Większość Rosjan bierna wobec wojny. Ekspert wskazuje, co zmieni sytuację
Rosyjskie społeczeństwo pozostaje w większości bierne wobec wojny z Ukrainą. Politolog Iwan Preobrażeński wskazuje, że realne protesty może uruchomić kryzys gospodarczy, a nie sytuacja wojenna.
Najważniejsze informacje
- Politolog Iwan Preobrażeński ocenia, że 60–70 proc. Rosjan przyjmuje wobec wojny postawę bierności.
- Ewentualne protesty mogą wynikać z pogorszenia sytuacji gospodarczej i nowej, masowej mobilizacji.
- Rosja inwestuje w zbrojeniówkę i nie brakuje jej broni, ale traci „więcej żołnierzy, niż może sobie realnie pozwolić”.
Pierwsze cztery lata wojny nie przyniosły zasadniczej zmiany postaw społecznych w Rosji – twierdzi politolog Iwan Preobrażeński. W rozmowie z PAP ekspert mówi o dominującej bierności i o tym, że milcząca większość de facto akceptuje konflikt. Wskazuje też, że w ostatnich miesiącach na pierwszy plan wysuwa się presja ekonomiczna na obywateli i biznes. Jak podaje PAP, to właśnie gospodarka, a nie przebieg działań na froncie, może stać się zapalnikiem niepokojów.
Około 15 proc. ludności aktywnie popiera agresję, zbiera fundusze, organizuje jakieś grupy wolontariuszy, jeździ pomagać na froncie i opowiada się za kontynuacją wojny do zwycięskiego końca. Mniej więcej tyle samo - od 12-15 proc. wypowiada się przeciwko wojnie. Przestali oni w praktyce występować publicznie, ale nawet państwowe ośrodki socjologiczne - nawet biorąc pod uwagę to, że nie jest to oczywiście żadna socjologia i większość ludzi odmawia odpowiedzi - odnotowują, że mniej więcej taka liczba ludzi mówi, że raczej jest przeciwko wojnie. I jest około 60-70 proc. ludności, które jest absolutnie bierne, które stara się nie dostrzegać, że trwa wojna - powiedział Preobrażeński.
Atomowa deklaracja Kremla. "To absolutny priorytet"
Politolog zauważa, że pod koniec 2025 r. i w 2026 r. w Rosji przyspieszyły strukturalne zmiany w gospodarce. Władze mocno podnoszą podatki, tną świadczenia, wyciskają więcej środków z ludności i biznesu. To zaczyna generować zaległości płacowe, niezadowolenie i strajki. Według Preobrażeńskiego tworzy się też nowa, aktywna grupa popierająca wojnę – osoby, które wcześniej żyły poniżej progu ubóstwa, a dzięki pieniądzom związanym z wojną poprawiły swój status. Ich liczbę ocenia na 3–4 proc.
Zasoby militarne: broń jest, brakuje ludzi
Ekspert podkreśla, że dzięki ogromnym nakładom na przemysł zbrojeniowy Rosji nie brakuje uzbrojenia. Problemem pozostaje jednak ludzki potencjał. Rosja traci „więcej żołnierzy, niż może sobie realnie pozwolić". Jego zdaniem przez lata łagodzono ten deficyt najemnikami, także z zagranicy, a nawet wsparciem wojskowych z Korei Północnej. Mimo to wisi ryzyko nowej mobilizacji, co mogłoby wprost przełożyć się na nastroje społeczne.
Wojna nie doprowadzi do protestów?
Preobrażeński zaznacza, że wybuch niezadowolenia mógłby nastąpić w dwóch sytuacjach: przy poważnym załamaniu gospodarczym oraz w razie ogłoszenia masowej, oficjalnej mobilizacji. - Jedyny możliwy czynnik protestu, to czynnik ekonomiczny, może społeczno-ekonomiczny – wskazuje. Zwraca uwagę, że część przemysłu może nie wytrzymać presji kosztów i braków kadrowych, co dodatkowo podgrzeje napięcia.
Biorąc pod uwagę to, na ile pogarsza się sytuacja gospodarcza, to choć to mało prawdopodobne, ale jest jednak niewielka nadzieja, że władze rosyjskie będą musiały przejść od imitowanych do prawdziwych negocjacji pokojowych i do poszukiwania jakiegoś kompromisu - powiedział Preobrażeński.
Źródło: PAP