególnie. Luki w jednostce są największe od dwóch lat - sięgają 25 proc. i rosną.

Wielu z młodych policjantów, którzy przejdą wstępne szkolenie do oddziału, rezygnuje. Niektórzy odchodzą do wojska, popularnością cieszy się np. dobrze opłacany, elitarny GROM. Nadmiernie, jak słyszymy, rozrośnięta jest także logistyka w BOA, budząca niechęć operatorów z "bojówek".

Prosta zasada: kierownictwo ma kogoś znajomego, kto chce służyć? To jazda, do logistyki. Dodatek za służbę w BOA, niemały, leci, a taki delikwent poprzekłada sobie papierki, czasem coś podpisze, raz na jakiś czas skoczy na trening i fajrant. A i tak większość zamówień robi Komenda Główna. Oni są od tego, żeby co najwyżej odebrać kupiony sprzęt - mówi o2.pl Krzysztof (imię rozmówcy zmienione), policjant związany z CPKP.

Niechęć policjantów

Do tego dochodzą podziały wewnętrzne. Skłócone ze sobą są poszczególne sekcje. Osią niechęci są wydarzenia z ubiegłego roku, gdy policjantów z BOA wysłano do pacyfikowania protestów kobiet. Wielu z nich było świeżo po kursach podstawowych. Po medialnych doniesieniach o policjantach używających pałek teleskopowych wobec protestujących, napięcie w jednostce wzrosło.

Zaczęło się szukanie winnych. Donosili na siebie nawzajem. Wręcz podawali, gdzie kto stał, latały imiona, nazwiska i stopnie tych tłukących. Zero jedności. Gdyby mnie ktoś zapytał o nazwisko zamaskowanego, powiedziałbym, że nie jestem w stanie rozpoznać. A tu? Zero oporów, jechali równo z trawą. Zastępca dowódcy wskazywał ludzi z nazwiska - dodaje Krzysztof.

Wciąż nie wiadomo jakie, będą losy funkcjonariusza, który potraktował gazem pieprzowym posłankę Magdalenę Biejat. Nie został jednak wydalony dyscyplinarnie ze służby, tylko pozwolono mu odejść na emeryturę. Ewentualny przepadek praw emerytalnych zależeć będzie od wyników postępowania prokuratorskiego. Ludzie w jednostce nie mają także zaufania do przełożonych, którzy najpierw wysyłają ich na akcję, a potem donoszą na nich, tak jak rok temu podczas strajków kobiet.

Niedawno zaś jeden z wysokich rangą funkcjonariuszy jednostki został złapany na jeździe po pijanemu. To kierownik jednej z sekcji bojowych. Dostał, jak mówi nasz rozmówca, tzw. piątkę - pięć dni na dobrowolne odejście "dla dobra służby". Tak się jednak nie stało. Obecnie przebywa na zwolnieniu lekarskim. Ma odejść po nowym roku, aby otrzymać dodatek w wysokości 500 zł do emerytury za wysługę.

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić