Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski| 
aktualizacja 

Wnioski po miesiącu wojny. To dla Rosji będzie drugi Afganistan

Plan Rosji wydawał się prosty: zaatakować Ukrainę z trzech kierunków, zająć Kijów, zmienić władze. Kiedy to się nie udało, zaczął się bój o zajęcie południa kraju w okolicach Mariupola i Odessy oraz obwodu charkowskiego. To również nie wyszło. Wojna w Ukrainie, która miała potrwać kilka dni, trwa miesiąc. Końca nie widać. Prof. Antoni Dudek mówi, że Ukraina może stać się dla Rosji drugim Afganistanem.

Wnioski po miesiącu wojny. To dla Rosji będzie drugi Afganistan
Miało być kilka dni. Wojna na Ukrainie trwa miesiąc i końca nie widać (PAP, PAP/Andrzej Lange)

Rosjanom nie udało się zrealizować celów, które analitycy uznają za strategiczne. Z dnia na dzień rosną zaś rosyjskie straty. W ludziach i sprzęcie. A nałożenie przez Zachód sankcji drenuje portfele Rosjan. Prezydent Putin organizuje kolejne wiece poparcia, a analitycy Zachodu zastanawiają się, kto mógłby zorganizować na niego zamach i przejąć władzę.

Po miesiącu wiadomo jedno: Rosja nie jest ani tak silna, jak chciała być, ani tak słaba, jak wielu chciałoby ją widzieć. Nie złamała Ukrainy, ale też nie została pobita. Waszyngton ponownie ostrzega o możliwości użycia broni biologicznej lub chemicznej. W jakim punkcie Rosja jest dziś, po 30 dniach od uderzenia na Ukrainę? I czego nowego dowiedzieliśmy się o obu krajach?

Armia groźna tylko dla mniejszych

Pierwszy wniosek dotyczy rosyjskiej armii. Przez lata Europa poważnie obawiała się potęgi rosyjskiego wojska. Wydaje się, że był to mit. I teraz mit ten upada, i to z hukiem. Podkreśla to w rozmowie z o2.pl historyk i politolog Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego prof. Antoni Dudek.

Jesteśmy bogatsi o wiedzę, że armia rosyjska nie jest tak potężna, jak przez lata nam mówiono. To uznaję za największą sensację: objawienie światu słabości armii rosyjskiej. Działania toczą się na Ukrainie, oczywiście, ale Ukraińcy po miesiącu nie tylko się bronią, stawiają opór, ale także robią to bardzo skutecznie - mówi o2.pl prof. Dudek.

Historyk idzie dalej i dodaje, że rosyjski prezydent już przegrał tę wojnę. Ocenia, że nawet gdyby Władimir Putin, wściekły z powodu niemożności zdobycia Mariupola, wydał rozkaz o użyciu broni chemicznej wobec miasta, to losów wojny to nie odwróci. Jednak jego zdobycie może być punktem zakończenia działań wojennych.

Gdyby padł Mariupol, to wtedy Rosja mogłaby mówić o pewnym sukcesie. Byłby to upadek miasta, które realnie zamyka Rosjanom drogę do ustanowienia "korytarza" - połączenia anektowanego w 2014 r. Krymu z lądową częścią Rosji.

Może Rosjanie zechcą np. stworzyć tam kolejną pseudo-republikę, tak jak zrobili to w Doniecku czy Ługańsku. Może nawet złośliwie nazwą ją Mariupolską Republiką Ludową? Ale póki co, miasto się broni. A nawet gdyby upadło, to nie jest powiedziane, że Ukraińcy nie chcieliby go odbijać - mówi prof. Dudek.

Przekonuje również, że słabość militarna Rosji, wyrażona w zmaganiach wojennych, daje podstawy do pewnych nadziei, jeśli chodzi o użycie broni atomowej. Przed takim rozwiązaniem ostrzega m.in. Biały Dom.

Obserwujemy rozkradanie rosyjskiej armii. Symbolem tego są zdobyte przez wojska ukraińskie racje żywnościowe z rosyjskich zapasów, których data przydatności minęła kilka lat temu. Ktoś w rosyjskiej armii wziął za to pieniądze, prawdopodobnie je zdefraudował lub zwyczajnie ukradł, a do żołnierzy trafiło stare jedzenie. To daje mi pewien optymizm, jeśli mówimy o użyciu arsenału atomowego. Rosja jest po prostu państwem kłamstwa. Putin okłamuje swoje społeczeństwo, a ono okłamuje Putina - przekonuje prof. Dudek.

Drugi wniosek wyciąga był szef Agencji Wywiadu płk Grzegorz Małecki. Dotyczy on sprawności aparatu ukraińskich służb wywiadowczych, który przez osiem lat wojny wyciągnął lekcję z działań Rosji.

Ukraińcy bardzo dobrze wykorzystali ostatnie 8 lat do profesjonalizacji i modernizacji swojego aparatu wywiadowczego, na bazie wiedzy, umiejętności i doświadczeń partnerów UE/NATO. Okazali się bardzo pojętnym uczniem, który być może miejscami przerósł mistrza - mówi o2.pl płk Małecki.

I dodaje, że ukraińskie służby specjalne uporały się z dziedzictwem ZSRR, ale przede wszystkim z wieloletnim problemem penetracji ich przez służby rosyjskie. Kto wie, jak mówi oficer, czy wręcz nie przejęły inicjatywy w dotychczasowej wojnie wywiadowczej z Rosją? Na drugim biegunie są, jak mówi, służby wywiadowcze Rosji, które okazały się nieskuteczne, a legenda o ich wszechmocy legła w gruzach.

Drugi Afganistan?

