Do tragedii doszło we wrześniu 2024 r. w Warszawie. Łukasz Żak miał prowadzić Volkswagena z prędkością przekraczającą 220 km/h, będąc pod wpływem alkoholu. Auto uderzyło w forda, którym jechała czteroosobowa rodzina. W wyniku wypadku zginął 37-letni Rafał P. Ciężkich obrażeń doznała jego żona Ewelina oraz dwoje dzieci.
W poniedziałek 13 lipca strony przedstawiły mowy końcowe w sprawie jednego z najgłośniejszych wypadków drogowych ostatnich lat. Prokuratura żąda dla Łukasza Żaka 20 lat pozbawienia wolności. Głos zabrała również obrończyni oskarżonego.
- Przyznał, że popełnił błąd. Tragiczny i niewybaczalny, ale nadal błąd, a nie zbrodniczy plan. Nie można traktować go tak, jakby odpowiadał za umyślne pozbawienie życia - twierdzi adwokat Łukasza Żaka cytowana przez "Super Express".
Obrończyni podkreślała, że sama tragedia nie jest kwestionowana, ale zadaniem sądu nie ma być spełnianie społecznych oczekiwań. W jej ocenie procesowi od początku towarzyszyła silna presja medialna, a oskarżony został "osądzony" jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy. Zwróciła też uwagę na opinię sądowo-psychiatryczną sporządzoną podczas procesu.
Rozpoznano u niego zaburzenia adaptacyjne, przewlekłe napięcie emocjonalne oraz konieczność leczenia psychiatrycznego. To nie są twierdzenia obrony, lecz ustalenia biegłych - cytuje se.pl słowa obrończyni.
Na zakończenie rozprawy kilka zdań powiedział sam Łukasz Żak. - Nigdy w życiu nie chciałem, żeby doszło do takiej tragedii. Jeszcze raz bardzo przepraszam za to, co się stało - powiedział przed sądem.