Bydgoszcz. Rodzina odcięta od drogi. Nawet karetka nie dojedzie

Rodzina Kostrzewskich z Bydgoszczy straciła jedyny dojazd do domu wynajmowanego od PKP i dziś, by dostać się na posesję, przechodzi przez czynne tory. Jak opisuje "Interwencja" Polsat News, droga została zamknięta po pojawieniu się prywatnego właściciela działki i nawet służby ratunkowe nie mają jak dojechać.

ssBydgoszcz. Rodzina odcięta od drogi. Nawet karetka nie dojedzie
Źródło zdjęć: © Facebook (Interwencja), Pixabay
Agnieszka Potoczny-Łagowska

Państwo Marlena i Leszek Kostrzewscy od lat mieszkają w budynku należącym do PKP, położonym między trzema liniami kolejowymi w Bydgoszczy. Jak ujawnia "Interwencja" Polsat News, od 23 kwietnia br. rodzina nie ma dostępu do drogi koniecznej. W praktyce oznacza to konieczność zostawiania auta przy przejeździe kolejowym i dalsze dojście pieszo przez kilka torów.

Kostrzewscy relacjonują w reportażu, że wcześniej traktowali sąsiednią działkę jako teren, z którego można korzystać, bo przez lata wyglądała na nieużytkowaną, a w okolicy składowano tam m.in. miejską zieleń. Sytuacja zmieniła się, gdy pojawił się nowy właściciel, który wykupił działkę wraz z drogą prowadzącą do domu i ją zagrodził.

Bydgoszcz. Rodzina odcięta od drogi. Nawet karetka nie dojedzie

Z materiału "Interwencji" wynika, że przez lata PKP nie uregulowały formalnie dostępu do własnej infrastruktury na tym obszarze. Kostrzewscy podkreślają, że w księdze wieczystej nie wpisano służebności przejazdu, a blokada dotyka nie tylko ich rodziny. Według mieszkańców utrudniony stał się również dojazd do elementów kolejowej infrastruktury, m.in. nastawni i urządzeń związanych z ruchem.

Okazało się, że w księdze wieczystej nie jest zapisana służebność przejazdu. Tam ma powstać magazyn kontenerowy. PKP były powiadomione, ale nie zareagowały. Mogli wystąpić do urzędu, że mają drogę konieczną - żalą się w "Interwencji" Kostrzewscy.

Michał Stilger z PKP SA przekazuje w rozmowie z dziennikarzami "Interwencji", że spółka wcześniej nie występowała o zasiedzenie terenu, bo spór nie istniał. Dodaje też, że PKP próbowały mediacji z właścicielem działki, jednak kontakt pozostaje utrudniony, ponieważ mężczyzna przebywa za granicą.

Przejście przez tory i obawy o dojazd karetki

Codzienne funkcjonowanie rodziny, jak pokazano w "Interwencji", sprowadza się do ryzykownej przeprawy przez czynne tory. Materiał podaje, że w rejonie widać patrole Straży Ochrony Kolei, policji i żandarmerii, a samo przechodzenie może skończyć się interwencją służb.

W reportażu opisano też sytuację, gdy dyspozytor ruchu, widząc dziennikarzy idących w stronę posesji Kostrzewskich, zadzwonił pod numer 112, a sprawa zakończyła się pouczeniem (choć mogła mandatem).

Dla Kostrzewskich kluczową kwestią pozostaje jednak bezpieczeństwo. Podkreślają, że żaden pojazd nie ma możliwości dojazdu pod dom, co w praktyce wyklucza szybki przyjazd karetki czy straży pożarnej.

W materiale wskazano, że Leszek Kostrzewski jest po zawale i obawia się, że w razie nagłego pogorszenia stanu zdrowia pomoc nie dotrze na czas.

40 lat inwestycji w wynajmowany dom i propozycja PKP

Rodzina tłumaczy w "Interwencji", że przez ok. 40 lat wielokrotnie remontowała wynajmowaną od kolei 80-metrową część budynku i finansowała większość prac z własnej kieszeni. Kostrzewscy mówią, że kolej wykonała jeden remont dachu, natomiast m.in. wymianę pieca centralnego ogrzewania przeprowadzili sami, zaciągając kredyt. Jak podają, modernizacja kosztowała ich 50 tys. zł.

W reportażu wskazano również, że małżeństwo płaci co miesiąc ponad 1100 zł czynszu. PKP miały zaproponować Kostrzewskim kilka dni temu do wyboru dwa niewielkie mieszkania wymagające gruntownego remontu, przy czym koszty takich prac leżałyby po stronie najemców. Rodzina nie ukrywa jednak, że chce zostać w dotychczasowym domu.

Sąsiedzi też odczuli skutki blokady, miasto szuka wyjścia

Utrudnienia dotknęły także mieszkańców sąsiedniej ulicy Śluzowej. W materiale mowa o dziesięciu rodzinach, które zachowały wprawdzie wejścia do domów od ulicy, ale straciły dojazd do garaży i podwórek od drugiej strony budynków.

W "Interwencji" przytoczono zapis telefonicznej rozmowy dziennikarza z pełnomocnikiem właściciela terenu, który uznał zarzuty za bezzasadne i wskazał, że była propozycja odpłatnego korzystania z przejazdu. Mieszkańcy odpowiadają, że wysyłali pisma do właściciela, lecz te wracały i nie doszło do porozumienia.

Ponieważ rozmowy między PKP a właścicielem działki nie przyniosły dotąd rezultatu, do działań włączył się urząd miasta.

Magistrat analizuje dwa możliwe warianty rozwiązania problemu. Pierwszy zakłada zaproponowanie właścicielowi zamiany części gruntu oraz odtworzenie drogi w jej dawnym przebiegu. Drugi przewiduje zakup innej niezabudowanej działki i wytyczenie na niej nowej drogi. Jak zaznaczono w materiale, na razie nie wiadomo, jak długo potrwają związane z tym procedury formalne.

Wybrane dla Ciebie