W Czarnobylu był już ponad 100 razy. Polak mówi, jak żyją tam ludzie

Krystian Machnik, organizator wypraw i założyciel Napromieniowani.pl, wraca do strefy czarnobylskiej mimo wojny w Ukrainie. W rozmowie z "Faktem" tłumaczy, dlaczego dziś wjeżdża tam głównie z pomocą humanitarną i jak wygląda codzienność ok. 30 samosiołów, którzy mieszkają na południu strefy.

.Krystian Machnik.
Źródło zdjęć: © Facebook, Napromieniowani.pl
Edyta Tomaszewska

Krystian Machnik przekonuje, że samo przebywanie w okolicach Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej nie musi oznaczać natychmiastowego zagrożenia. W strefie czarnobylskiej był już 127 razy, łącznie ok. 440 dni. Podkreśla, że kluczowe jest trzymanie się procedur bezpieczeństwa i unikanie niepotrzebnego ryzyka.

Machnik zaznacza, że od jego pierwszej wizyty mija właśnie 13 lat. Pierwszy raz pojechał tam w lipcu 2013 r. z ciekawości, chcąc zobaczyć, jak wygląda teren opuszczony przez ludzi po kilkudziesięciu latach. Z czasem temat na tyle go wciągnął, że stał się elementem jego aktywności.

Wyprawy do Czarnobyla po 2022 r. To już głównie pomoc

Po wybuchu wojny w Ukrainie charakter wyjazdów - jak relacjonuje Machnik - zmienił się zasadniczo. Zamiast eksploracji czy dokumentowania miejsca, dominują działania pomocowe. Organizator wypraw tłumaczył, że jego grupa jeździ przede wszystkim do samosiołów (samoosiedleńców), czyli osób, które po ewakuacji wróciły do strefy nielegalnie i mieszkają tam do dziś.

Walczą z ogniem w Czarnobylu. Płonie ponad 1100 ha lasów

Według jego relacji w strefie czarnobylskiej zostało ok. 30 samosiołów. Machnik mówił, że pomoc dla nich zaczęła się jeszcze przed wojną, a po 2022 r. działania stały się intensywniejsze. W rozmowie z "Faktem" opisywał też wsparcie dla służb na miejscu - wskazywał m.in. dozymetrystów, czyli osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo radiacyjne.

Dlaczego cywile nie wjadą do strefy czarnobylskiej

Machnik podkreśla, że turystyka w Czarnobylu nie funkcjonuje od 2022 r., czyli od momentu wkroczenia Rosjan do strefy zamkniętej. Jak tłumaczył, cywile nie są tam wpuszczani, a on i jego współpracownicy mogą wjeżdżać wyłącznie dlatego, że realizują dostawy i działania humanitarne dla samosiołów.

Samosioły to ludzie zazwyczaj uśmiechnięci, bardzo elokwentni. Cieszą się, że ktoś do nich przyjedzie, bo jak ktoś przyjeżdża raz na miesiąc, to są uradowani, kiedy ktoś w końcu ich odwiedził - ujawnia rozmówca "Faktu".

Jak wygląda codzienność samosiołów w strefie zamkniętej

Machnik podkreśla, że strefa czarnobylska to teren rozległy i zróżnicowany, a zamieszkałe miejsca znajdują się na południu - tam, gdzie skażenie ma być najmniejsze. Jak tłumaczył, codzienność samosiołów bardziej przypomina realia dawnej wsi: drewniane domy, niewielkie gospodarstwa i pola uprawiane tuż obok zabudowań.

W rozmowie z "Faktem" zwracał uwagę na to, że wyobrażenia o Czarnobylu często są "filmowe" - kojarzą się z ponurą, szarą postapokalipsą. On sam opisuje jednak inny obraz, szczególnie latem: kolor, ciszę i zwykłe życie.

Czarnobyl nie jest miejscem tak groźnym, jak je malują. Nie jest tak, że jak tam wjedziemy, to od razu coś nam grozi, od razu skazujemy się na śmierć. Jest to miejsce, gdzie trzeba się naprawdę postarać, żeby zrobić sobie krzywdę. Oczywiście nie jest to niemożliwe, ale na ogół samo przebywanie tam nie stanowi zagrożenia - mówi "Faktowi" Krystian Machnik.
Wybrane dla Ciebie