Wjechał autem nad Morskie Oko. Ukrainiec nie zgadza się z karą
Influencer z Ukrainy przeprosił za wjazd samochodem nad Morskie Oko w Tatrach. Ukraińcowi grozi zakaz wjazdu do Polski na 5 lat z powodu naruszenia porządku publicznego i złamania przepisów parku narodowego. Andrij Gawryliw podkreśla jednak, że nie akceptuje nałożonej na niego kary.
Najważniejsze informacje
- Andrij Gawryliw wjechał samochodem nad Morskie Oko łamiąc zakaz obowiązujący w Tatrzańskim Parku Narodowym.
- Po publikacji zdjęć sprawą zajęły się polskie władze – grozi mu zakaz wjazdu do Polski na 5 lat.
- Influencer tłumaczy, że kierował się wskazówkami nawigacji i przeprasza, ale uznaje sankcje za niezasadne.
Ukraiński influencer Andrij Gawryliw opublikował w internecie fotografie, na których widać go przy sportowym samochodzie nad Morskim Okiem. Sprawa szybko wzbudziła kontrowersje w Polsce, bo wjazd prywatnym autem na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego jest zabroniony.
Influnecer pod lupą polskich władz po publikacji zdjęć
Po ujawnieniu sprawy głos zabrał premier Donald Tusk, który zażądał od MSWiA pilnych wyjaśnień oraz rozliczenia sprawcy. Sytuację potwierdził także szef MSWiA Marcin Kierwiński, zapowiadając konsekwencje wobec Gawryliwa. Według przekazanych informacji, Ukraińcowi grozi zakaz wjazdu do Polski na 5 lat z powodu naruszenia porządku publicznego i złamania przepisów parku narodowego.
Dalsze decyzje mogą oznaczać również zakaz wjazdu do innych krajów strefy Schengen. Tego typu kary – zdaniem przedstawicieli polskich władz – są konsekwencją łamania prawa w szczególnie chronionych miejscach przyrodniczych.
Tłumaczenia Gawryliwa: winna była nawigacja?
W odpowiedzi na lawinę krytyki Andrij Gawryliw opublikował nagranie, w którym wyjaśnił swoją wersję wydarzeń. Zaznaczył, że przyjechał nad Morskie Oko, kierując się trasą wskazaną przez nawigację.
Przy wjeździe na teren rezerwatu był szlaban, ale był podniesiony. Po drodze nie spotkałem pracowników parku, służb ani policji. Nie zauważyłem też znaku zakazu ruchu, ale biorę za to odpowiedzialność – mówił influencer na opublikowanym materiale.
W tych samych wyjaśnieniach Gawryliw przyznał, że wyjazd nie miał na celu wywołania szkód ani naruszenia bezpieczeństwa innych osób. – Nikomu nie zrobiłem krzywdy, niczego nie ukradłem i niczego nie zniszczyłem – tłumaczył. Jednocześnie przeprosił wszystkich, którzy poczuli się urażeni jego zachowaniem oraz wyjaśnił, że dobrowolnie wrócił już na Ukrainę.
Spór o wysokość kary i dalsze konsekwencje
Decyzja polskich władz o możliwości nałożenia wieloletniego zakazu wjazdu została przez Gawryliwa oceniona jako zbyt surowa. Influencer argumentuje, że samo złamanie zakazu wjazdu na teren chroniony nie powinno być podstawą do aż takich sankcji, zwłaszcza jeśli nie doszło do popełnienia przestępstwa. Jeszcze raz podkreślił, że bierze odpowiedzialność za swoje czyny, ale uważa grożącą mu karę za nieproporcjonalną do przewinienia.
Zgromadzone wokół sprawy komentarze pokazują, że w Polsce kwestia ochrony przyrody i egzekwowania przepisów na terenie parków narodowych jest traktowana bardzo poważnie. Według dostępnych informacji, ostateczne rozstrzygnięcia w tej sprawie będą zależeć od decyzji odpowiednich służb i ministerstw.