Warto wziąć także pod uwagę twarde liczby. Strona ukraińska przekazuje, że Rosjanie stracili już ponad 15 tys. żołnierzy. Nawet jeśli przyjąć, że dane te są celowo zawyżane przez Ukraińców, to można założyć straty na poziomie ok. 9-10 tys. zabitych. Dla porównania, w okresie 10 lat inwazji i okupacji Afganistanu, ZSRR straciło w walce 9,5 tys. żołnierzy. To porażające dane. Czy Ukraina może stać się dla Rosji drugim Afganistanem?

Myślę, że tak. Rosyjskie straty po miesiącu są porównywalne do tych z Afganistanu, a przecież Afganistan to kraj o wiele trudniejszy do prowadzenia wojny i okupacji niż Ukraina. Górzysty, pełen dolin - wymarzony do prowadzenia działań partyzanckich - ocenia prof. Dudek.

Słabość Rosji w aspekcie militarnym podkreśla także redaktor naczelny Visegrad Insight Wojciech Przybylski. Prezes Fundacji Res Publica przekonuje w rozmowie z o2.pl, że reputacja Rosji, jako mocarstwa używającego najnowszego uzbrojenia i wysoce przeszkolonych żołnierzy zdolnych do zajęcia wcześniej Krymu bez ofiar w ludziach, legła w gruzach.

Rosja posiada uzbrojenie i zasoby ludzkie, którymi może wyrządzać ogromne szkody, ale póki co obnażyła ogromne braki w taktyce, komunikacji, dyscyplinie i skuteczności - mówi Wojciech Przybylski.

Zniszczenia, straty, ucieczka milionów

Zwraca też uwagę na znacznie smutniejszy aspekt. Chodzi o uchodźców, straty i zniszczenia wojenne. Jak podaje, szacunki dotyczące zniszczeń wojennych i liczby uchodźców (wg Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców: 5,5 miliona) w Ukrainie z ostatniego miesiąca przekraczają straty z dziesięcioletniej wojny w Jugosławii, co zapisze się w historii Europy jako najtragiczniejszy w skutkach konflikt zbrojny od czasów II wojny światowej. Ale z wojny osłabiona wyjdzie także Rosja. To jednak, jak mówi cytowany prof. Dudek, może być dobrą wiadomością dla Europy.

Aleksander Łukaszenka, prezydent Białorusi, to paskudny dyktator. Ale nie ma broni atomowej, nie jest zagrożeniem dla Europy. W przeciwieństwie do putinowskiej Rosji. Im szybciej zda sobie z tego sprawę otoczenie Władimira Putina, tym lepiej. I tu widzę dwie niewiadome - przekonuje Antoni Dudek.

Pierwsza z nich jest, jak mówi historyk, krótkoterminowa i dotyczy właśnie otoczenia rosyjskiego prezydenta. A konkretnie tego, jak długo ludzie z najbliższego kręgu Putina będą go wspierać i czy zdolni są do przewrotu pałacowego - czyli obalenia prezydenta.

Druga jest, jak ocenia, długoterminowa i sprowadza się do pytania, czy długotrwała wojna nie doprowadzi w końcu do rewolucji w Rosji? Prof. Dudek przywołuje tu przykład czasów schyłku carskiej Rosji z okresu Mikołaja II. W 1914 r. car ochoczo przystąpił do pierwszej wojny światowej. Trzy lata później, pobite i pokrwawione społeczeństwo rosyjskie zainicjowało rewolucję październikową i dojście do władzy bolszewików.

Jedność Zachodu...

I historyk, i dziennikarz podkreślają też właściwą postawę społeczeństw Zachodu wobec Rosji. Prof. Dudek mówi, że w Niemczech udało się "schować" na czas wojny stronnictwo prorosyjskie, Wojciech Przybylski dodaje, iż Niemcy przemyślały w końcu apel Radosława Sikorskiego, który w słynnym przemówieniu w Berlinie ostrzegał, że Europa najbardziej boi się pasywnych Niemiec, ignorujących odpowiedzialność za przyszłe bezpieczeństwo Europy.

Putin wylał wiadro lodowatej wody na całe zachodnioeuropejskie społeczeństwo - mówi o2.pl Antoni Dudek.

Nie rozumie też ciągłego założenia przez rosyjskie elity, że to Zachód jest zagrożeniem ich kraju. Tego upatruje gdzie indziej - w Chinach, które coraz mocniej rozpychają się na niezwykle bogatej w zasoby Syberii, a jednocześnie próbują zwasalizować sobie Rosję, co widoczne jest szczególnie w okresie wojny w Ukrainie.

... i siła Bidena

Nie byłoby jednak oporu Ukrainy bez pomocy Zachodu. Przede wszystkim NATO, w którym prym wiodą Amerykanie. Wojciech Przybylski przekonuje, że po katastrofie wizerunkowej, jaką była ewakuacja z Afganistanu, prezydent Joe Biden znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie, sprawnie zabezpieczając jedność Zachodu. W innowacyjny sposób podchodzi do komunikacji politycznej, ujawniając w bezprecedensowym zakresie wnioski z informacji wywiadowczych i przygotowując sankcje na tyle inteligentnie, żeby zamiast skonfliktowania się z Europą, a szczególnie Niemcami w sprawie NS2, faktycznie przewodzić wolnemu światu.

W innej sytuacji jest z kolei Władimir Putin. Przebieg wojny w Ukrainie doprowadził do tego, że rosyjski prezydent może realnie obawiać się o swoją pozycję. A - kto wie - może nawet życie. Ukraińskie media informowały kilka dni temu, że wśród potencjalnych następców gospodarza Kremla rozpatrywany jest m.in. Szef FSB, Aleksandr Bortnikow.

Zobacz także: Ekspert o taktyce Ukrainy i Rosji. "Nie mogą zwyciężyć, więc walą na oślep"
Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić