Pracownicy ginęli w dziwnych okolicznościach. Prokuratura nie odpuszcza

203

Toruński przedsiębiorca zatrudniał bezdomnych, a potem ubezpieczał ich w wielu miejscach. Pięciu pracowników zginęło w tajemniczych okolicznościach. Dzięki temu Maciej B. mógł zarobić miliony. Sąd odrzucił wniosek o areszt, a prokuratura zapowiada zaskarżenie tej decyzji.

Pracownicy ginęli w dziwnych okolicznościach. Prokuratura nie odpuszcza
Auto, w którym spłonęło dwóch bezdomnych (PSP Chełmno)

Maciej B. pod koniec ubiegłego roku zatrudnił w swojej firmie 6 osób, z czego 5 było bezdomnymi. Po podpisaniu umowy natychmiast ubezpieczał swoich pracowników w wielu miejscach.

Niedługo później osoby te ginęły w dziwnych okolicznościach. Jak podaje "Super Express" trzy zmarły w szpitalu, a dwie zginęły w wypadku samochodowym.

Maciej B. zarobił dzięki ich śmierci 260 tys. zł. Miał otrzymać jeszcze 3 miliony 489 tys. ale firmy ubezpieczeniowe zgłosiły sprawę prokuraturze.

23 grudnia 2021 r. na polecenie Prokuratury Okręgowej w Toruniu funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy zatrzymali Macieja B. w sprawie dotyczącej usiłowania doprowadzenia kilku towarzystw ubezpieczeniowych do niekorzystnego rozporządzenia mieniem - wypłaty odszkodowań w łącznej kwocie co najmniej 3 480 000 zł - powiedział "SE" prokurator Andrzej Kukawski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Sąd odrzucił wniosek o areszt Macieja B.

24 grudnia sąd odrzucił wniosek prokuratury o zastosowanie tymczasowego aresztu wobec mężczyzny. Prokuratura zapowiada jednak apelację.

My przedstawiliśmy dowody na to, że już w czasie postępowania, podejrzany fałszował dokumenty. Dla sądu rejonowego to było jednak za mało. Na szczęście moi przełożeni podjęli decyzję o tym, że zaskarżamy decyzje sądu rejonowego do sądu okręgowego - powiedział "SE" jeden z toruńskich prokuratorów.

Przypomnijmy, że 28 listopada 2020 r. w rowie w Starogrodzie Dolnym niedaleko Torunia spłonęło auto, w którym było dwóch mężczyzn. Śledczy uznali, że samochód stoczył się ze skarpy i umorzyli śledztwo. Ofiarami byli 25-letni Rafał Koczan i 45-letni Andrzej Ś. Obaj niedługo przed śmiercią zostali zatrudnieni przez Macieja B.

Ojciec Rafała Koczana jest przekonany, że jego syn został zabity dla wysokiego odszkodowania. 25-latek był ubezpieczony na życie w 9 firmach na łączną kwotę 1,5 miliona złotych. Pieniądze miały trafić na konto jego pracodawcy Macieja B.

Gdy wyszło na jaw, jakie odszkodowanie miał otrzymać przedsiębiorca po wypadku, prokuratura postanowiła wznowić umorzone postępowanie. Śledczy czekają na wyniki szczegółowej ekspertyzy.

Zobacz także: Pirat drogowy za kierownicą autobusu we Wrocławiu. Rozkład jazdy ważniejszy od przepisów

Autor: NB
Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić