Piłkarz śmiertelnie pobity. Rodzice po wyroku: "To jest kpina"

Sąd Rejonowy w Sosnowcu skierował trzech sprawców śmiertelnego pobicia 28-letniego Marcina Mizi, piłkarza i strażnika więziennego, do zakładu poprawczego. Jak podaje "Fakt", rodzice ofiary płakali po ogłoszeniu wyroku. W rozmowie z tabloidem mówili o poczuciu krzywdy. - To jest niesprawiedliwe dla naszego dziecka - żalił się tabloidowi ojciec zmarłego.

xPiłkarz śmiertelnie pobity. Rodzice po wyroku: "To jest kpina". Na zdjęciu Marcin Mizia
Źródło zdjęć: © Facebook
Agnieszka Potoczny-Łagowska

Jak informuje "Fakt", sprawcy dramatu - Wiktor, Jakub i Dominik - mają dziś po 18 lat i zgodnie z prawem w Polsce mogą przebywać w poprawczaku maksymalnie do ukończenia 21. roku życia. Będą tam więc tylko przez najbliższe trzy lata. Orzeczenie jest nieprawomocne, a do czasu jego uprawomocnienia skazani pozostaną w schronisku dla nieletnich.

Sosnowiec. Piłkarz śmiertelnie pobity. Rodzice po wyroku: "To jest kpina"

Dziennik przypomina, że tragedia rozegrała się 9 czerwca 2024 r. Wówczas 28-letni Marcin Mizia, piłkarz i funkcjonariusz Służby Więziennej w Jastrzębiu-Zdroju, przyjechał z narzeczoną do Parku ArcelorMittal w Sosnowcu na występ Beaty Kozidrak. Tam w trakcie wydarzenia został brutalnie zaatakowany i skatowany przez nieletnich, pijanych, oprawców. Powodem było to, że mężczyzna stanął w obronie 14-latka.

Rodzice Marcina Mizi nie kryli bólu i smutku po wyroku Sądu Rejonowego w Sosnowcu, jaki zapadł w czwartek, 9 lipca. W rozmowie z "Faktem" przyznali, że "nic im już syna nie zwróci".

To jest niesprawiedliwe dla naszego dziecka. Oni po 21. roku życia będą mogli zacząć normalne życie, nam dziecka już nikt nie wróci. To jest kpina - mówił dla Fakt.pl Jacek Mizia, ojciec śmiertelnie pobitego Marcina.

- Taki jest wymiar sprawiedliwości w Polsce wobec nieletnich. Jeśli to się nie zmieni, bardzo współczuję innym ludziom, którzy doznają podobnych tragedii. Bardzo mi przykro - wskazywał mężczyzna.

Matka zmarłego 28-latka, Grażyna Mizia, przyznała "Faktowi", że choć od tragedii minęły dwa lata, żaden ze sprawców ani też nikt z ich rodzin ich nie przeprosił. - My na tych rozprawach czuliśmy się tak, jakbyśmy byli winni temu wszystkiemu, że nasze dziecko nie żyje - rozpaczała kobieta.

Wybrane dla Ciebie