Urlop w Turcji zamienił się w koszmar. Przez pomyłkę trafił do więzienia

47-letni Carl Ratcliffe, turysta z Wielkiej Brytanii, został zatrzymany przez policję w Bodrum i trafił do więzienia, ponieważ atak astmy, który u niego wystąpił, pomylono z... upojeniem alkoholowym. Piekło mężczyzny trwa nadal. Od ponad miesiąca nie może opuścić Turcji. Znamy szczegóły.

ddUrlop w Turcji zamienił się w koszmar. Przez pomyłkę trafił do więzienia
Źródło zdjęć: © Facebook (The Mirror), Pixabay
Agnieszka Potoczny-Łagowska

O sprawie pisze "The Mirror". Anglik Carl Ratcliffe przyleciał do Bodrum 10 czerwca tego roku na ośmiodniowy urlop w luksusowym tureckim obiekcie - Susona Hotel. Towarzyszyła mu narzeczona Natalia Flynn. Zgodnie z opisem dziennika wyjazd szybko przestał przypominać udany wypoczynek, a przerodził się w koszmar. Otóż po dwóch dniach pobytu mężczyzna doznał ciężkiego ataku astmy.

Ratcliffe cierpi na zagrażającą życiu astmę chwiejną. Po wspomnianym incydencie 47-latek trafił do szpitala w Bodrum, a tam lekarze wprowadzili go w śpiączkę farmakologiczną. Świadomość odzyskał dopiero po trzech dniach. W końcu wypisano go z lecznicy. Wrócił do hotelu. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść.

Urlop w Turcji zamienił się w koszmar. Przez pomyłkę trafił do więzienia

Gdy para czekała na zaświadczenie "fit to fly" (czyli zdolny do lotu - przyp.), które miało umożliwić powrót do domu w Wielkiej Brytanii, 23 czerwca u 47-latka doszło do kolejnego ataku astmy. "The Mirror" podaje, że Ratcliffe oglądał wówczas w barze mecz Anglii z Ghaną, a jego stan nagle gwałtownie się pogorszył. Inni turyści wezwali pomoc medyczną.

Na miejsce przyjechał ratownik na motocyklu. Ratcliffe twierdził w rozmowie z "The Mirror", że w trakcie całego zdarzenia z impetem osunął się na pojazd i przewrócił go na drogę. Przejeżdżający obok policjanci zinterpretowali tę sytuację jako celowe zachowanie... osoby nietrzeźwej.

Mężczyzna relacjonował dziennikowi, że próbował tłumaczyć funkcjonariuszom, iż nie może oddychać i ma atak astmy, ale usłyszał, że nie rozumieją angielskiego. Z jego wersji wynika, że tureccy policjanci chcieli przeprowadzić badanie alkomatem, a kiedy nie był w stanie dmuchnąć, zatrzymali go m.in. pod zarzutem stawiania oporu, odmowy badania i znieważenia funkcjonariuszy.

14 godzin w policyjnym areszcie i badanie bez alkoholu we krwi

Zamiast do szpitala Ratcliffe trafił na komisariat w Bodrum. Jak opisywał w rozmowie z "The Mirror", został rozebrany do krótkich spodenek i zamknięty w małej celi. Wspominał też, że warunki były skrajnie złe, a w rogu znajdował się prowizoryczny otwór pełniący funkcję toalety.

Po kilku godzinach, jak relacjonował, jego oddech się uspokoił. Później przewieziono go na inny komisariat, gdzie pobrano odciski palców i wykonano policyjne zdjęcia. Mężczyzna twierdził również, że uzbrojeni funkcjonariusze mieli mu grozić użyciem broni, gdy nie trzymał rąk w widocznym miejscu.

Ratcliffe przekazał, że w sumie spędził w celi 14 godzin, a następnie stanął przed sądem. Według "The Mirror" wyniki badań krwi potwierdziły, że nie pił alkoholu, co doprowadziło do zwolnienia go z zarzutów związanych z rzekomym upojeniem.

Zakaz opuszczenia Turcji i rosnące koszty pobytu

Mimo że - jak twierdził Ratcliffe - sąd uznał, iż doszło do medycznego nagłego przypadku, mężczyzna od ponad 30 dni nie może wrócić do Wielkiej Brytanii. Z jego relacji wynikało, że sędzia nałożył ograniczenia w podróżowaniu ze względu na dalsze wyjaśnianie wątku dotyczącego motocykla.

Ratcliffe twierdził, że on i jego narzeczona od razu deklarowali pokrycie ewentualnych realnych szkód, także z polisy ubezpieczeniowej, ale mimo to na paszport nałożono blokadę wyjazdu na czas postępowania.

"The Mirror" podaje, że Brytyjczyk utknął w Turcji, a skutki finansowe sytuacji ocenia już na 10 tys. funtów. W tej kwocie mają się mieścić m.in. koszty zakwaterowania, obsługi prawnej, życia na miejscu oraz zobowiązań w Wielkiej Brytanii, w tym rat hipotecznych.

Ratcliffe podkreślał, że najbardziej obawia się kolejnego ataku astmy i ponownego kontaktu ze szpitalem w trakcie trwającej sprawy. - To, co przeszedłem, jest absurdalne - mówił, cytowany przez "The Mirror".

Rodzina i brytyjskie służby konsularne reagują

Matka mężczyzny, 65-letnia Francine Kelly z hrabstwa Down w Irlandii Północnej, mówiła "The Mirror", że jest zdruzgotana tym, jak potraktowano w Turcji jej syna i że chce, aby w końcu bezpiecznie wrócił do Wielkiej Brytanii.

Gazeta przytoczyła także stanowisko brytyjskiego Foreign Office (to departament rządowy odpowiadający za m.in. politykę zagraniczną - przyp.). Rzecznik przekazał w pisemnym komentarzu: "Wspieramy Brytyjczyka w Turcji i pozostajemy w kontakcie z lokalnymi władzami".

"The Mirror" informuje, że o komentarz zwrócono się również do policji w Bodrum oraz Bodrum American Hospital. Jednak do czasu publikacji artykułu odpowiedź nie nadeszła.

Wybrane dla Ciebie