"Nas tylko bito i gwałcono". Świat odwraca wzrok od Darfuru?
Lekarze bez Granic opublikowali wstrząsający raport o przemocy seksualnej w trakcie trwającego konfliktu w Sudanie. Ofiarami bojowników padają nawet malutkie dzieci. - Gwałty są narzędziem do upokorzenia, odebrania godności, pokazania dominacji - mówi o2.pl Draginja Nadażdin, dyrektor generalna polskiego biura organizacji.
- To cykl "Blisko Świata", w ramach którego piszemy na o2.pl o kryzysach humanitarnych, konfliktach zbrojnych i innych ważnych wydarzeniach w różnych zakątkach globu.
- W tym odcinku rozmawiamy z Draginja Nadażdin, dyrektor generalną polskiego oddziału organizacji Lekarze bez Granic.
- Organizacja opublikowała raport o przemocy seksualnej w Sudanie zatytułowany "Chcę Ci coś powiedzieć...".
- - Ta przemoc jest stosowana w sposób powszechny i systematyczny - mówi nasza rozmówczyni.
"Zabrali nas na otwartą przestrzeń. Pierwszy mężczyzna zgwałcił mnie dwukrotnie, drugi zrobił to raz, a trzeci cztery razy. Oprócz gwałtów bili nas kijami i celowali mi w głowę z broni" - opisuje jedna z ofiar przemocy seksualnej w Sudanie.
"Trzynastoletnia dziewczynka została zgwałcona przez trzech mężczyzn. Poszła z mamą na jej farmę cebuli. Powiedziała mamie, że chce przynieść trochę drewna na opał z pobliskiej doliny. Kiedy tam dotarła, zobaczyła trzech dżandżawidów (zbrojna milicja muzułmańska - przyp.). Złapali ją, zgwałcili, a potem porzucili w dolinie" - zrelacjonował 20 lutego 2025 roku 32-letni mężczyzna z Sudanu.
"Mężczyźni, jak mój mąż i bracia, chowali się w toaletach lub pokojach, które mogli zamknąć, bo inaczej zostaliby zabici. Kobiety się nie chowały, bo nas tylko bito i gwałcono, a mężczyzn zabijano" - zeznała 27-letnia kobieta w Darfurze Zachodnim 19 lutego 2025 roku.
Powyższe relacje pochodzą ze strony Lekarzy bez Granic. Organizacja opublikowała właśnie raport o przemocy seksualnej w pogrążonym w wojnie Sudanie, zatytułowany "Chcę Ci coś powiedzieć…". Z danych organizacji wynika, że w okresie od stycznia 2024 r. do listopada 2025 r. co najmniej 3396 ofiar przemocy seksualnej zgłosiło się po pomoc do placówek wspieranych przez Lekarzy bez Granic w Darfurze (region w zachodniej części Sudanu, gdzie od lat trwa wojna między separatystami a rządem). Niektóre ofiary nie miały nawet pięciu lat.
Przypomnijmy, że Sudan jest pogrążony w wojnie domowej od blisko trzech lat. O tym, jak wygląda prawdziwy obraz przemocy seksualnej w Sudanie, rozmawiamy z Draginją Nadażdin, dyrektorką polskiego biura Lekarzy bez Granic.
Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl: W okresie, który analizowali Lekarze bez granic, liczba osób, które doświadczyły przemocy seksualnej, wyniosła 3396. Jednocześnie w raporcie czytamy, że to tak naprawdę tylko ułamek skali tego zjawiska. Czy istnieją dane, które realnie wskazują, jak wiele może być ofiar przemocy seksualnej w Sudanie?
Draginja Nadażdin, Lekarze bez Granic: Nasze zespoły przygotowały ten raport, ponieważ osoby, którym Lekarze bez Granic pomagali w tym okresie w Darfurze Północnym i Południowym, zgłaszały takie przypadki. My również widzieliśmy to bezpośrednio, ponieważ skutki przemocy seksualnej mają bardzo poważne konsekwencje fizyczne i medyczne. Kiedy mówimy o liczbie 3396 osób, mamy na myśli tych, którym nasze zespoły udzieliły pomocy w Północnym i Południowym Darfurze.
