Wybuch gazu w Szczyrku. Skazani robotnicy wyznają. "Ktoś podłożył minę"
Po tragedii w Szczyrku (woj. śląskie) z 2019 r., w której zginęła ośmioosobowa rodzina, skazani robotnicy twierdzą, że działali na polecenie przełożonych. Jak podaje Polsat Interwencja, według doniesień sprawą odpowiedzialności osób decyzyjnych zajmuje się teraz prokuratura.
Najważniejsze informacje
- W 2019 r. w Szczyrku wybuch gazu zabił ośmioosobową rodzinę.
- Skazani robotnicy twierdzą, że wykonywali polecenia przełożonych.
- Prokuratura prowadzi obecnie dalsze postępowanie dotyczące decydentów.
Robotnicy skazani po tragedii na budowie w Szczyrku
W grudniu 2019 r. w Szczyrku doszło do potężnego wybuchu gazu, który pozbawił życia całą ośmioosobową rodzinę. Prace przy przewiercie pod kabel energetyczny prowadził pan Marcin, a pomagał mu pan Józef. Według doniesień, obaj zostali prawomocnie skazani za spowodowanie katastrofy, ale podkreślają, że wykonali zadania zgodnie z poleceniem przełożonych. Mężczyźni utrzymują, że nie mieli świadomości istnienia aktywnego gazociągu pod ziemią.
Kontrowersje wokół odpowiedzialności za wybuch gazu
Kluczową przyczyną tragedii było uszkodzenie niedawno położonego gazociągu. Jak wynika z dostępnych informacji, gazociąg ten powstał kilka tygodni wcześniej, bez wymaganych pozwoleń – jak podkreślają przedstawiciele prokuratury, podczas realizacji inwestycji fałszowano dokumentację. Pan Józef tłumaczy: "Nie wiedziałem, że tam fizycznie jest gaz. Była mapka, że gaz, woda są projektowane".
Z opinii ekspertów wynika, że gdyby prace odbywały się wykopem otwartym, a nie przewiertem – zgodnie z pierwotnym projektem – robotnicy mogli wcześniej zidentyfikować gazociąg.
Skazani domagają się rozliczenia przełożonych i dewelopera
Według ustaleń, decyzje dotyczące sposobu prowadzenia prac podejmowały osoby na wyższym szczeblu decyzyjnym – wskazani zostali: Roman D., Marcin S. i Józef D. Jak cytuje Interwencja, robotnicy powtarzają, że działali zgodnie z otrzymanymi wytycznymi. "Robiliśmy, co nam zlecono", mówi pan Józef.
Ich pełnomocnicy oraz adwokat poszkodowanej rodziny uważają, że sprawiedliwości stanie się zadość dopiero wtedy, gdy odpowiedzialność poniosą wszystkie osoby zaangażowane w proces decyzyjny. Sylwia Myśliwska, pełnomocniczka poszkodowanych, stwierdza: "A sprawiedliwość polega na tym, że skazane są wszystkie osoby faktycznie odpowiedzialne".
Prokuratura sprawdza, kto naprawdę był winny tragedii
Według doniesień osoby zarządzające budową i inwestycją nie poniosły wcześniej konsekwencji, chociaż – jak wynika ze śledztwa prokuratury – to one zlecały robotnikom wykonanie przewiertu, a nie wykopu otwartego. Marek Krupski, pełnomocnik jednego ze skazanych, zwraca uwagę, że organy ścigania mogły zrobić w tej sprawie więcej.
Oni faktycznie doprowadzili do tego, co się wydarzyło, ale to nie były osoby, które wydawały polecenia. Nie decydowali o formie i tempie prac. Organy ścigania mogły w tej sprawie zrobić więcej. I nadal mogą.
Sprawą decydentów zajmuje się teraz Prokuratura Regionalna w Katowicach.
Skazani walczą o nowe spojrzenie na sprawiedliwość
Po wyroku zarówno pan Józef, jak i pan Marcin podkreślają w rozmowie z dziennikarzami Interwencji, że pozostali bez możliwości dalszego uczciwego życia, pomimo tego, że – jak twierdzą – wykonywali tylko zlecone im czynności.
Jeden z nich przyznaje: "Ktoś podłożył minę, a myśmy ją odpalili nieświadomie. Żadnej decyzji nie podjąłem, wykonywałem tylko polecenia. Dostałem wyrok dwóch lat i kolosalne kary finansowe. Nie mam perspektyw na dalsze życie".