Powrót imperialnej Ameryki? Trump ogłasza doktrynę
Prezydent USA Donald Trump ogłasza powrót do doktryny Monroe, zapowiadając amerykańską dominację na zachodniej półkuli. Eksperci są podzieleni co do rzeczywistych skutków tej polityki.
Najważniejsze informacje
- Prezydent USA Donald Trump ogłosił powrót do doktryny Monroe.
- Działania w Wenezueli mogą być początkiem nowej polityki zagranicznej USA.
- Eksperci różnią się w ocenie możliwych konsekwencji tej strategii.
Po operacji schwytania Nicolasa Maduro w Wenezueli, Donald Trump zaskoczył świat, ogłaszając powrót do doktryny Monroe. To XIX-wieczna koncepcja, mająca zapewnić amerykańską dominację na półkuli zachodniej.
Nowa strategia nosi teraz nazwę "doktryny Donroe", co według Trumpa oznacza zapewnienie bezpieczeństwa narodowego USA oraz ochronę kluczowych obszarów geograficznych.
Jak podaje PAP, takie posunięcie budzi pytania o przyszłość amerykańskiej polityki zagranicznej.
Mocny głos Polski w PE. "Gracie w orkiestrze Putina"
Niejasne skutki "doktryny Donroe"
Mimo deklaracji Trumpa dokładne działania wynikające z nowej strategii pozostają niejasne. Historyczna doktryna Monroe chroniła Amerykę przed wpływami europejskimi, ale obecne uzupełnienie koncentruje się na zapobieganiu wpływom Chin i Rosji.
Jak zauważa Mieczysław Boduszyński, były amerykański dyplomata, nie jest jeszcze oczywiste, jak USA poradzi sobie z inwestycjami Chin i Rosji na zachodniej półkuli.
Szczerze mówiąc, nie wiemy jeszcze, co to znaczy. Jeśli Chiny lub Rosja będą miały konkretne inwestycje, co z tym zrobimy? - komentował Boduszyński dla PAP.
Reakcja na blokadę wenezuelską
Interwencja USA w Wenezueli spotkała się z mieszanymi reakcjami. Krytycy obawiają się, że takie działania przypominają dawne, agresywne interwencje USA w regionie, co może wzmacniać negatywne postawy społeczne wobec Stanów Zjednoczonych.
Jednak zwolennicy, jak J. Michael Waller z Center for Security Policy, uważają, że operacja stanowi strategiczną część rywalizacji z Chinami i może przynieść korzyści europejskim sojusznikom Ameryki.
Waller podkreśla, że obecność chińskich sił na Karaibach byłaby katastrofalna dla USA i ich sojuszników.
Stałe siły morskie i baza ChRL na Morzu Karaibskim byłyby katastrofą dla wszystkich naszych sojuszników na całym świecie - zaznaczył. Jednak obawy o brak wsparcia ze strony Europy w tym zakresie nadal się utrzymują.
Nowa era amerykańskiej polityki?
Zdaniem Boduszyńskiego, administracja Trumpa odchodząc od dążeń do demokratyzacji i prawa międzynarodowego, stawia na silniejszą kontrolę stref wpływów. Podejście to widoczne było już wcześniej w operacjach, takich jak interwencja w Libii, ale teraz nabiera nowego wymiaru. Wenezuelska blokada może być symbolem tej zmiany, choć pozostaje pytanie o jej długoterminowe konsekwencje.