Skandaliczna postawa kolejarzy. Tak potraktowali niepełnosprawną
- Zapytała jeszcze, czy chodzę i czy może sama może jednak wejdę do pociągu - mówi pani Angelika "Gazecie Wyborczej". Kobieta jest osobą niepełnosprawną. Opisała nieprzyjemne sytuacje, które spotkały ją na dworcu w Gdańsku i Krakowie.
"Gazeta Wyborcza" opisuje przykrą sytuację, która spotkała panią Angelikę podczas podróży z Gdańska Głównego. Kobieta jest osobą niepełnosprawną. Ze swoją przyjaciółką chciała dojechać do Wrocławia, a fakt posiadania wózka inwalidzkiego został zgłoszony przewoźnikowi.
Kiedy pani Angelika i jej przyjaciółka dotarły na dworzec w Gdańsku, napotkały pierwszą przeszkodę – nieczynne windy uniemożliwiły sprawne dojście na peron. Pomimo wcześniejszego zgłoszenia potrzeby asysty, pomoc nie pojawiła się.
Pani Magda, przyjaciółka Angeliki, próbowała interweniować, informując załogę pociągu o sytuacji. Mimo to, konduktor nie podjął żadnych działań, sugerując zakup biletów na późniejszy przejazd. - Sstwierdził, że pociąg odjedzie czasowo - przekonuje przyjaciółka pani Angeliki. Zrezygnowane kobiety udały się do Punktu Obsługi Klienta.
Tam usłyszały, że mogą złożyć reklamację online, ale po naciskach zapewnił bilety na następne połączenie. Rozdzielone, wyruszyły w dalszą podróż. Pani Angelika miała przesiadkę w Krakowie, gdzie również asysta nie była obecna. Na peron musiała dostać się sama.
Gdy pociąg przyjechał, pojechałam prosto do wagonu, w którym miałam zarezerwowane miejsce. Po drodze spotkałam zaskoczoną konduktorkę, która stwierdziła, że mnie nie weźmie, bo nic nie wie o moim przejeździe. Zapytała jeszcze, czy chodzę i czy może sama może jednak wejdę do pociągu. Byłam w szoku - opisuje pani Angelika "Wyborczej".
Kobietę do pociągu wnieśli pasażerowie. - Zostałam zlekceważona i poniżona przez pracowników kolei. To było niegodne i wykluczające. Wiele razy podróżowałam pociągami, ale czegoś takiego nie przeżyłam - dodaje rozżalona kobieta.
Rzecznik PKP Intercity Michał Wrzosek twierdzi, że sprawa jest wyjaśniana, a opisane zdarzenia nie spełniają standardów obsługi pasażerów. - Przykro nam z powodu zaistniałej sytuacji - mówi "Gazecie Wyborczej".
Do sprawy odniósł się również Przemysław Zieliński z zespołu prasowego Polskich Linii Kolejowych. Twierdzi, że windy na dworcu w Gdańsku Głównym nie działały ze względu na usterki spowodowane długotrwałymi niskimi temperaturami. Miały one być sprawne dzień po przygodach pani Angeliki.