71-letni James Grayson McMicken wybrał się na ryby. Wędkował w kanale tuż za swoim domem w North Fort Myers. Stało się to 3 lipca. Nim zdążył rzucić wędkę, został zaatakowany przez aligatora.
Zwierzę chwyciło go za prawą nogę i wciągnęło do wody, a wędkarz miał tylko chwilę, by zareagować - opisuje "New York Post". McMicken w przeszłości pracował jako łowca aligatorów. Tym razem zadziałał instynktownie.
Najpierw wcisnął kciuk w jedno oko zwierzęcia, a potem użył wędki, by wielokrotnie dźgać je w okolice drugiego oka i w pysk. Jak relacjonował, atak wydawał się trwać bardzo długo. Ostatecznie aligator puścił jego nogę - opisuje 71-latek.
Po odparciu ataku największym problemem stało się wydostanie się z wody i dotarcie do domu. McMicken zawołał swojego buldoga. To właśnie dzięki temu zwierzakowi mężczyzna mógł się podeprzeć i wstać, a potem o własnych siłach, kulejąc, wrócił do domu.
W domu żona oczyściła rany, a wyczerpany mężczyzna usiadł na krześle. Później rodzina zawiozła go do lokalnego szpitala. Lekarze założyli mu szwy i zszywki po obu stronach mocno poranionej nogi - podaje amerykański serwis.
"New York Post" przypomina, że to zdarzenie nastąpiło po dwóch niedawnych atakach aligatorów na Florydzie. 27 czerwca 31-letnia Brittany Clark zginęła, gdy została śmiertelnie pogryziona przez drapieżnika podczas pływania w rzece Econlockhatchee z chłopakiem. Tego samego dnia chłopiec z Pensylwanii stracił dłoń w wyniku ataku aligatora, gdy był na wędkarskich wakacjach z rodziną.
Ataki aligatorów w tym stanie są rzadkie, mimo że populację tych gadów szacuje się na ponad 1 mln osobników. Większość słodkowodnych akwenów na Florydzie uznaje się za potencjalne siedliska aligatorów.