Pamiętajmy jednak, że wojna domowa toczy się w całym Sudanie. Skala przemocy seksualnej jest bardzo trudna do oszacowania. Dla nas jasne jest, że nawet w samym Darfurze spotkaliśmy tylko część ofiar i mogliśmy pomóc jedynie części osób, które doświadczyły tej przemocy.
W zdecydowanej większości są to dziewczęta i kobiety. W wielu miejscach Sudanu brakuje obecnie jakiegokolwiek wsparcia ze strony organizacji międzynarodowych. Tym bardziej nie ma możliwości, by w odpowiedzialny sposób oszacować, ile osób doświadcza lub doświadczyło przemocy seksualnej.
Wspomniano, że ta przemoc powoduje poważne skutki medyczne. Czy może pani powiedzieć więcej na ten temat?
Osoby, którym pomagaliśmy w Darfurze, opowiadały o przemocy seksualnej, której często towarzyszyły także inne formy przemocy, np. bicie. Skutki zdrowotne są bardzo poważne - to przede wszystkim ogromna trauma psychiczna. Wiele osób próbuje sobie z nią radzić, ale dostęp do pomocy humanitarnej i medycznej w Darfurze jest niewielki. W przypadku przemocy seksualnej często dochodzi do poważnych uszkodzeń narządów płciowych. Niektóre osoby mówiły nam, że w wyniku tych doświadczeń nie mogą później zajść w ciążę. W przypadku gwałtu pomoc powinna zostać udzielona natychmiastowo, ale ofiary często opowiadają nam o zdarzeniach, które miały miejsce rok lub dwa lata temu.
Chcę też podkreślić, że każda osoba, która powierzyła nam swoją historię, wykazała się ogromną odwagą. W swoich społecznościach często spotykają się ze stygmatyzacją — zarówno one, jak i ich rodziny. Trzeba też odnotować, że aż 20 proc. osób, którym pomagaliśmy, to osoby poniżej 18. roku życia. W ich przypadku skutki są szczególnie dotkliwe. Trauma, lęk o przyszłość, niepewność co do dalszego życia - to jest to, co im towarzyszy.
Co więcej, aż 41 dzieci miało mniej niż pięć lat w momencie, gdy doświadczyły przemocy seksualnej. I cały czas mówimy tylko o osobach, które znalazły się w tej grupie 3396 pacjentów. Wiele innych osób nie dotarło do nas albo nie ma do kogo się zwrócić, często też boi się mówić o tym, co je spotkało.
Dlaczego sprawcy stosują przemoc seksualną wobec ludności cywilnej?
Ta przemoc jest stosowana w sposób powszechny i systematyczny. Nasze rozmówczynie podkreślają, że przemoc wobec kobiet w Darfurze była obecna już przed wojną, ale konflikt znacząco zwiększył jej skalę.
Jeśli chodzi o sprawców, to w zdecydowanej większości są to członkowie formacji zbrojnych, głównie Sił Szybkiego Wsparcia (RSF) oraz powiązanych z nimi grup. Gwałty są narzędziem do upokorzenia, odebrania godności, pokazania dominacji wobec osób pokrzywdzonych. Są tak powszechne, że nie da się mówić o konflikcie w Sudanie bez uwzględnienia ich roli.
Z raportu wynika, że kobiety padają ofiarami przemocy nie tylko podczas działań wojennych, ale także w codziennych sytuacjach - w drodze po wodę, jedzenie czy podczas ucieczki do obozów. Naprawdę nie ma miejsca w Sudanie, gdzie kobiety mogłyby się poczuć bezpiecznie?
Nasz raport pokazuje jasno - kobiety i dziewczęta nie są bezpieczne nigdzie. Do przemocy dochodzi nie tylko na linii frontu, ale także podczas codziennych czynności. Niewystarczająca pomoc humanitarna dodatkowo zwiększa ryzyko - ludzie muszą wychodzić po wodę czy jedzenie, narażając się na ataki.
