Rubio podał numer alarmowy. Zadzwonił. Co za rozczarowanie
Jonathan Karl, korespondent ABC News postanowił sprawdzić, jak działa numer alarmowy dla Amerykanów na Bliskim Wschodzie. Włączyła się automatyczna sekretarka, która przekazała, że nie mogą oni liczyć na pomoc rządu.
Jonathan Karl, amerykański dziennikarz pracujący jako korespondent dla ABC News w Waszyngtonie, postanowił sprawdzić, czy Amerykanie przebywający w rejonie konfliktu mogą liczyć na pomoc poprzez numer alarmowy.
Marco Rubio, sekretarz stanu USA, podał numer 202-501-4444 jako ten, pod którym obywatele USA uwięzieni na Bliskim Wschodzie mogą szukać pomocy. Karl wybrał numer na swojej komórce. Postanowił nagrać rozmowę.
Po chwili włączyła się jednak automatyczna sekretarka. Oto, co powiedziała: "Prosimy nie polegać w tym czasie na rządzie Stanów Zjednoczonych w kwestii zorganizowanego wyjazdu ani ewakuacji. Obecnie nie ma żadnych punktów ewakuacyjnych Stanów Zjednoczonych" - usłyszał dziennikarz w słuchawce.
Na koniec dziennikarz krótko podsumował, że obywatele Stanów Zjednoczonych nie mogą liczyć kompletnie żadną pomoc ze strony amerykańskiego rządu, a numer podany przez Rubio nie działa.
Przypomnijmy, że ze względu na trwającą operację Izraela i USA w Iranie, osoby przebywające w krajach Bliskiego Wschodu mają ogromne problemy aby wrócić do domu. Dotyczy to m.in. turystów przebywających w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Izraelu. Ze względu na stałe zagrożenie w powietrzu i ataki odwetowe Iranu, lotniska są zamykane, loty zaś odwoływane.