Dramat na Alasce. Polowanie na człowieka trwało tydzień

Ofiara ataku niedźwiedzia została uratowana po tym, jak załoga helikoptera wypatrzyła z powietrza napis "SOS". Mężczyzna przez kilka dni był terroryzowany przez drapieżnika.

Mężczyzna napisał na dachu chaty SOS Mężczyzna napisał na dachu chaty SOS
Źródło zdjęć: © United States Coast Guard

Załoga Straży Przybrzeżnej USA podczas lotu z Kotzebue do Nome na Alasce zbliżyła się do odległego obozu górniczego. Na dachu chaty zauważyła napis SOS.

Gdy helikopter zawrócił, załoga zobaczyła także mężczyznę wymachującego rękami. Straż Przybrzeżna postanowiła wylądować i mu pomóc.

Przeżył atak niedźwiedzia. Drapieżnik wracał co noc

Okazało się, że mężczyzna został zaatakowany przez niedźwiedzia grizzly, przez co miał kontuzję nogi i siniaki na tułowiu. Twierdził, że drapieżnik nękał go co noc przez kilka kolejnych dni po ataku.

W pewnym momencie niedźwiedź zaciągnął go nad rzekę – powiedział"The New York Times" pilot helikoptera Jared Carbajal.

Pilot dodał, że mężczyzna miał pistolet i nie spał od kilku dni. Zostały mu tylko dwa naboje. Straż Przybrzeżna nie podała danych mężczyzny, ale przekazała, że miał ok. 50-60 lat. Został zabrany do Nome na leczenie.

Zobacz także: Niedźwiedź grasuje w Pieninach. Dyrekcja parku ostrzega turystów i apeluje

Źródło artykułu: o2pl
Wybrane dla Ciebie