Jak ustalił Sąd Okręgowy w Poznaniu, matka pięcioletniej Oliwii z Gniezna Karolina P. i ojczym Robert S. przez ponad rok stosowali systematyczną przemoc fizyczną i psychiczną wobec dziecka. Sąd nie miał wątpliwości co do winy oskarżonych.
Sytuacja dziewczynki długo pozostawała niezauważona przez otoczenie. Jak wynika z ustaleń sądu, przemoc była nie tylko planowana, ale także w pełni akceptowana przez matkę dziecka, która brała czynny udział w uzgodnieniach dotyczących kar dla Oliwii. Mimo iż rodzina nie była objęta nadzorem kuratorskim, a w mieszkaniu nigdy nie interweniowała policja, schemat przemocy działał od końca 2023 r.
Znalezione dowody
Podczas śledztwa kluczowe okazały się wiadomości wymieniane przez parę. Zapisy rozmów jednoznacznie pokazywały, że przemoc była stale planowana i miała na celu podporządkowanie sobie dziecka. Pomimo licznych siniaków na ciele Oliwii, rodzice starali się, by ślady przemocy nie były widoczne na jej twarzy.
WIDEOTerroryzował ludzi na dworcu. Policja ruszyła do akcji
"Trzeba ją złamać i będzie ok" – te słowa ojczyma Oliwii oddają skalę brutalności, z jaką dziecko było traktowane.
Metody karania przybierały na sile, gdy dziewczynka nie wykonywała poleceń, a w korespondencji dokładnie omawiano sposoby bicia dziewczynki. Wskazywano w SMS-ach, że "na dupę to wiesz, ile się trzeba z nią namęczyć", a "na buzi będzie schodzić z dwa tygodnie".
Ojczym dziewczynki tłumaczył matce Oliwii, jak uderzać dziecko, by nie było śladów: "Zawsze starałem się walnąć w czoło, najtwardsze miejsce w ciele człowieka, ale wiesz, jak ona się wierci i szamota, nie zawsze trafisz". Mężczyzna dodał, że "może ją lać i lać".
Wyrok sądu
W trakcie procesu ujawniono, że rodzice nie tylko zastraszali dziecko, ale również narzucali jej surowe kary za drobne przewinienia. Oliwia była zmuszana do wykonywania ćwiczeń, a także była pozbawiana możliwości zabawy z młodszym bratem. Dziewczynka była bita, podtapiana i karmiona papierem. Grożono jej, że zostanie wyrzucona z domu.
Prokurator Zdzisław Kowalski powiedział podczas apelacji: – Miałem wrażenie, że czytam akta sprawy funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa z lat 50. ubiegłego wieku. Sąd skazał ojczyma na siedem lat, a matkę na cztery lata i dwa miesiące więzienia.
Podczas rozprawy sędzia Hanna Bartkowiak zwróciła uwagę, że tak bezbronne dziecko nie mogło samo szukać pomocy. Ich działania były wysoce bulwersujące i szokujące.
Reakcja lokalnej społeczności
Rodzina nie była wcześniej objęta opieką społeczną, a wychowawcy przedszkolni oraz sąsiedzi nie zauważyli niczego niepokojącego. Oliwia często opuszczała zajęcia, nieobecność tłumaczono chorobą, co, jak później ustalono, było fałszywym twierdzeniem. Sprawa wydała się, gdy mężczyzna pod wpływem alkoholu i w wyniku kłótni z partnerką sam zadzwonił na policję i przyznał się do pobicia 5-latki.
Matka twierdziła, że nie stosowała przemocy wobec córki. Podczas śledztwa wyszło na jaw, że ustalała sposób bicia Oliwii z partnerem, nawet gdy przebywała na sali porodowej. Podczas apelacji wyrok kobiety zmniejszono o rok.
Po wszystkim, co przeszła, dziewczynka obecnie żyje w rodzinie zastępczej. Jest pod opieką psychologiczną i powoli odbudowuje się psychicznie.
Adwokatka Magdalena Światowy-Łuczak, która reprezentowała dziewczynkę, niedawno widziała się z Oliwią.
- Jest bardzo pogodna. Zadziwiająco pogodna, biorąc pod uwagę krzywdę, której doznała. Uśmiechała się i ten uśmiech był dla mnie najcenniejszy - mówił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".