Aleksander Sławiński| 

USA płoną. Zamieszki po śmierci George'a Floyda. Pentagon nie wyklucza interwencji

575

W Stanach Zjednoczonych już czwarty dzień trwają zamieszki wywołane śmiercią czarnoskórego George'a Floyda w czasie brutalnej interwencji policji. Rozruchy są coraz bardziej gwałtowne i rozszerzają się na kolejne miasta. Donald Trump postawił wojsko w stan gotowości.

Zamieszki wybuchają w kolejnych amerykańskich miastach.
Zamieszki wybuchają w kolejnych amerykańskich miastach. (Anadolu Agency via Getty Images)

Od poniedziałku, gdy w wyniku interwencji policji w Minneapolis zmarł 46-letni George Floyd, w całym kraju trwają protesty przeciwko dyskryminacji osób czarnoskórych i brutalności funkcjonariuszy. Demonstracjom często towarzyszą walki uliczne, podpalane są komisariaty i radiowozy, a sklepy są plądrowane.

Choć podduszający Floyda policjant Derek Chauvin został zwolniony i oskarżony o morderstwo, to rozruchy pojawiają się w kolejnych miastach. W piątek tłumy protestujących wdarły się i zdewastowały siedzibę CNN w Atlancie. Walki z policją trwały m.in. w Nowym Jorku i Seattle, a pod Białym Domem zebrały się setki demonstrantów. Łącznie w czasie rozruchów dotychczas zginęły trzy osoby.

W obliczu coraz gwałtowniejszego przebiegu zamieszek administracja Donalda Trumpa przygotowuje się do ewentualnego wysłania armii do zaprowadzenia porządku na ulicach amerykańskich miast. Ostatni raz miało to miejsce w 1992 roku, gdy w Los Angeles trwały protesty po zabiciu przez policjanta czarnoskórego Rodneya Kinga.

W piątek Donald Trump zapowiedział na Twitterze brak tolerancji dla "bandziorów", twierdząc, że "gdy zaczyna się plądrowanie, zaczyna się też strzelanie".

Trwa ładowanie wpisu:twitter

Zamieszki w USA. Inwerwencja wojska?

Jak donosi Associated Press, żołnierzom z jednostek Fort Bragg w Karolinie Północnej oraz Fort Drum w stanie Nowy Jork polecono być gotowymi w ciągu czterech godzin od wydania rozkazu o interwencji. Wojskowi z dwóch kolejnych baz mają być gotowi w ciągu 24 godzin.

W piątek prezydent USA poprosił sekretarza obrony Marka Espera o przygotowanie możliwych scenariuszy przywrócenia ładu przy pomocy armii. Powodem jest szerzący się chaos, fala podpaleń, rabunków prywatnych sklepów i wandalizmu. Trump chciał przede wszystkim znać możliwości szybkiego reagowania wojska w okolicach Minneapolis, gdzie spirala przemocy w każdej chwili może się wyrwać spod kontroli.

Jeden z ważnych urzędników Pentagonu, który woli zachować anonimowość, twierdzi, że gdy głowa państwa zapytała o możliwość zaprowadzenia porządku, wojskowi po prostu wyjęli z szuflady gotowy scenariusz. Jest on oparty na Ustawie o Powstaniach, pochodzącej jeszcze z początków XIX wieku.

Jeśli prezydent postanowi odpowiedzieć siłą, może to doprowadzić do jeszcze większej eskalacji. Będzie też sygnałem, że władze stanowe i lokalne nie umieją poradzić sobie z zadaniem uspokojenia nastrojów - twierdzi Brad Moss, waszyngtoński specjalista od spraw bezpieczeństwa wewnętrznego.

Gubernator Minnesoty, gdzie sytuacja jest najtrudniejsza, skierował 500 członków Gwardii Narodowej do Minneapolis oraz sąsiedniego St. Paul. Z kolei burmistrz miasta, Jacob Frey, wprowadził w piątek godzinę policyjną, zaczynającą się o 20:00. Jednak wydarzenia ostatniej nocy świadczą o tym, że środki te okazały się nieskuteczne.

Zobacz także: USA. "Władze przespały ten moment". Kolejny stan ma olbrzymi problem

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić