Sylwester Gładyś zaginął. Córka profesora znalazła ciało
- Dziś nad Wisłą znalazłam ciało. To prawdopodobnie nie był mój tata - napisała pani Beata, córka zaginionego profesora Politechniki Warszawskiej Sylwestra Gładysia. Naukowiec zaginął kilka tygodni temu. Jego los jest nieznany.
Dr Sylwester Gładyś, ceniony profesor z Politechniki Warszawskiej, zaginął 24 lutego tego roku. Tego dnia wyszedł z mieszkania przy ul. Encyklopedycznej w Warszawie. Następnie wyrzucił śmieci, po czym skierował się w stronę Parku Młocińskiego. Od tamtej pory nie ma z nim kontaktu.
Sprawa od samego początku była bardzo pilna, bowiem 71-letni naukowiec powinien brać leki, których nie miał przy sobie w chwili zaginięcia. Niestety, mimo trwających już kilka tygodni poszukiwań nie udało się osiągnąć przełomu.
Pani Beata, córka profesora, relacjonuje w mediach społecznościowych, jak wyglądają poszukiwania. Ostatni post zamieściła w poniedziałek (13 kwietnia).
"Dziś nad Wisłą znalazłam ciało. To prawdopodobnie nie był mój tata. My raczej wiemy, że to nie on, ale czekamy na potwierdzenie od Policji. Dla jakiejś rodziny zakończy się dziś koszmar niepewności. I choć serce mi pękło, że to zapewne nie On, wiem, że komuś pomogłam. Moja siostra Gosia wysłała mnie dziś na trasę w okolicach Nowodworów, przy przystani promu Dudek. Michał - jeden z niezwykłych wolontariuszy, który pomaga nam jako część ekipy Daniela Dymińskiego - zasugerował, żeby tam też rozwiesić plakaty. Idąc brzegiem i obserwując wodę, natknęłam się na ciało. To osoba młodsza niż Tata, z dłuższymi ciemnymi włosami. Wezwałam policję. Na miejscu pracuje również prokurator - napisała pani Beata.
"Czekałam z tym ciałem 55 minut na policję. Bałam się podejść za blisko, ale nie chciałam od niego odejść. Jeśli jakaś rodzina osoby zaginionej o długich ciemnych włosach chciałaby ze mną porozmawiać, mogę podać trochę więcej szczegółów" - dodała córka zaginionego naukowca.
Kobieta napisała, że to doświadczenie nauczyło ją jednego - obserwowanie brzegu rzeki ma sens. Dlatego zaapelowała do internautów na Facebooku, aby brali udział w spacerach wzdłuż Wisły.
"Wczoraj Wisłą płynął duży statek - poruszył dno rzeki. To mogło sprawić, że ciało, które dziś znalazłam, wypłynęło na powierzchnię" - napisała pani Beata.
Według "Faktu" najbardziej prawdopodobna hipoteza wskazuje, że zaginiony dr Gładyś wpadł do Wisły. Na monitoringu nie widać, aby mężczyzna opuścił park. Poszukiwania będą trwały nadal.