Widzieliśmy to również podczas likwidacji obozu dla uchodźców Zamzam, gdzie mieszkało około pół miliona osób. Wtedy przemoc seksualna była stosowana jako forma dodatkowego ukarania i upokorzenia. Podobne sytuacje miały miejsce po zdobyciu miasta Al-Faszir. Osoby, którym pomagaliśmy, opowiadały o atakach podczas ucieczki. Przemoc zgłaszano także podczas pracy na polu czy zbierania drewna - 22 proc. osób wskazało właśnie takie okoliczności. W większości przypadków sprawcami byli członkowie grup zbrojnych - w Darfurze Północnym aż 95 proc. przypadków, a w Południowym około 60 proc.
Czy ofiary gwałtów zmagają się ze stygmatyzacją ze strony bliskich?
Niestety tak, dlatego nasz raport został opublikowany pt. "Chcę ci coś powiedzieć". Ma to podkreślić odwagę osób, które zdecydowały się mówić. Ważne jest budowanie wsparcia na poziomie lokalnych społeczności. Oferujemy pomoc medyczną i psychologiczną, ale równie istotne jest wzmacnianie mechanizmów wsparcia społecznego.
Pracujemy również z lokalnymi liderkami i społecznościami, organizując grupy wsparcia i działania edukacyjne. Kluczowe jest przełamywanie barier w dostępie do pomocy oraz przeciwdziałanie stygmatyzacji. Jednocześnie potrzebne jest większe zaangażowanie społeczności międzynarodowej, zarówno w zakresie pomocy humanitarnej, jak i nacisku na strony konfliktu, by przestrzegały prawa humanitarnego i chroniły ludność cywilną.
Raport kończy się apelem do stron konfliktu i organizacji międzynarodowych o pilne działanie. Czy świat wystarczająco reaguje na to, co dzieje się w Sudanie, czy wręcz przeciwnie – odwraca oczy od dramatu ludności cywilnej?
15 kwietnia minie kolejna rocznica wybuchu wojny w Sudanie. W Berlinie odbędzie się konferencja organizowana przez kraje Unii Europejskiej, poświęcona temu kryzysowi, co pokazuje, że istnieje świadomość jego skali.
Z naszej perspektywy obecność ONZ na miejscu wciąż jest niewystarczająca. Potrzebne jest zwiększenie pomocy - medycznej i humanitarnej. To jest kluczowy moment, w którym musimy przypominać o Sudanie i nie traktować tego konfliktu jako czegoś odległego. To problem, który w pewnym sensie jest wpisany w historię tego kraju. Przemoc seksualna w Sudanie występowała już przed obecną wojną. Dziś musimy szczególnie myśleć o wszystkich kobietach, dziewczętach oraz mężczyznach, którzy jej doświadczają lub mogą doświadczyć - właśnie dlatego, że trwa konflikt, a struktury rodzinne i lokalne zostały rozbite.
Obecnie brakuje nie tylko pomocy, ale także świadomości konsekwencji przemocy seksualnej. Jednocześnie w Sudanie utrzymuje się poczucie bezkarności wśród sprawców, co pogłębia stan nierówności pod względem płci. To również moment, w którym pokazanie, że interesujemy się tą sytuacją, może przełożyć się na realne działania. Mam nadzieję, że decydenci zarówno w Polsce, jak i w innych krajach będą myśleć o Sudanie, a w szczególności o Darfurze, w sposób bardziej systemowy i skuteczny.
Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl
Wojna w Sudanie. Tło konfliktu
Konflikt w Sudanie rozpoczął się w kwietniu 2023 roku. Po jednej z jego stron znajduje się armia rządowa, której przewodzi Abd al-Fattah al-Burhan, rządzący de facto krajem od 2019 roku. Po drugiej - Siły Szybkiego Wsparcia (RSF), którymi dowodzi Muhammad Hamdan Dagalo Musa "Hemedti". Symbolem tragicznych skutków konfliktu było oblężenie Al-Faszir przez siły RSF. Miasto upadło, a oddziały Hemedtiego rozpoczęły krwawą rzeź mieszkańców. Ofiary liczone są w dziesiątkach tysięcy. ONZ określiła wojnę w Sudanie mianem największego kryzysu humanitarnego świata. W kraju, który liczy 50 mln mieszkańców, aż 13 mln to wewnętrzni uchodźcy.