Polka z Dubaju o atakach Iranu. Nawet 200 tysięcy zł kary
Władze Dubaju zarzekają się, że sytuacja w emiracie po irańskich atakach jest pod ich kontrolą, jednak medialne relacje mówią o chaosie i niepewności wśród mieszkańców. O nastrojach oraz ostrych konsekwencjach za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji opowiedziała dla "Rzeczpospolitej" Aleksandra Krajewska.
Najważniejsze informacje
- Rezydenci Dubaju czują, że konflikt USA–Iran nie jest ich wojną; codzienne życie toczy się, choć z ograniczeniami.
- Według resortów ZEA przechwycono większość z ponad 700 celów; szkoły przeszły czasowo na naukę zdalną.
- Za dezinformację w internecie grożą w ZEA wysokie kary.
Rząd Dubaju usilnie stara się uspokoić opinię publiczną, podkreślając, że odpowiednie służby na bieżąco kontrolują rozwój wydarzeń.
Jednocześnie w mediach pojawiają się doniesienia o narastającym chaosie i niepewności, które udzielają się osobom przebywającym w regionie.
Jak relacjonuje w "RZ" Aleksandra Krajewska, która od 10 lat mieszka w Dubaju, władze nie tylko nadzorują sytuację w terenie, ale również uważnie przyglądają się temu, co publikowane jest w mediach tradycyjnych oraz w internecie. Monitorowane są zarówno serwisy informacyjne, jak i platformy społecznościowe, gdzie w momentach napięcia szczególnie szybko rozprzestrzeniają się niezweryfikowane treści.
Polacy na Bliskim Wschodzie. Tusk postawił sprawę jasno
Władze kontrolują sytuację i monitorują też informacje, publikowane w mediach i na platformach społecznościowych. Za rozpowszechnianie dezinformacji, szerzenie mowy nienawiści, zamieszczanie w internecie fake newsów czy nieaktualnych zdjęć pożarów dla podbicia oglądalności można zostać ukaranym karą nawet 200 tys. zł - wyjaśnia Polka dla "Rzeczpospolitej".
Pierwsze dni po serii ataków Iranu na cele w ZEA upływają w Dubaju pod znakiem ostrożności, ale bez paraliżu miasta. Polka mieszkająca od lat w Emiratach relacjonuje, że transport publiczny i dostawy działają, choć wiele osób pracuje z domu.
Jak czytamy, władze wysyłają alerty do mieszkańców, wzywając do szybkiego schronienia w razie zagrożenia i unikania otwartych przestrzeni.
Wśród rezydentów jest poczucie, że to nie nasza wojna, lecz konflikt prowadzony przez Stany Zjednoczone z Iranem w imię własnych interesów - podkreśla przedsiębiorczyni.
Polka z Dubaju o atakach Iranu
Przez wiele lat relacje między Iran a Zjednoczone Emiraty Arabskie opierały się na pokojowym współistnieniu, choć w ostatnim czasie sytuacja zaczęła się wyraźnie zmieniać.
Wcześniej mieszkańcy Emiratów regularnie podróżowali do Iranu – niemal codziennie dostępne były połączenia lotnicze do kilkunastu, w tym około dziesięciu, irańskich miast, które cieszyły się zainteresowaniem turystów. Wielu rezydentów odwiedziło je prywatnie, dlatego dziś wśród mieszkańców pojawia się konsternacja, dlaczego to właśnie Emiraty stały się celem ataków.
Warto zaznaczyć, że konsulat USA w Dubaju był celem ataku drona. We wtorek wieczorem w pobliżu amerykańskiego konsulatu w Dubaju doszło do silnej eksplozji.
W ostatnich dniach irańskie bezzałogowce uderzały m.in. w ambasadę USA w Rijadzie i inne amerykańskie placówki na Bliskim Wschodzie. Po sobotnich wydarzeniach Teheran zwiększył liczbę nalotów dronowych i rakietowych na cele związane z USA i ich sojusznikami. Departament Stanu USA wcześniej wezwał swoich obywateli w kilkunastu państwach Bliskiego Wschodu do rozważenia ewakuacji ze względu na pogarszającą się sytuację bezpieczeństwa.