Przywrócili służbę wojskową. Minister obrony Łotwy dla o2.pl: Efekty są znakomite
Łotwa przywróciła obowiązkową służbę wojskową, inwestuje w obronność i szykuje się na najgorszy scenariusz. - Putin to rewizjonista. I niestety dla nas wszystkich, niestety dla Ukraińców - byłoby dla niego ryzykowne i nienaturalne, gdyby miał się zatrzymać - mówi o2.pl minister obrony Łotwy Andris Sprūds.
- To cykl "Blisko Świata", w ramach którego piszemy na o2.pl o kryzysach humanitarnych, konfliktach zbrojnych i innych ważnych wydarzeniach w różnych zakątkach globu.
- W tym odcinku rozmawiamy z ministrem obrony Łotwy Andrisem Sprūdsem.
- Po ataku Rosji na Ukrainę Łotwa przywróciła obowiązkową służbę wojskową. Podejmuje też inne działania mające zwiększyć bezpieczeństwo, m.in. wykupuje działki od właścicieli prywatnych żyjących przy granicy z Rosją.
- Łotwa jest też wśród krajów NATO przeznaczających największy odsetek PKB na obronność - w 2026 r. ma to być 4,91 proc.
- Andris Sprūds mówi nam, za co jest wdzięczny Donaldowi Trumpowi. Pytamy też m.in. o broń nuklearną.
Łukasz Dynowski, redaktor naczelny o2.pl: Czy Łotwa jest dzisiaj bezpieczniejszym krajem niż cztery lata temu, kiedy Rosja dokonała pełnoskalowej inwazji na Ukrainę?
Andris Sprūds, minister obrony Łotwy: Na pewno jest bezpieczna, bo odrabiamy pracę domową. Zbroimy się, przywróciliśmy obowiązkową służbę wojskową. Społeczeństwo jest gotowe uporać się z każdym wyzwaniem, ale polegamy też na naszych sojusznikach w NATO. Polska jest dla nas bardzo ważna. Stacjonują tutaj polscy żołnierze, co bardzo doceniamy. Wiemy, że jak przyjdzie co do czego, to będziemy walczyć ramię w ramię z Polakami.
Ale są oczywiście wyzwania. To Rosja, która jest przy naszej granicy. To tak samo Białoruś. To wszystko to, co dzieje się na arenie międzynarodowej. Świat stał się znacznie bardziej skomplikowanym i ryzykownym miejscem.
Wspomniał pan o powrocie obowiązkowej służby wojskowej. W Polsce nie ma takich planów, ale temat budzi duże emocje. Jakie efekty dało to na Łotwie?
Efekty są znakomite. Służba jest obowiązkowa, ale widzimy też dużą rzeszę ochotników, którzy sami zgłaszają się do wojska. Rośnie poczucie patriotyzmu i wspólnoty. Młodzi ludzie uczą się, nabywają podstawowe umiejętności, dzięki czemu nasze wspólne bezpieczeństwo jest coraz większe.
Przed 2022 r. nie było obowiązkowej służby, ludzie byli przeciwni. Ale rok 2022 wszystko zmienił. Musimy inwestować w obronę i młodzi ludzie muszą być jej częścią.
Ilu młodych ludzi trafiło już do armii w wyniku przywrócenia obowiązkowej służby?
Zaczęliśmy bardzo skromnie. W 2023 r., kiedy ruszyły powołania, to było 300 osób. Ale w tym roku to będzie już 1,5 tys., a w 2028 r. celujemy w 4 tys. Dla takiego kraju jak Łotwa [ok. 1,8 mln mieszkańców - przyp. red.] to dość duża liczba, bo oznacza, że połowa młodych mężczyzn w określonym wieku trafi do wojska. Choć bylibyśmy oczywiście szczęśliwi, gdyby nie połowa, tylko wszyscy młodzi ludzie przeszli taką edukację wojskową i byli w stanie zapewnić państwu bezpieczeństwo.
Inny sposób na zwiększenie bezpieczeństwa to umocnienie granicy. Co Łotwa już zrobiła na tym polu, a co jeszcze musi zrobić?
Jeśli chodzi o granicę, myślimy dokładnie tak jak Polska i kraje bałtyckie. Spotykamy się z ministrami tych krajów, żeby podkreślić nasze wspólne stanowisko w strukturach UE i NATO. Musimy pamiętać, że zarówno granica Polski, jak i granica Łotwy, to granica NATO.
Jeśli chodzi o konkretne kroki - w 2024 r. zatwierdziliśmy plan wzmocnienia granicy, który przewiduje inwestycję 303 mln euro w ciągu pięciu lat. Rozmieszczamy już na granicy różne fortyfikacje - np. zęby smoka czy jeże przeciwczołgowe. Wszystko jest dostosowane do nowoczesnych działań zbrojnych, uwzględnia też doświadczenia z Ukrainy. Część zapór ustawiamy na ziemiach prywatnych. Przyjęliśmy prawo, które pozwala to szybko zrobić - oczywiście w porozumieniu z właścicielem danego terenu. To bardzo posuwa cały nasz plan naprzód.
No właśnie - wywłaszczenie gruntów. Łotwa nabywa tereny od prywatnych właścicieli żyjących przy granicy z Rosją. Jak duża jest skala tych działań?
Granica Łotwy z Rosją i Białorusią liczy ok. 450 km. To dość dużo. Nasze umocnienia stawiamy w pasie, który, licząc od granicy, ma ok. 30 km szerokości. W sumie nabyliśmy już ok. 1,5 tys. działek. Ale często jest to tylko część danej działki, nie cała. Czasem chodzi po prostu o konkretny kawałek terenu, który po nabyciu może zostać wykorzystany przez sektor obronny. Oczywiście właściciel gruntu otrzymuje za to pieniądze.
Niedawno otworzyliśmy poligon Selonia - największy wojskowy poligon w krajach bałtyckich. W tym przypadku również wykupiliśmy niektóre mniejsze grunty od prywatnych właścicieli.
Jak ludzie reagują na takie działania?
Spotykam się z ludźmi, aby odpowiedzieć na ich wątpliwości. Mają zasadne pytania: co się stanie z moją własnością, z moim budynkiem? Traktujemy to bardzo poważnie. Zawsze podkreślam, że warunki dla właścicieli będą bardzo uczciwe. Te inwestycje nie dotykają samych budynków. Potrzebujemy ich, żeby zamknąć korytarze manewrowe dla potencjalnych sił zbrojnych wroga.
Jak na te wszystkie działania Łotwy wpływa prezydentura Donalda Trumpa i jego działania, jak choćby to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, czy wcześniejsze groźby wokół Grenlandii?
Podstawowe cele i założenia są dla nas dokładnie takie jak wcześniej. Musimy wydawać duże sumy na obronność - i w tym roku zbliżymy się do 5 proc. PKB. Mogę tylko wyrazić uznanie i wdzięczność za to, co przywództwo Donalda Trumpa zrobiło dla NATO. Wszyscy zostali zmotywowani, żeby zwiększyć inwestycje w obronność i żeby traktować ten temat poważnie. To absolutna zasługa przywództwa prezydenta Trumpa.
Dla nas NATO jest kluczowe, a prezydent Trump chce je po prostu wzmocnić. Mamy u nas wielonarodową brygadę pod przywództwem Kanady, która liczy od 4 do 5 tys. żołnierzy. Są w niej także amerykańscy żołnierze. Tak jak dla Polski, tak samo dla Łotwy USA są strategicznym, niezastępowalnym partnerem.
Tak, istnieją pewne spory - jak np. wspomniana Grenlandia. Mamy nadzieję, że uda się ich unikać w przyszłości. Na szczęście udało się rozwiązać ten konkretny problem za pomocą Arctic Sentry [to nowa inicjatywa wojskowa NATO w Arktyce, powstała w lutym 2026 r. - przyp. red.].
Inwestycje, obowiązkowa służba wojskowa, sojusz z USA, a co z… bombą atomową? W Polsce trwa dyskusja na ten temat, prezydent Karol Nawrocki mówi, że jest "wielkim zwolennikiem" tego, żeby Polska przystąpiła do programu nuklearnego, o odstraszaniu nuklearnym mówi też premier Donald Tusk. Czy na Łotwie również się o tym mówi?
Przede wszystkim odstraszanie nuklearne zapewnia NATO. W sojuszu broń atomową mają USA, Wielka Brytania i Francja. Rozmawiamy o francuskich ambicjach nuklearnych, przyjmujemy je z zadowoleniem, ale zawsze podkreślamy, że są one częścią szerokich możliwości NATO. I to NATO, zjednoczone, silne, jest gwarantem bezpieczeństwa strategicznego.
Na pewno siła nuklearna jest ważna. I z zadowoleniem przyjmujemy wszelkie wysiłki na rzecz jej zwiększania.
Jeśli chodzi o "nuclear sharing", rozmawiamy o tym. Trzeba też jednak pamiętać o traktacie o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. To wszystko musi być szczegółowo omawiane z naszymi sojusznikami.
Wojna w Ukrainie trwa już ponad cztery lata. Obawia się pan, że Władimir Putin pójdzie dalej?
Uważam, że Putin to rewizjonista, imperialista i zbrodniarz wojenny. I niestety dla nas wszystkich, niestety dla Ukraińców - byłoby dla niego ryzykowne i nienaturalne, gdyby miał się zatrzymać.
Pamiętajmy jednak, że Putin nie jest jedyną osobą w Rosji, która ma takie imperialistyczne ambicje. Mówi się, że to jest Rosja Putina. Ale to jest też Putin Rosji. Nawet gdyby aktywności wojenne zostały zamrożone, to Rosja dalej będzie stanowić zagrożenie dla Ukrainy i NATO. Dlatego musimy cały czas wspierać Ukrainę, dlatego musimy odrabiać pracę domową. I powtarzam - Polska jest niezwykle ważnym partnerem regionalnym dla Łotwy, z radością przyjmujemy polskie przywództwo w regionie i polskich żołnierzy. Traktujemy ich jak naszą rodzinę.
Rosja pozostaje zagrożeniem. Ale też nie ma co wpadać w panikę czy strach. Nie ma na to miejsca. Znamy Rosję, żyjemy u jej boku nie tylko od lat, ale od stuleci. Musimy być gotowi na różne scenariusze. I musimy wysłać Putinowi jasny sygnał, że jak tu przyjdzie, to jego spokój zostanie zakłócony.
Rozmawiał Łukasz Dynowski, redaktor naczelny o2.pl